Polska nie przyjęła jeszcze ani jednego uchodźcy z puli siedmiu tysięcy wyznaczonych nam przez Brukselę. Do ich przyjęcia zobowiązała się premier Ewa Kopacz na ubiegłorocznym szczycie Unii Europejskiej. Różnej maści eurolewacy grozili później, że jeżeli nie wywiążemy się z tego zobowiązania, grożą nam kary. Teraz jednak Bruksela przyznaje wprost, że żadnych kar nie będzie i możemy spokojnie pozostać jednym z nielicznych krajów w UE niemal wolnych od islamu.
Radio RMF FM poinformowało, że Grupa Wyszehradzka, a zatem także Polska, nie zostanie pozwana przez Komisję Europejską do Trybunału Sprawiedliwości. Przyczyna jest prosta: dotychczas żaden kraj europejski nie wywiązał się ze swoich zobowiązań. Nawet Niemcy nie przyjęli tylu migrantów, ilu mieli przyjąć w ramach programu europejskiej puli uchodźców. Program ten jest po prostu martwy, o czym zresztą polscy politycy, choćby wiceszef PE Ryszard Czarnecki, mówili już kilka miesięcy temu.
Nie oznacza to jednak, że do Polski imigranci nie trafią jakimś innym kanałem. Ryzyko stwarzają działania takich polityków, jak peowski prezydent Gdańska Paweł Adamowicz.
Jak podaje "Radio Gdańsk", według Adamowicza Europejczycy "mieli obraz Polski radosnej, otwartej, solidarnej, która nie wyklucza, nie odpycha i nie stygmatyzuje. To, że w Gdańsku powstał pierwszy w Polsce lokalny program integracji imigrantów i powstaje pierwsza Rada Imigrantów, jest jakimś ratowaniem honoru Polski. Pokazaniem, że Polska nie jest taka do końca zamknięta".
Następnie stwierdził, że "nie ma prawdziwych Polaków", i imigracja "nas wzbogaca". "Nigdy nie wiadomo, czy w takim dziecku imigrantów jest może przyszły noblista, wybitny pisarz, informatyk, naukowiec, rzemieślnik, mechanik. Każdy człowiek wzbogaca miasto!" - mówił Adamowicz.
