W końcu 2010 r. ludność Polski liczyła 38200 tys. mieszkańców, tj. o 33 tys. więcej niż przed rokiem - czytamy w artykule - Po jedenastoletnim okresie (1997-2007) niekorzystnego trendu zmniejszania się liczby ludności kraju w wyniku niskiego przyrostu naturalnego oraz ujemnego salda stałych migracji zagranicznych, trzy ostatnie lata przyniosły pozytywne zmiany obu wielkości.

 

Powiew optymizmu, jeżeli chodzi o sytuację demograficzną, przygasił jednak w ubiegłym tygodniu komunikat Głównego Urzędu Statystycznego. GUS poinformował o redukcji o 2 tysiące liczby dzieci, które przyszły na świat w pierwszej połowie bieżącego roku. Od lat jesteśmy świadomi tego, że demograficzny boom zakończył się w 1983 r. maksymalną liczbą urodzeń równą 723,6 tys., a w kolejnych latach - poza nielicznymi, jednorazowymi wyjątkami - przychodziło na świat coraz mniej dzieci. W 2010 r. zanotowano 413,3 tys. urodzeń, tj. o 4,3 mniej w wyrażeniu absolutnym oraz o 1 procent w wyrażeniu względnym w relacji do roku poprzedniego, a odpowiednio o 310,3 tys. oraz o 42,9 procent w stosunku do stanu w roku 1983.

 

Dzisiaj najstarsze dzieci, urodzone w latach boomu demograficznego, kończą 28 lat i jest to wiek, w którym znaczna część ogółu kobiet posiadających jedno lub dwoje dzieci rezygnuje z dalszego powiększania rodziny. Z demograficznego punktu widzenia trudno oczekiwać pozytywnych zmian w trendach liczby urodzeń.

 

Wskaźniki demograficzne jednoznacznie wskazują, że nie zanosi się też na zmianę sygnalizowanej od lat perspektywy znaczącej nadwyżki osób niepracujących, a wśród nich licznej grupy osób starszych i sędziwych, nad populacją osób pracujących.

 

Według wstępnych danych Głównego Urzędu Statystycznego, w 2010 r. nadwyżka urodzeń nad zgonami wyniosła 35 tys. i była o 3 tys. większa w porównaniu z rokiem 2009. Przeciętnie na każde 10 tys. ludności przybyło 10 osób. Dodatni przyrost naturalny jest notowany piąty z kolei rok, cztery wcześniejsze lata charakteryzowały się ubytkiem, którego największy poziom równy minus 14,1 zanotowano w 2003 roku. Jednocześnie rejestrowane od 1961 r. ujemne saldo migracji zagranicznych i jego wyjątkowo wysoki poziom w 2006 r., równy 36,1 tys., w latach 2007-2009 wyraźnie się zmniejszał: w 2009 r. nadwyżka osób wyjeżdżających za granicę przewyższyła o niewiele ponad 1 tys. liczbę imigrantów, w rok później zwiększyła się do 2 tysięcy.

 

Prognozy ludnościowego rozwoju kraju w kolejnych dwu dekadach nie są optymistyczne. Ostatnie prognozy GUS wskazują, że w 2030 r. liczba ludności Polski wyniesie niespełna 36,8 mln, w tej liczbie znajdzie się 6,2 mln dzieci w wieku poniżej 18 lat, 21,3 mln osób w wieku 18-59/64 lata, określanego mianem produkcyjnego, oraz 9,3 mln osób starszych. W wyrażeniu względnym oznacza to, że na 100 mieszkańców przypadnie średnio 17 dzieci, 58 osób w wieku zdolności do pracy oraz 25 osób starszych; inaczej mówiąc, na 100 osób pracujących przypadną przeciętnie 72 osoby utrzymywane. Przy takich proporcjach trudno będzie zrównoważyć finansowe potrzeby osób niepracujących wysokością funduszy przeznaczonych na ich pokrycie.

 


Brak zastępowalności pokoleń

 

Po okresie systematycznego obniżania liczby urodzeń w latach 1984-2003 z 723,6 tys. do 351,1 tys., od 2004 r. notowany jest postępujący wzrost liczby dzieci rodzonych przez Polki: w 2010 r. urodziły one 413 tys. dzieci, tj. o 21 proc. więcej niż w roku 2003.
Średnia liczba dzieci żywych, urodzonych przez matkę w wieku 15-49 lat, określana jest mianem współczynnika dzietności. Miara ta jest narzędziem oceny zastępowalności pokoleń. Z prostą zastępowalnością pokoleń mamy do czynienia wówczas, gdy jedna matka pozostawia po sobie jedną córkę, która - po osiągnięciu dorosłości - zastąpi ją w tworzeniu nowej generacji. Prosta zastępowalność wymaga od każdej matki urodzenia przynajmniej dwojga dzieci, a mając na uwadze fakt, że nie wszystkie kobiety rodzą dzieci, dopiero liczba 211 żywo urodzonych dzieci na 100 kobiet zapewnia prostą odtwarzalność generacji.

 

Tymczasem, od 1989 r., w którym na 100 kobiet przypadło 207 dzieci, nowa generacja Polaków jest mniej liczna od ustępującej. W 2010 r. na 100 kobiet przypadło średnio 145 dzieci, co oznacza zastępowalność ustępującej generacji jedynie w dwu trzecich. Niska dzietność wynika z ograniczania planów rodzicielskich do jednego dziecka lub co najwyżej dwojga. Bogatszym planom nie sprzyja sytuacja na rynku pracy, na którym popyt na pracę jest mniejszy od podaży. Ponadto matka mająca małe dziecko jest często niechętnie widziana w miejscu pracy z uwagi na większe prawdopodobieństwo korzystania przez nią ze zwolnień lekarskich na chore dziecko lub mniejsze zaangażowanie w pracy. Daleka od potrzeb liczba miejsc w przedszkolach - przy jednoczesnym braku funduszy na zatrudnienie opiekunki dla dziecka - zmusza kobietę do pozostania w domu, a niskie świadczenia rodzinne nie są w stanie zabezpieczyć rodziny pod względem finansowym.

 

W grupie pozamaterialnych uwarunkowań istotnym czynnikiem ograniczającym plany rodzicielskie młodych jest stawianie na edukację i nieustanne dokształcanie, osiąganie awansów w pracy oraz posiadanie czasu dla siebie.

 

Co zrobić, aby młode kobiety chętniej rodziły dzieci? Francja i Szwecja znalazły odpowiedź na to pytanie. Oba kraje przeżywają prawdziwy baby boom, który jest efektem przyjaznej polityki prorodzinnej. Z kolei Włochy, Hiszpania i Polska - kraje, w których istnieje mocne przywiązanie do tradycji rodzinnych, pozostają daleko w tyle.

 

Na przykładzie Francji oraz Szwecji można wnosić, że chęć do posiadania liczniejszego potomstwa można wzbudzić poprzez odpowiednie działania rządu. Z przykrością należy stwierdzić, że w naszym kraju - mimo przekonania o znaczącym postępie w działaniach na rzecz wyższej dzietności - podejmowane inicjatywy przynoszą mierne skutki. Świadczą o tym wspomniane wyżej wskaźniki demograficzne.

 

 

Sukces Francji

 

W 2008 r. na 100 mieszkanek Francji przypadało średnio 201 urodzeń, co stawiało ten kraj na drugiej pozycji po Irlandii. Od początku dekady poziom zastępowalności pokoleń znajdował się w czołówce krajów europejskich. Notowany wysoki poziom współczynnika dzietności wynikał jednoznacznie z prorodzinnych działań, wdrażanych od 1981 roku.

 

Pierwszą z podejmowanych prorodzinnych decyzji, zapisanych w programie działań na rzecz francuskiej rodziny, było zwiększenie i wprowadzenie nowych zasiłków, głównie z myślą o rodzinach najuboższych. Rodziny z dziećmi zostały uprzywilejowane przez system podatkowy: w systemie tym dochody rodziny są dzielone na wszystkich jej członków. Rodziny najuboższe są zwolnione z płacenia podatków.

 

Wysokość zasiłków wypłacanych rodzinom we Francji jest niewspółmiernie wyższa w zestawieniu ze świadczeniami w naszym kraju. Od 2004 r. rodziny o dochodzie poniżej 4120 euro miesięczne otrzymują jednorazowo 800 euro zapomogi na każde urodzone dziecko oraz dodatkowo, w zależności od dochodu rodziny, od 160 do 315 euro na każde dziecko do ukończenia przez nie trzeciego roku życia.

 

We Francji polityka prorodzinna wyraźnie preferuje troje dzieci; wyrazem tego jest wysokość zasiłku na trzecie dziecko równa 750 euro miesięcznie, tj. dwukrotnie wyższa niż przy drugim dziecku. Dodatkowo przyznawane są ulgi podatkowe i czterdziestoprocentowa ulga na bilety dla dzieci i rodziców aż do osiągnięcia przez dzieci pełnoletności. Elastyczne prawo pracy ułatwia młodym kobietom podejmowanie decyzji o urodzeniu dziecka. Mamy trzeciego dziecka mogą pracować w niepełnym wymiarze czasu pracy; ich wynagrodzenie jest wówczas dofinansowane przez rząd do momentu powrotu matki z urlopu macierzyńskiego. Państwo może również dofinansowywać opiekę nad dzieckiem. W naszym kraju podobne rozwiązania są przewidziane w zawężonym zakresie lub też w ogóle niedostępne.

 

Sukces wdrożonej polityki prorodzinnej we Francji zaskoczył jej projektodawców. Wysoki współczynnik dzietności powoduje, że dzisiaj na miejsce w żłobku trzeba czekać nawet trzy lata. Zdarza się, że na listę oczekujących zapisują się kobiety już w pierwszych miesiącach ciąży. Interesujący jest przy tym fakt, że najwięcej dzieci rodzi się w rodzinach najbogatszych i najbiedniejszych. Można wnosić, że w zachowaniach demograficznych pierwszej grupy pojawia się potrzeba powiększania kapitału finansowego kapitałem ludzkim, podczas gdy w drugiej grupie - zasiłki na dzieci mogą być dodatkowym lub jedynym źródłem dochodu rodziny. Trzeba przy tym podkreślić, że wbrew powszechnym opiniom o liczniejszych rodzinach imigrantów niż rodzimych szacuje się, że dzieci w tych rodzinach stanowią jedynie 20 procent ogółu. Nie przeczy to prawdzie, że nowi obywatele Francji decydują się z reguły na liczniejsze potomstwo, niemniej jednak jednocześnie wskazuje, że wzorzec dzietności imigrantów upodabnia się stopniowo do rodzimego, francuskiego modelu.

 

Wykształconą i dobrze sytuowaną Francuzkę stać na zatrudnienie opiekunki dla kolejnego dziecka, może sobie ona pozwolić na pracę w niepełnym wymiarze godzin. Dla kobiet o niskich kwalifikacjach opiekunka jest zbyt kosztowna. Toteż łatwiej jest im przerwać pracę i zostać matkami wielodzietnych rodzin.

 

Mimo nęcących rozwiązań w prorodzinnej polityce Francji dziecko nadal stanowi problem godzenia obowiązków rodzinnych z zawodowymi. Z badań sytuacji kobiet wynika, że po ich wejściu na rynek pracy średnio dla co trzeciej z nich urodzenie dziecka jest źródłem problemów zawodowych. Na pełnym etacie pozostaje 49 proc. kobiet z wykształceniem wyższym i tylko 18 proc. o niskich kwalifikacjach zawodowych.

 

 

Szwedzki baby boom

 

W 2008 r. w Szwecji na 100 kobiet w wieku 19 lat i więcej przypadało średnio 191 urodzeń, co - w odniesieniu do pozostałych krajów europejskich - stawiało ten kraj na czwartej pozycji po Irlandii, Francji i Norwegii. Od lat szwedzkie miasta przeżywają baby boom. Od początku minionej dekady współczynnik dzietności wzrastał z poziomu 1,54 dziecka na jedną kobietę w wieku 15-49 lat na początku dekady do wspomnianych 191 urodzeń na 100 matek u jej schyłku. Z wybranych propozycji szwedzkiej polityki prorodzinnej na uwagę zasługują zachęcające rozwiązania dotyczące urlopów macierzyńskich oraz możliwość formalnego udziału dziadków w opiece nad wnukami.

 

Zgodnie z przepisami, szwedzkiej matce, rodzącej lub adoptującej dziecko, przysługuje 18 miesięcy urlopu macierzyńskiego, który może być wydłużony o 7 tygodni poprzedzających poród. Bezpośrednio po narodzinach dziecka ojciec jest uprawniony do 2 tygodni urlopu, który powinien poświęcić opiece nad matką i dzieckiem, oraz do fakultatywnych, 2 miesięcy urlopu ojcowskiego.

 

Obojgu rodzicom przysługuje prawo do 60 dni pełnopłatnego urlopu; może on być poświęcony opiece nad chorym dzieckiem. Jeśli z jakichkolwiek powodów rodzice nie mogą opuścić pracy i zaopiekować się potomkiem, mają możliwość to uczynić pracujący dziadkowie, których omawiane prawo także dotyczy. Dodatkowo każdy aktywny zawodowo rodzic jest uprawniony do pięciu dni płatnego urlopu, które może poświęcić na wizytę dziecka u lekarza, szkolnego psychologa, lub też na wizytę w szkole.

 

 

Projekty na papierze

 

Optymistyczne rokowania związane z projektem polityki rodzinnej przygotowanej w 2007 r. tylko w nieznacznej części zaspokoiły zainteresowanych zapowiadanymi zmianami. Długotrwałe oczekiwanie na wydłużenie urlopu macierzyńskiego okazało się mało skuteczne w porównaniu z ułatwieniami proponowanymi przyszłym rodzicom w innych krajach. Dla przykładu, w Szwecji urlop macierzyński trwa 480 dni, a w Wielkiej Brytanii - 9 miesięcy, podczas gdy rodzice w Polsce mogą pozostać z niemowlęciem w domu tylko przez 4 miesiące od jego narodzin.

 

Nowe polskie prawo o macierzyństwie i ojcostwie przyjęte we wrześniu 2007 r. miało poprawić wszystko, co było związane z rodzicielstwem oraz wychowaniem małych dzieci. Część planowanych przedsięwzięć została zrealizowana, ale do zaspokojenia istniejących potrzeb i prorodzinnych obietnic droga jest ciągle bardzo daleka. Zgodnie z przyjętym przez rząd projektem ustawy urlop macierzyński został wydłużony w 2008 r. do 20 tygodni przy urodzeniu pierwszego dziecka oraz do 31 tygodni po urodzeniu więcej niż jednego dziecka. Okres ten ma być wydłużany co dwa lata, tak by w 2014 r. wyniósł odpowiednio 26 i 39 tygodni.

 

Dobrym przykładem wdrażanej polityki prorodzinnej było zwiększenie w 2007 r. kwoty ulgi podatkowej na każde wychowywane dziecko do poziomu 1145 zł, która przed zmianą wynosiła kolejno 120 i 572 złote. Dzięki tej zmianie rodzina ponosząca koszty wychowania dzieci może zapłacić znacząco mniejszy podatek niż osoby, które nie zdecydowały się na potomstwo przy takich samych zarobkach. Niestety znaczna część liczniejszych rodzin nie może z tej oferty skorzystać z uwagi na niskie dochody.

 

Wśród obiecanych przez rząd Donalda Tuska, ale niepodjętych działań prorodzinnych na uwagę zasługuje zapowiedź odprowadzania w ciągu trzech lat składek do Funduszu Pracy oraz Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych przez przedsiębiorstwa zatrudniające osoby powracające z urlopów wychowawczych i macierzyńskich.

 

Firmy obiecały korzystać ze środków zakładowego funduszu świadczeń socjalnych przy zakładaniu przyzakładowych żłobków i przedszkoli. Rodzicom dzieci, które miały uczęszczać do tych placówek, obiecano możliwość korzystania z prawa do refundacji kosztów. Realizacja polityki prorodzinnej w latach 2008--2014 miała kosztować blisko 28 tys. zł, z czego 18,5 mld zł stanowił planowany koszt wprowadzenia podatkowej ulgi rodzinnej.

 

W odróżnieniu od matek w krajach Europy Zachodniej i Północnej polskie matki w młodym wieku nierzadko rezygnują z decyzji o urodzeniu dziecka z obawy przed utratą pracy. Dzieje się tak dlatego, że mimo formalnej ochrony prawnej w rzeczywistości kobiety przegrywają z mężczyznami w rywalizacji o zatrudnienie. Nierzadko młoda matka po zakończeniu urlopu wychowawczego musi szukać nowej pracy i z trudem ją znajduje. Sytuacja taka jest spowodowana m.in. wysokim współczynnikiem kobiet bezrobotnych, nie tylko najmłodszych w wieku od 18 do 30 lat, ale także w wieku średnim.

 

Według danych zawartych w raporcie OBOP wiele pracujących matek nie stać na opłaty za pobyt dziecka w przedszkolu, toteż dziećmi zwykle zajmują się dziadkowie, a zdecydowanie rzadziej - przedszkole lub żłobek. Średnio co dziesiąta matka rezygnuje z pracy. Z przykrością należy stwierdzić, że polityka prorodzinna w Polsce jest daleka od spełnienia oczekiwań z nią związanych. Co pozostaje zawiedzionym rodzinom? Oczekiwanie na kolejne nierealizowane projekty zmian, na szacunek dla rodzin decydujących się na dzieci, które w przyszłości będą utrzymywały liczną generację osób starszych, na cofnięcie ostatnich projektów zapłaty za dodatkowe godziny pobytu dziecka w przedszkolu, na przyjazne traktowanie przez pracodawców kandydatek do pracy, na dłuższe urlopy macierzyńskie i wyższe zasiłki rodzinne? Oby kolejnym ekipom rządowym udało się realizować optymistyczne plany wspomagania rodzin, a nie poprzestawać na obietnicach.

 

JW/Nasz Dziennik