Bez tarczy? Na tarczy? Kto się boi tarczy? Niedawna decyzja prezydenta USA Baracka Obamy, że na terytorium Polski i Czech nie powstanie tzw. tarcza antyrakietowa wywołała euforię w Moskwie i zadowolenie w stolicach Europy Zachodniej. Premier Donald Tusk jak i minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski z optymizmem patrzą jednak w przyszłość i są przekonani, że nasz kraj będzie mocnym ogniwem nowego amerykańskiego systemu antyrakietowego.

Czy mają rację? Czy Polska może czuć się bezpieczna? Jak rzeczywiście wyglądają nasze relacje ze Stanami Zjednoczonymi? Na te pytania w ankiecie dla portalu Fronda.pl odpowiadają: amerykanista prof. Zbigniew Lewicki, szef działu zagranicznego „Dziennika Gazety Prawnej” Andrzej Talaga, zastępca red. naczelnego „Rzeczpospolitej” Marek Magierowski, publicysta „Gazety Polskiej” Jacek Kwieciński i ekspert Instytutu Studiów Międzynarodowych dr Łukasz Kulesa.

 

Andrzej Talaga: Przeszacowaliśmy naszą wartość dla Amerykanów

Mieliśmy zbyt wielkie oczekiwania w stosunku do naszych możliwości i realnej pozycji. Amerykanom na Polsce niespecjalnie zależy, gdyż oni o wiele wyżej cenią sobie dobre relacje z Turcją, Pakistanem i Indiami. To nie jest tak, że doszło ostatnio do jakiejś znaczącej zmiany, bądź że się na nas Amerykanie obrazili. Nie możemy nic zrobić, żeby zmienić tę sytuację, bez względu na to, czy będziemy prowadzić politykę bardziej spolegliwą, jak rząd Jarosława Kaczyńskiego, czy mniej, jak obecny. Amerykanie w polityce zagranicznej nie kierują się sentymentem, kierują się interesem, którego w naszym kraju po prostu nie widzą. Nie znajdują go nawet w budowie tarczy antyrakietowej. Nie postawili by jej u nas zapewne nawet wtedy, gdyby rządziła obecnie administracja Busha, choćby dlatego, że potrzebują Rosji do rozwiązania problemów w Afganistanie (do transportu zaopatrzenia, a może nawet i wojsk). Nie mamy nic co by mogło to przebić. Nie mieścimy się na ich mapie interesów, widać to po wszystkim, od rozmieszczenia wojsk, po obroty handlowe. Czemu więc Amerykanie mieliby pokazywać całemu światu, że im na nas szczególnie zależy?

Powodem opóźnień w powstaniu tarczy był brak zgody Amerykanów na to, by ich żołnierze, którzy mieliby stacjonować w Polsce, podlegali naszemu prawu. Amerykanie wykorzystali polską wstrzemięźliwość w ratyfikowaniu umowy o stacjonowaniu wojsk po to, żeby tej tarczy nie zbudować. Nie ma ku temu ani woli politycznej, ani pieniędzy. Nie uważają by była ona niezbędnym środkiem do obrony swojego kraju, a obawiają się, że jej budowa źle wpłynie na ich obecną politykę zagraniczną. Czy możemy więc czuć się bezpieczni? Myślę, że tak, choć nie jest to zasługa ani nasza, ani naszych sojuszników, tylko sytuacji geopolitycznej. Po raz pierwszy jesteśmy w dwóch dużych organizacjach międzynarodowych, w UE i NATO i nie widać agresora u naszych granic. Nie jest nim ani Rosja ani Niemcy, czyli nasi dwaj tradycyjni wrogowie, gdyż nie mają w podbijaniu Polski żadnego interesu.

Nie zgadzam się z głosami mówiącymi o słabości polskiej armii, gdyż to co się w niej dzieje bardziej napawa optymizmem niż pesymizmem. Czytałem amerykańskie analizy, które wykazywały, że w ciągu 10 lat polska armia jest w stanie sama zatrzymać armię rosyjską. Jeśli to prawda, to oznaczyłoby to, że możemy się zabezpieczyć naszym własnym wysiłkiem. Dlatego też nie powinniśmy oszczędzać na obronności. Mamy wprawdzie gwarancje międzynarodowe, ale problemem jest to, że nie wypracowano do tej pory tzw. planów operacyjnych obrony członków Sojuszu. Nie uważam, żeby Rosja stanowiła dziś dla Polski zagrożenie, dlatego, że gromkie słowa Putina czy Miedwiediewa skierowane są na rynek wewnętrzny. Rosja jest dziś za słaba na wywołanie konfliktu ze średniej wielkości krajami. Jest poza tym przeszacowana zarówno pod względem militarnym jak i gospodarczym, pozostaje cały czas państwem surowcowym, które nie ma ani zdrowej gospodarki ani zdrowego finansowania sił zbrojnych. Kreml co prawda się zbroi, ale nie inwestuje w nowoczesny sprzęt wojskowy, gdyż nie ma na to pieniędzy.

 

Marek Magierowski: Niestety, jesteśmy zdani wyłącznie na siebie

Barack Obama ma wizję polityki międzynarodowej, która wyraźnie różni się od tego do czego przyzwyczaili nas amerykańscy konserwatyści. To jest wizja bardziej koncyliacyjna, na którą składają się układy pokojowe, światowe rozbrojenie i porozumienia z największymi siłami politycznymi. Obama wierzy, że tylko taka polityka pozwoli zachować pokój na świecie, powstrzymać Iran przed zdobyciem broni atomowej, powstrzyma szaleństwa Kim Dzong Ila i wygrać wojnę w Afganistanie. Prezydent USA stara się wyciągać rękę do Rosji i do Europy Zachodniej. Gdy prowadzi się jednak łagodną politykę w stosunku do Kremla, to nie ma się co dziwić, że automatycznie budzi ona w krajach Europy Wschodniej i Środkowej wątpliwości i lęk przed tym, że zostaniemy po raz kolejny osamotnieni w tej skomplikowanej dla Polski sytuacji geopolitycznej.

Dla Ameryki Polska jest mało znaczącym krajem. Gdy jest przydatna to jest ważna, w przeciwnym wypadku jest całkowicie odsuwana na boczny tor. To właśnie nam się przydarzyło. Mało tego, obecnie, w kontekście prób poprawy stosunków amerykańsko – rosyjskich, jesteśmy przeszkodą. Poza tym Amerykanie postrzegają Europę jako krainę spokoju. To się trochę zmieniło gdy w zeszłym roku doszło do wojny w Gruzji, wtedy też byliśmy świadkami poważnego pęknięcia w łonie NATO. W oczach Waszyngtonu obecną sytuację Europy może zmienić chyba tylko niebezpieczne zachowanie Rosjan. Ameryka coraz wyraźniej patrzy w stronę Pacyfiku, gdyż tam rośnie jej poważny konkurent do tytułu światowego hegemona, czyli Chiny.

Polsce coraz trudniej liczyć na to, że w razie zagrożenia Niemcy przyjdą nam z pomocą, czy to pod względem militarnym czy dyplomatycznym. Problem tkwi w apatii, opanowującej NATO, bo Sojusz doznaje porażki w Afganistanie. Więzy militarne i polityczne łączące do tej pory sojuszników będą stopniowo słabnąć, co stanowi dla nas coraz większe zagrożenie. W szczególności gdy weźmiemy pod uwagę „dziwną” przyjaźń rosyjsko - niemiecką, będącą de facto nieformalnym sojuszem. Wynika z tego, że, niestety, jesteśmy zdani wyłącznie na siebie. Dlatego też z przerażeniem patrzę na to, co się dzieje z polską armią, na powolność procesu jej profesjonalizacji, na to jakie kłopoty mamy z uzbrojeniem, jak nie potrafimy przedstawić wspólnej wizji tego, jak ona powinna wyglądać. W planach ministra Klicha liczba zawodowych żołnierzy zmieniała się już kilkakrotnie. Wydaje mi się, że zostaliśmy trochę uśpieni wejściem do NATO i UE i tym długim okresem pokoju w Europie. Obecna sytuacja powoduje, że nasz kraj musi mieć siły zbrojne, które będą w stanie odstraszyć przeciwnika. Należy też przeformułować potrzeby polskiej armii, do tej pory wydawało nam się, że będzie wyłącznie uczestniczyć w misjach pokojowych, teraz priorytet uległ zmianie. Trzeba, byśmy pomyśleli o rozwijaniu defensywnego aspektu naszych sił zbrojnych. Wracając do tematu tarczy, właśnie z tego powodu najbardziej żałuję, że ten projekt upadł, gdyż sama obecność nawet małej ilości wojsk amerykańskich byłaby wzmocnieniem naszej obronności. A o to przede wszystkim powinniśmy się martwić.

 

Prof. Zbigniew Lewicki: Nikt nie może nam zagwarantować, że plany rosyjskiej ekspansji na Zachód całkowicie się zakończyły

Pamiętacie państwo niedawne zamieszanie wokół amerykańskiej delegacji na obchody rozpoczęcia II wojny światowej? To wyraz zniecierpliwienia USA naszym postępowaniem wobec wielkiego mocarstwa. Jeżeli uważamy za stosowne pokazywać Stanom Zjednoczonym, że nie traktujemy ich w sposób przyjacielsko – sojuszniczy, to nie powinniśmy się dziwić ich reakcji. W Polsce istnieje silna grupa ludzi, którzy uważają, że dla dobrych stosunków z Rosją można poświęcić dobre stosunki ze Stanami Zjednoczonymi. Być może czynią to z dobrej woli uważając, że ze strony USA nic nam złego nie grozi, a ze strony Rosji może, dlatego lepiej ją obłaskawiać. Może być też tak, że niektóre polskie instytucje i politycy wspólnie z pewnymi kręgami rosyjskimi świadomie działają na rzecz pogorszenia relacji z USA. Rusofili u nas nie brakuje.

W tej chwili jesteśmy jednym z dwustu państw ubiegających się o dobre relacje w Waszyngtonie i nie jesteśmy tam w żaden sposób faworyzowani. Dlatego naszym zadaniem jest to, by były one jak najlepsze. Jeżeli nie potrafimy pokazać Amerykanom, że jesteśmy dobrym sojusznikiem, to nie mamy co liczyć na jakieś specjalne względy. Był taki czas po 1989 roku kiedy nasza współpraca z Amerykanami układała się bardzo dobrze, jednak od tamtej pory nasze relacje uległy pogorszeniu. Jeżeli dajemy USA pretekst do tego żeby uznali nas za sojusznika mniej interesującego od Rosji, to się tego w końcu doczekaliśmy. Naszym zadaniem powinno być przekonywanie USA, że to my jesteśmy spolegliwi, godni ich uwagi, że to my jesteśmy właściwym sojusznikiem. Pamiętam jak podczas obchodów 50. lecia postania w Getcie, a rok później Powstania Warszawskiego, na obydwie te uroczystości przyjechał wiceprezydent Stanów Zjednoczonych. Na tym przykładzie widać jak obsunęliśmy się w amerykańskiej hierarchii ważności. Dla nas taka sytuacja to polityczne samobójstwo.

W Polsce nikt się nie zastanawia nad tym co możemy Amerykanom zaoferować, nie ma ani jednej instytucji, która tworzy alternatywne propozycje dla naszej polityki wobec tego kraju. To, że USA nie widzi w nas ciekawego partnera jest wyłącznie naszą winą. Naszą winą jest też to, że nie stanie u nas amerykańska tarczy antyrakietowa i co ważniejsze, że tym samym nie będzie u nas stałej obecności ich wojsk, co ewidentnie zwiększyłoby nasze bezpieczeństwo. Przy dobrej polityce można było „przehandlować” tarczę za jakąś formę bazy wojskowej, a myśmy w najlepszym bądź razie otrzymali przejściową obecność patriotów... Istotna była amerykańska obecność i tego nie potrafiliśmy załatwić.

Polska nie powinna czuć się bezpieczna mając za sąsiada Rosję, gdyż ona wciąż nie należy do cywilizowanej Europy. Oczywiście istnieje NATO, w ramach którego mamy możliwość „skorzystania z pomocy sojuszniczej”, ale żeby tę możliwość w razie niebezpieczeństwa przekuć w pewność, potrzebne są silne relacje sojusznicze, a te wyrabia się latami, a psuje się niestety szybko. Nikt nie może nam zagwarantować, że plany rosyjskiej ekspansji na Zachód całkowicie się zakończyły.

 

[video:http://www.youtube.com/watch?v=OPh9V65iHEQ]

[video:http://www.youtube.com/watch?v=IfdKj9_F7aA]

[video:http://www.youtube.com/watch?v=h-5zqQWQ6cY]

 

Redakcja Fronda.pl

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »