Zaskoczyła pana ta informacja, że polski Kontyngent znalazł w Afganistanie przy drodze podrzuconego noworodka?
- Nie, niestety takie sytuacje się zdarzają w krajach arabskich. Gdy rodzi się tam dziewczynka to jest czasem porzucana. One są traktowane gorzej, niż chłopcy. Doświadczyłem tego w Afganistanie gdy pomoc humanitarna była rozdawana i z dzieci dostawali ją tylko chłopcy. Wyrywali dziewczynkom co dostały, czasem je bili. To jest absurdalne. Mam nadzieję, że porzucona dziewczynka gdy będzie dorastać, znaleziona przez naszych chłopaków nie zostanie przez lokalne środowisko odrzucona i wygnana. Jako kontyngent będziemy nadzorować aby nie stała się jej krzywda. To pokazuje problem społeczny dzieci a w szczególności dziewczynek w Afganistanie. Ten problem powinny rozwiązywać władze prowincji.
Dziewczynce dano na imię Pola. Na cześć generała Polko?
- (Śmiech) Czasem moje nazwisko za granicą jest tłumaczone jako Polish Company. Imię dziewczynki ma jednak znamię polskości i polskiego wojska, a my jesteśmy tam traktowani jednak jak wojska okupacyjne. To polskie imię może więc być dla niej tymczasowe, bo powinna jak najmniej się odróżniać od innych dzieci w Afganistanie, funkcjonować z nimi. Tak będzie dla niej najlepiej. Chyba, że imię Poli zaakceptuje lokalne środowisko.
Rozmawiał Jarosław Wróblewski

