„Żyli prawem wilka, historia o nich głucho milczy”. To o Żołnierzach Wyklętych. Ale czy wciąż milczy? Jeszcze do niedawna z pewnością tak, ale coraz liczniejsze starania rozmaitych osób, by przywrócić należną Rycerzom Niepodległej pamięć, spotykają się ze wściekłym atakiem.

 

Sebastian Reńca, autor powieści o Żołnierzach Wyklętych „Z cienia”, powiedział niedawno w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”, że dziś w odniesieniu do „leśnych” wciąż panuje taka sama propaganda, jak za głębokiego PRL. Wpisało się w nią pismo, po którym chyba nikt by się tego nie spodziewał.

 

Na łamach „Polski Zbrojnej” możemy przeczytać, że ustanowiony 1 marca Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych to wykopanie „fosy dzielącej polską narodową wspólnotę”. Dowiadujemy się również, że święto takie w ogóle niczemu nie służy, wręcz przeciwnie - jest kultywowaniem zabójstw dokonanych przez zbrojne podziemie.

 

Co zdumiewające, czytamy to w piśmie, które winno przynajmniej szanować historię oręża polskiego, jeśli już nie może zdobyć się na obiektywne i rzetelne jej opisanie. A bez wątpienia walka bohaterów, którzy w 1945 roku nie złożyli broni, ale walczyli z sowieckim okupantem jest częścią wielkiej historii naszego wojennego rzemiosła. Przez lata zakłamywanej.

 

Bohaterom podziemia niepodległościowego należy się jak największe uznanie. Tymczasem, autor tekstu, komandor Zbigniew Ciećkowski, zionie do poakowskiego podziemia jakąś szczególną i dziwną nienawiścią. Co gorsza, w swoim „artykule” wcale z tymi negatywnymi emocjami się nie kryje. Tekst tego, co szczególnie dziwi, zasłużonego żołnierza jest utrzymany w duchu prl-owskiej historiografii. Mamy na przemian oklepane z PRL-u hasełka i populistyczne sugestie. Możemy przeczytać o „wojnie domowej”, o „walkach bratobójczych” i najważniejsze - jeśli jakieś święto istnieć może dla komandora to takie, które obie te strony upamiętni.

 

Dziwaczna to konstrukcja, w której - w imię „zgody narodowej”, bo o taką apeluje komandor - komunistycznego agresora należy kultywować tak, jak bohaterów. Absurd tej propozycji zauważyłby sam komandor, gdyby 15 sierpnia powiedział żołnierzom, że winni oddawać cześć nie obrońcom Polski bijącym się pod Warszawą, ale obu stronom konfliktu. Wszelako po stronie bolszewickiej również byli żołnierze „polskiego pochodzenia” (sami się za Polaków nie uważali, z szacunku do ich życiowego wyboru nie określajmy ich mianem „Polaków”).

 

Zdumiewające jest, że pismo, które powinno sławić bohaterstwo polskiego żołnierza zezwala na swoich łamach do populistycznych i folklorystycznych wypowiedzi uderzających w godność bohaterskiej ofiary. Narodowy Dzień Pamięci to przecież także pochylenie się nad losem chłopców walczących po stronie władzy, którzy chcieli bić się z okupantem, a nie w imieniu okupanta. Komandor nie jest w stanie zrozumieć, że większość żołnierzy walczących z podziemiem była zobowiązana do wykonywania rozkazów. Żołnierzy Wyklętych nazywa „tragicznymi”, tymczasem to właśnie ci, którzy zobowiązani rozkazem dowódców musieli z nimi walczyć, stawali przed tragicznymi dylematami.

 

 

Marta Brzezińska

Michał Zawisza Bruszewski