Za siedmioma górami, za siedmioma morzami, w gęstym lesie mieszkał sobie wielki smok. Wielki smok budził respekt , bo miał 130 głów, albo i ciut więcej. I każda głowa mówiła to samo. Bez wyjątku. Głowa nr 130 mówiła dokładnie to samo co głowa nr 1, a setna to samo co 5 I wszyscy byli szczęśliwi. Koniec bajki. Bo takie rzeczy tylko w bajkach się dzieją. W realnym świecie, jako że smoków nie ma, a już na pewno stugłowych, to i jest pluralizm wypowiedzi. Jedni mówią tak, inni inaczej. Jedni uwypuklają jedne wątki, drudzy inne. I nie ma znaczenia, czy mówią o sprawach moralnych, ewangelicznych czy politycznych, jak w przypadku 10 kwietnia.
Publicystka „Gazety Wyborczej” miała nadzieję, że biskupi z okazji 6. rocznicy katastrofy smoleńskiej dostaną odgórne wytyczne, co można mówić, a czego lepiej unikać. Może Episkopat winien wydać stosowny okólnik – sugeruje Katarzyna Wiśniewska. A może PiS dalby jakąś ściągę, żeby mówić tak, by rząd się cieszył, bo nie daj Boże się okaże, że jakiś biskup w inne tony uderzy. A najlepiej to by było o jakieś szkolenie przed 10 kwietnia poprosić dziennikarzy „Gazety Wyborczej”. Ci by tak pouczyli biskupów, że jak jeden mąż uznaliby, że Smoleńsk to wymysł prawicowej ekstremy pod przywództwem Antoniego Macierewicza. Wówczas kazanie z okazji rocznicy katastrofy smoleńskiej zjednoczyłoby naród. A tak – kazania z niedzieli znów ponoć podzieliły społeczeństwo. „Biskupi mówili w niedzielę o tragedii z 10 kwietnia, używając różnej retoryki. Nie brakowało też języka, którego nie powstydziłby się Antoni Macierewicz. Ale nie wszyscy biskupi chcieli obchodzić rocznicę smoleńską w stylu narzuconym przez PiS” – ubolewa Katarzyna Wiśniewska. Czytam komentarz Katarzyny Wiśniewskiej i doprawdy nie rozumiem tego jej zdziwienia. Każdy biskup może mieć swoją interpretację wydarzeń (różną od interpretacji :Gazety Wybiórczej). I dobrze. O czym by pisali na Czerskiej, gdyby tak wszyscy mówili tylko to, co w GW wyczytają.
Katarzyna Wiśniewska tym razem zaczęła od pochwał. Tym razem pod adresem biskupa polowego Józefa Guzdka, który na Powązkach mówił: "Pamiętamy i chcemy zanieść modlitwę za tych, o których trudno zapomnieć, których nadal kochamy”. Słowa te miały ponoć rozczarować pisowski rząd. Doprawdy mówienie o pamięci i modlitwie na cmentarzu jest jak najbardziej na miejscu, więc w jaki sposób rząd miałby się czuć rozczarowany?
Dla innych biskupów Wiśniewska nie była już taka łaskawa. Dlaczego? Bo upominali się wprost o wyjaśnienie tragedii, przypominali, że ciągle jest jeszcze mnóstwo niewiadomych, przypominali – tak jak abp Sławoj Leszek Głódź - o "procederze zasypywania pamięci o smoleńskiej tragedii, jej niszczeniu, spychaniu w cień, wyszydzaniu" czy o "prześmiewczym rechocie". W jakim aspekcie słowa te nie są prawdziwe? Czy z ręką na sercu Katarzyna Wiśniewska może powiedzieć, że dziś w sprawie Smoleńska wiemy wszystko? A co z wrakiem? Ktoś go zbadał? Jest już w Polsce?
Oberwało się tez abp. Głodziowi za przypomnienie tego, co działo się w Warszawie zaraz po 10 kwietnia – akcję sprzątania zniczy na Krakowskim Przedmieściu, niewybredne żarty z obrońców krzyża, znikające pospiesznie tulipany z ulic Warszawy. Czy w którymś miejscu abp. Głódź minął się z prawdą? Czy zdaniem Katarzyny Wiśniewskiej znicze i tulipany w jakiś tajemniczy sposób same się zdematerializowały, czy jednak ktoś wydał polecenie, by to wszystko posprzątać? Polecenie wydane pospiesznie wcale nie z powodów bezpieczeństwa, ale czysto politycznych.
Jako drugi „niepokorny” został wywołany abp Marek Jędraszewski, bo głosił ponoć homilię w duchu „spisku smoleńskiego”. Metropolita łódzki „mówił o "kłamstwie smoleńskim" do którego zaliczył tezy o naciskach ze strony prezydenta, "który kazał za wszelką cenę lądować". Czy tezy te, tak pieczołowicie kolportowane przez „Gazetę Wyborczą”, zostały gdzieś potwierdzone? Czy to spekulacje, mające niewiele wspólnego z rzeczywistością? Publicystka „Wyborczej „nie może pogodzić się z tym, że istnieje „ciągle nieodkryta "prawda o Smoleńsku"”, a jej piewcy "upominają się o godność naszego narodu i naszego państwa" (a prawda jest odkryta, że ponowię jeszcze raz pytanie?). Cóż, wątpliwości mieć nie można. „Gazeta Wyborcza” już wydała werdykt. Nie ma więc się nad czym zastanawiać, bo to tylko pogłębia podziały w społeczeństwie.
Mistrzem w pogłębianiu podziałów nie jest Episkopat, a „Gazeta Wyborcza”, która na siłę dopatruje się sensacji tam, gdzie jej nie ma. Prawdy o katastrofie smoleńskiej nie znamy. Przez 6 lat nie udało się dowiedzieć, dlaczego zginęło 96 osób. Tych, którzy prawdy próbują dociec, się ośmiesza, albo… wysyła na tamten świat. I kwestie te podnosili biskupi podczas niedzielnych homilii. Nie po to by dzielić, tylko po to, by także z ambon upominać się o prawdę o Smoleńsku. Naprawdę, nie trzeba filtrować rzeczywistości przez pryzmat „Gazety Wyborczej”, by wyrobić sobie zdanie na dany temat. Biskupi – jako polscy obywatele – również mają do tego prawo. Jedni więc mówili o pamięci, inni o ciągle niewyjaśnionych kwestiach związanych z katastrofą. Wszyscy wspólnie natomiast się modlili za ofiary i ich rodziny, i śpiewali „Boże coś Polskę”. Tego jednak już w „Gazecie Wyborczej” nie napisali.
Małgorzata Terlikowska
