Jeśli "proroctwo" przedstawione w książce "Następne 100 lat. Prognoza na XXI wiek" się spełni, nasze dzieci i wnuki zetrą się w wojnie światowej z wojskami tureckimi i niemieckimi. Pierwsze walki odbędą się na terytorium byłej Jugosławii. Na siłę naszych wojsk liczyć będą nie tylko Węgrzy, Czesi i Słowacy, ale także np. Chorwaci. Będziemy bowiem mocarstwem, którego wpływy będą sięgać od państw bałtyckich na północy, przez Białoruś i Ukrainę, a być może także w głąb Rosji, po Bałkany na południu. Spełni się wizja Międzymorza, którą proponował Józef Piłsudski. A wnuki Radka Sikorskiego i Lecha Kaczyńskiego będą się kłócić o to, czyj dziadek pierwszy w XXI wieku prorokował nową "Polskę Jagiellońską".
Ten projekt nie wyszedł spod pióra fantasty. - George Friedman to szef Stratfor, prywatnej agencji wywiadowczej piszącej raporty i analizy. Współpracuje z CIA – mówi portalowi Fronda.pl Jan Filip Staniłko z Instytutu Sobieskiego. - Jego analiza to nie zgadywanie, lecz przewidywanie. Bierze pod uwagę bardzo wiele istotnych, gospodarczych, militarnych i demograficznych czynników. Z konkretnymi wnioskami można się nie zgadzać, ale należy je brać pod uwagę – dodaje politolog.
Stary niedźwiedź pójdzie spać
Friedman, którego najnowsza książka trafiła w USA na listę bestsellerów "New York Times'a", przewiduje, że niedługo zajdzie wiele zmian w układzie sił na świecie. Prognozuje też nowe "linie uskokowe" w relacjach międzynarodowych. I tak, w przeciągu kilkunastu lat Rosja ma osłabnąć i rozpaść się, podobnie zresztą jak chwalone przez wielu i budzące respekt Chiny. USA będą jeszcze potężniejsze. USA z powodów strategicznych będzie zależeć na potężnej Polsce i, do czasu, Turcji. Oprócz Polski i Turcji potęgą XXI wieku stanie się także Japonia.
Czy rzeczywiście rozpad Rosji jest bliski? - Dzisiejsza Rosja jest zredukowanym cieniem ZSRS – twierdzi honorowy prezes Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, Leszek Moczulski w rozmowie z portalem Fronda.pl. - Gospodarczo spadła do poziomu republiki bananowej, to znaczy kraju, który żyje dzięki monokulturze, dostarczaniu jakiegoś poszukiwanego surowca czy produktu, w tym przypadku gazu i ropy naftowej. Obecna Rosja pod wieloma względami cofnęła się do epoki przedindustrialnej – ocenia założyciel Konfederacji Polski Niepodległej. Także dla europosła Platformy Obywatelskiej Pawła Zalewskiego rozpad Rosji nie jest żadnym political fiction. - Wiele osób już od dawna prorokuje rozpad Rosji. Niemniej nikt nie mówi, że nastąpi to za rok. Friedman też podaje perspektywę dwudziestu paru lat.
Z orbity upadającej Rosji prędzej czy później ostatecznie wypadnie Ukraina, Białoruś, a także inne państwa b. ZSRS. - W historycznie krótkim czasie, jakichś dwudziestu lat, Unia Europejska rozrośnie się do ok. 35 podmiotów. Obejmie nie tylko Ukrainę, również Białoruś czy Mołdawię – twierdzi Moczulski. - Integracją tak licznych podmiotów nie można sterować jedynie na dwóch poziomach: wspólnym i suwerennych państw. Konieczny jest trzeci – pośredni. On już powstaje, w postaci integracji nordyckiej, czy przygotowywanej unii (zachodnio)śródziemnomorskiej. Czy tego chcemy i przygotowujemy się do tego, czy też nie, siłą rzeczy będziemy przejmowali rolę przewodnika w naszej części Europy – dodaje polityk.
Staniłko nie jest takim optymistą. - Jak możemy przewodzić państwom Europy Środkowo-Wschodniej, skoro co chwilę zawodzimy któregoś z naszych partnerów? - pyta. - W ostatnim czasie wystawiliśmy Litwę, w czasie prezydencji Czechów wystawiliśmy naszych południowych sąsiadów. A jak mamy współpracować z Ukrainą, skoro tam nikt nie chce spotkać się z Radosławem Sikorskim? - dodaje ekspert Instytutu Sobieskiego. - Niestety, Amerykanie nie rozumieją, na czym polega słabość naszego państwa. Nie jest to twór zdolny do samodzielnego bytu, nie jesteśmy też wiarygodni – zauważa politolog.
Dlaczego Polska jeszcze nie jest mocarstwem?
Nasi rozmówcy są jednak zgodni co do jednego: problemem Polski nie jest brak potencjału, czy złe położenie geopolityczne, bo te czynniki wbrew pozorom przemawiają dziś na naszą korzyść. Problem leży gdzie indziej - Na pewno Polacy potrzebują większej jedności – mówi europoseł Prawa i Sprawiedliwości, Paweł Kowal. Zgadza się z nim także eurodeputowany konkurencyjnej partii, Paweł Zalewski. - Mechanizmem pozwalającym przekuć potencjał na sukces powinna być współpraca największych ugrupowań, ukierunkowana na realizację poszczególnych potrzeb – stwierdza. - Niestety, nie ma u nas kultury politycznej, która pozwalałaby na taką współpracę – dodaje.
Na to nakłada się krótkowzroczność polskich polityków. - Niestety, tak jak w przypadku innych ugrupowań, także PO ma koncepcję polityki zagranicznej jedynie na okres najbliższych kilku lat – właściwie jedynie do okresu naszej prezydencji w UE. Co prawda przygotowuje się analizy i prognozy na dłuższy okres, ale niestety horyzont wszystkich partii sięga tylko kilku lat wprzód. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja na przykład w Niemczech – mówi Zalewski. Wtóruje mu Paweł Kowal. - Politycy w krajach demokratycznych rzadko pozwalają sobie na myślenie w dłuższej perspektywie, niż do najbliższych wyborów.
Dlaczego, mimo iż problemy zauważają przedstawiciele największych polskich partii, nie da się ich pokonać? - W Polsce, podobnie jak w innych krajach postkomunistycznych, występują różne elity – finansowa, intelektualna, artystyczna - ale politycznej brak. Została wymordowana, wycięta, zdołowana – tłumaczy Leszek Moczulski. - Mamy klasę polityczną, obejmująca w większości ludzi, którzy żyją z polityki, traktując to tak samo, jak pracę w biurze czy fabryce. Tymczasem prawdziwa elita polityczna grupuje ludzi uczciwych, inteligentnych, potrafiących patrzeć perspektywicznie, kompetentnych i wykwalifikowanych. U których nad wszystkim góruje poczucie odpowiedzialności za los kraju: ziemi i ludzi. Jeśli nie zaczniemy świadomie budować elity politycznej, pojawiającą się szansę trudno będzie w pełni wykorzystać – dodaje autor "Wojny Polskiej 1939".
Polacy - odwagi!
Czy więc wizja zarysowana przez George'a Friedmana jest rzeczywiście możliwa do zrealizowania? Okazuje się, że czasem wystarczy odwaga, by dokonać czegoś wielkiego. - Jeszcze w 1991 roku, gdy prezydent George Bush senior przemawiał w Radzie Najwyższej USRS w Kijowie, zapewniał Ukraińców, że ich przyszłość jest nierozerwalnie związana z ZSRS – wspomina Leszek Moczulski. - Zapewne by tak było jeszcze przez jakiś czas, gdybyśmy - Polacy, Ukraińcy, Litwini - nie zrozumieli, że kajdany sowieckie można rozerwać i nie stworzyli woli wybicia się na niepodległość. Trzy tygodnie po tym wystąpieniu Busha, ta sama Rada ogłosiła niepodległość Ukrainy. Trudno o większą kompromitację męża stanu – dodaje. Wtóruje mu Paweł Zalewski: - My Polacy, mamy zaniżoną samoocenę. A przecież Polska osiąga sukces, powodzi nam się całkiem dobrze, a Polacy są postrzegani jako ludzie interesujący – uważa polityk.
Gdy coś wydaje się niemożliwe do zrealizowania czasem zdarza się, że przychodzi "głupek", który o tym nie wie i to robi, albo inspiruje polityków do działania. Być może George Friedman jest właśnie takim "głupkiem" z Teksasu, który niewiele słyszał o naszych kompleksach, czy słabych i krótkowzrocznych elitach politycznych. Czy zachęceni jego rozważaniami Polacy odważą się wreszcie mieć i realizować wielkie wizje?
Stefan Sękowski
Ważne lektury:
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »


