W czasie konferencji prasowej poseł Gintaras Songaila, postępowanie polskiej mniejszości, dążącej do uznania oryginalnego zapisu swoich nazwisk, określił jako działanie przeciw językowi litewskiemu, zaś samych Polaków określił mianem "piątej kolumny".
- Rządowy projekt zezwalający na oryginalny zapis nazwiska jest gorszy, niż realizowana w Wilnie przez carską Rosję polityka rusyfikacji – oznajmił z kolei przewodniczący pozaparlamentarnej Litewskiej Partii Centrum, Romualdas Ozolas. Uczestnicy konferencji uznali przyjęcie ustawy jako akt dezintegracji kraju. Radykalnie narodowi politycy litewscy obawiają się, że ustawa pociągnie za sobą szereg żądań mniejszości polskiej, w tym uznanie dwujęzycznych nazw ulic oraz wprowadzenie polskiego jako drugiego języka państwowego.
Przed kilkoma miesiącami Sąd Konstytucyjny przyznał prawo do zapisu w formie oryginalnej nazwisk obywateli innego, niż litewskiego pochodzenia, w tym Polaków. Z zastrzeżeniem, że taki zapis może znaleźć się nie na pierwszej stronie, ale na dalszych stronach paszportu jako zapis pomocniczy. Nadal oficjalną formą zapisu potwierdzającego urzędowo tożsamość w przypadku litewskiego obywatela polskiej, czy rosyjskiej narodowości, jest nazwisko w języku litewskim.
Po decyzji sądu premier Litwy Andrius Kubilius powiedział, że jest to ostateczny rozstrzygnięcie sporu w kwestii pisowni nazwisk na Litwie. Kubilius dodał, że prawa do autentycznego imienia i nazwiska broni w tym przypadku Europejski Trybunał Praw Człowieka.
Posłowie Songaila i Rytas Kupczinskas ze Związku Ojczyzny stworzyli własny projekt dotyczacy pisowni nazwisk, który ich zdaniem, nie godzi w litewską konstytucję. Parlamentarzyści mają nadzieję na poparcie swojego projektu przez rządzącą koalicję, a także opozycję.
Ani niedawna decyzja Sądu, ani tym bardziej spór w litewskim parlamencie, nie zadowalają litewskich Polaków.
MiWi/Rp.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

