Fronda.pl: Po raz drugi został Ksiądz Arcybiskup przewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski, ale przecież nie chciał Ksiądz kandydować na drugą kadencję i prosił biskupów, aby nie brali Jego osoby pod uwagę. Skąd zmiana decyzji?
Abp Józef Michalik: Ja nie zmieniłem swojej decyzji. Wydaje mi się jednak, że niekiedy sytuacja postulatu sumienia wymaga, aby dostosować się do zdania biskupów, ponieważ uczestnictwo w Konferencji Episkopatu nakłada wzajemne zobowiązania. Funkcja przewodniczącego KEP nie jest zaszczytem, ale posługą. Szczerze mówiąc, to nie wiedziałem czy w zaistniałych okolicznościach mogę wymówić się od trudu tej posługi.
Jak ocenia Ksiądz Arcybiskup minioną, pięcioletnią kadencję? Co udało się zrealizować, co było sukcesem, a co było szczególnie trudne?
Było kilka ważnych momentów w ostatnim pięcioleciu. Przede wszystkim, koniec pontyfikatu Jana Pawła II. W imieniu Kościoła polskiego pożegnałem Papieża w klinice Gemelli. Później było doświadczenie związane z pogrzebem Jana Pawła II. Za szczególną wartość uważam podróż Benedykta XVI do naszej Ojczyzny i Jego przesłanie skierowane do Polaków. Były też wyjątkowo trudne sprawy. Jest nią na przykład lustracja duchowieństwa i cały proces dochodzenia do prawdy. Pytanie o lustrację w Kościele nadal wydaje mi się tematem zastępczym, absorbującym ludzi o ograniczonej wizji w trosce o porządek publiczny w Polsce. Mówiąc szerzej, bo to przecież nie dotyczy tylko ostatnich pięciu lat, widzę nadzieję na przyszłość w działających wokół Kościoła prężnych środowiskach medialnych propagujących chrześcijańskie wartości. Na przykład Fronda, Christianitas, Arcana, Radio Maryja. Są tygodniki katolickie. Powoli rosną elity. Każde z tych środowisk gromadzi wokół siebie ludzi, którzy dojrzewają do tego, aby brać odpowiedzialność za Polskę, czynnie angażując się w politykę, w życie społeczne, kulturalne, międzynarodowe.
Komisja Episkopatu Polski ogłosiła - po wymianie korespondencji z Watykanem - zamknięcie sprawy lustracji. Ks. Isakowicz - Zaleski uważa, że to działanie krótkowzroczne, bo upublicznieniem dokumentów na temat duchownych i tak zajmą się dziennikarze. Powstanie wrażenie, że Biskupi chcą coś ukryć.
Dziennikarze mają do tego prawo. Jednak jest to problem bardzo złożony. Byliśmy świadkami sytuacji, gdy pewne osoby chcą decydować o tym, kto ma być biskupem w Warszawie czy Gdańsku. To jest niepokojące. Jezus Chrystus zostawił apostołów do podejmowania decyzji w Kościele. Dlatego chcieliśmy być uczciwi i obiektywnie krytyczni wobec ludzi i żywego Kościoła i dlatego wyniki prac Komisji Historycznej wysłaliśmy do Stolicy Apostolskiej. Nie mieliśmy takiego obowiązku, ale był to nasz dobrowolny gest. Watykan zdecydował o pozostawieniu tej sprawy w takim kształcie, jak została rozwiązana. Publikowanie swoich materiałów z IPN to dobrowolna decyzja każdego biskupa.
Znamy przypadek, kiedy dzisiejszy biskup odnalazł prowadzącego funkcjonariusza z SB, który nachodził go wówczas, jako księdza. Pytał go ten biskup, dlaczego sporządził takie obfite materiały, skoro ten odmawiał wszelkiej formy współpracy, a spotykając się z nim, traktował go jak człowieka, nie wchodząc przy tym w żadne układy. Funkcjonariusz SB potwierdził to pisemnie, zastrzegając jednak, że nie wolno tego biskupowi publikować, nie podając konkretnych przyczyn. Jest to dowód na to jak stare, mające źródło w historii macki mają wpływ na teraźniejszość. Biskup nie może opublikować takiego oświadczenia, w trosce o funkcjonariusza, mimo że ten mu wyrządził krzywdę. To tylko jeden z przypadków. Dlatego na sprawę lustracji trzeba spojrzeć szerzej.
W ankiecie dla portalu Fronda.pl Tomasz Terlikowski powiedział, że wybór Księdza Arcybiskupa na Przewodniczącego KEP to dobry wybór na czas kryzysu wartości w Polsce. Czym ten kryzys się przejawia i jakie wyzwania stoją przed polskimi biskupami w najbliższym czasie?
To bardzo ważne pytanie, na które trzeba odpowiadać każdego dnia, podejmowanymi akcjami duszpasterskimi. Ja zawsze skupiam się na pozytywach. Uważam, że zadaniem na przyszłość jest troska o zdrowe sumienie i podtrzymywanie tego, co dobre i pozytywne. Należy się przy tym skupiać na duchowej wartości każdego człowieka. Za jedno z najważniejszych zadań uważam troskę o to, aby ludzie nie zatracili poczucia grzechu. Podkreślam to zwłaszcza dlatego, że przeżywamy okres Wielkiego Postu. Oblężone konfesjonały zawsze będą stanowić siłę Kościoła. Najważniejsze dla biskupów będą starania o to, aby człowiek przemieniał się wewnętrznie. To jest najpilniejsze wyzwanie najbliższych czasów. Pokazanie ludziom, że przemiana i wyzwolenie nie przyjdą ze Wschodu ani z Zachodu. Ta przemiana pochodzić będzie z mocy i łaski, jaką Bóg złożył w serce człowieka. Zbliżyć ludzi do Biblii, do słowa Bożego. To są najlepsze metody, aby Panu Bogu robić miejsce w społeczeństwie. Wszystko dlatego, że potrzeba ludzi świętych i światłych, którzy zajęliby się polityką czy gospodarką. Ludzi, którzy własny interes potrafiliby poświęcić dla dobra wspólnego. Bardzo zauważalnym symptomem wspomnianego kryzysu wartości jest szerzący się egoizm i relatywizm moralny a także obniżenie kultury słowa i kultury relacji międzyludzkich.
Czy ma Ksiądz Arcybiskup pomysł na to, w jaki sposób przyciągnąć do Kościoła ludzi młodych, którym Jego nauczanie często wydaje się anachroniczne, niezrozumiałe, zwłaszcza w sprawach etyki seksualnej?
Po prostu być z młodymi, mieć dla nich czas. Księża powinni zaufać młodym ludziom, polegać na ich radykalizmie. Pod głośnymi kontestacjami kryje się autentyczne pragnienie poszukiwania prawdy. W kwestiach etyki seksualnej wszyscy dorośli a zwłaszcza księża powinni jasno nazywać zło i nieporządek, przy jednoczesnym wielkim miłosierdziu w konfesjonale. W ten sposób należy wydobywać dobro z serc młodych ludzi. Jasno przedstawiać drogę grzechu i drogę wartości. Powtarzam jednak, relacje z młodym pokoleniem muszą się odbywać na zasadzie zaufania.
Tylko czy to wystarczy? Liberałowie straszą, że "walec modernizacji rozjedzie polski Kościół"? Jak Ksiądz Arcybiskup się odnosi do takich czarnych wizji?
Gdyby to zależało od liberałów, to na pewno tak by się stało. To samo głosili komuniści w czasach mojej młodości. Ponad dwadzieścia lat temu podczas moich święceń biskupich w Bazylice św. Piotra podchodzili do mnie biskupi z Zachodu i ze współczuciem mówili, że bliski jest kres polskiego katolicyzmu I wkrótce to wszystko się rozsypie. Uważam, że dziś, w dobie silnie rozwiniętych środków masowego przekazu (co jest oczywiście rzeczą dobrą, ale co także sprzyja socjotechnicznym manipulacjom), w dobie genetycznych manipulacji i moralnego relatywizmu, ciągła tęsknota za Bogiem, za Miłością i jest możliwe dotarcie do Prawdy Bożej. I to się nie zmieni.
Jest coraz więcej sygnałów, że Watykan wiąże spore nadzieje związane z internetem. Mówi o tym sporo Benedykt XVI, niedawno Stolica Apostolska otworzyła nawet swój kanał video na serwisie You Tube. Czy polscy biskupi mają jakieś pomysły na wykorzystanie internetu w ewangelizacji?
Muszę szczerze przyznać, że w podejściu do nowych technologii jestem bardzo otwarty, ale i staroświecki. Ufam młodej generacji, że uczyni dobry użytek z tychże środków komunikacji. Lubię czytać. Do niedawna nie miałem nawet telewizora. Zmieniło się to z chwilą, gdy pięć lat temu zostałem wybrany na stanowisko przewodniczącego KEP. Modliłem się wówczas na Jasnej Górze, gdzie przebywali także trzej ministrowie. Ojciec paulin przyszedł do mnie z wiadomością, że ci ministrowie chcą się ze mną spotkać. Oczywiście się zgodziłem, przyszło za chwilę pięciu Panów, a ja nie wiedziałem, który to minister, a który kierowca. Musiałem „przeprosić" telewizor. Jestem jednak otwarty na nowe technologie. Widzę zagrożenia z nimi związane, ale widzę również ich wielką wartość. Są jednak biskupi, którzy się tym zajmują i pasjonują. Potem przedstawiają wartość internetu pozostałym biskupom. Trudno mi jednak mówić o konkretnych pomysłach. Pamiętam, że gdy jeszcze kilka lat temu, do seminarium przemyskiego przychodzili klerycy, jeden z księży prowadził dla nich wprowadzenie do informatyki. Uczył ich obsługi komputerów. Dzisiaj, jeśli ten ksiądz ma problemy z komputerem, dzwoni po kleryka, aby mu pomógł. Zdobywanie internetu dla Ewangelii jest zadaniem dla młodych, i księży i katolików świeckich. Szczególnie świeccy powinni pokazywać w tej przestrzeni, że są Kościołem.
Wiele się ostatnio mówi o braku przywództwa w polskim Kościele, a także o tym, że Kościół z mocnym opóźnieniem reaguje na palące problemy społeczne. Pośrednio jest to zarzut skierowany także w stronę Księdza Arcybiskupa. Czy Ksiądz Arcybiskup dostrzega u siebie cechy przywódcze? A może wyraźny lider nie jest polskiemu Kościołowi potrzebny?
Jestem świadom swoich ludzkich słabości i swojej niegodności wobec Boga. Moje kapłaństwo, biskupstwo, funkcję przewodniczącego traktuję w kategoriach wiary, jako dar Pana Boga, za który jestem wdzięczny. Z drugiej natomiast strony, pojawia się pytanie o to, kim jest prawdziwy przywódca, lider. Wydaje się, że dziś od przywódcy oczekuje się, aby atakował - i to personalnie - różnych naszych przeciwników, ale czy to metoda twórcza, skuteczna? Wątpię. Gdybym to robił, to pewnie byłbym uważany za dzielnego przywódcę. Pojawiają się porównania do historii. Ja jednak wierzę, że dziś Kościół potrzebuje innego przywódcy. Nie jestem typem przywódcy, o którym wspomniałem. Próbuję być sługą, który nie bierze wszystkiego na siebie, ale szuka wokół siebie ludzi i próbuje im dać szansę zaistnienia i działania. Wzorem takiego przywódcy, a jednocześnie sługi jest dla mnie Jan Paweł II. Znajdował On ludzi, którzy poprowadzili dalej i realizowali w Kościele Jego programy. Gdy mówił o wartości laikatu w Kościele, to założył Papieską Radę ds. świeckich, kiedy mówił o obecności Kościoła w kulturze to powołał Papieską Akademię ds. nauki, następnie do obrony życia itd. Tu leży istota współczesnego przywództwa. Dziennikarzom formułującym takie zarzuty należy zostawić wolność sądów. Przywódca dzisiejszego Kościoła powinien realizować postulat Jezusa z ostatniej wieczerzy o jedności we wspólnocie, o służbie, ba, o umywaniu nóg braciom. Taka postawa jest o wiele bardziej interesująca i twórcza.
Przejdźmy jeszcze na koniec do sytuacji Kościoła w świecie. Jesteśmy świadkami niespotykanych dotąd ataków na Papieża. Benedykta XVI atakują nie tylko ludzie świeccy, bardziej lub mniej związani z Kościołem, ale także duchowni, wśród nich również biskupi. Jak Ksiądz Arcybiskup odbiera tę sytuację?
To moim zdaniem dowód na to, że Benedykt XVI podąża właściwą drogą, a świat jest chory, zagubiony, zarozumiały. Papież coraz pełniej staje się "znakiem, któremu sprzeciwiać się będą". Nie wychodzi poza doktrynę Kościoła, troszczy się o właściwie pojęty ekumenizm, troszczy się o Ewangelię, głosi miłość bliźniego. Według mnie te ataki są wynikiem zacietrzewienia politycznego, które wdziera się nawet do Kościoła, Nie wolno o tym zapominać.
Bardzo dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Mariusz Majewski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

