Wczoraj podczas obrad jesiennej sesji episkopatu, nasi biskupi dokonali druzgocącej krytyki "Naszego Elementarza" rządowego dla pierwszoklasistów. Szczegółowo omawiał go bp Marek Mendyk, przewodniczący Komisji Wychowania.

Bp Mendyk skupił się na krytyce pedagogicznej i wychowawczej. Powołując się na stanowisko grupy ekspertów z Poznania, którzy stwierdzili, że główną słabością „Naszego Elementarza" jest infantylizm tekstów, które cofają dzieci do 4 czy 5 roku życia, powiedział: "Przeciętnemu sześcio- i siedmiolatkowi bardzo szybko mogą się znudzić, podobnie sprawa ma się z ilustracjami, które nie współgrają z zawartymi w podręczniku poleceniami" – stwierdził w rozmowie z KAI biskup.

Biskup - jak pisze "Rzeczpospolita" - "zwraca też uwagę, że podręcznik nie ma jakiejkolwiek strategii uczenia. Poszczególne zagadnienia nie łączą się ze sobą i nie przydają się w dalszej nauce. - Kiedy przeglądamy ten podręcznik odnosimy wrażenie, że zapomniano o tym, że dziecko nie uczy się w oderwaniu od doświadczeń praktycznych, ale przy ich użyciu. Dziecko poznaje najwięcej w zabawie, w działaniu. Pomijam już to, że nawet sam tytuł zawiera braki, mianowicie duże litery, które są w nazwie "Nasz Elementarz" - takiej pisowni w języku polskim nie ma. Jeśli dzieci mają znać zasady pisowni i ortografii, muszą się tego uczyć od samego początku - zauważa bp Mendyk.

Kolejnym skandalicznym zaniechaniem autorów nowego elementarza jest sprawa przedstawienia rodziny. W elementarzu nie ma ani jednego obrazka "rodziny, która siedziałaby razem przy stole". - Jest oczywiście ślimak, rak, są smoki, które zasiadają do stołu, ale nie ma ludzi, czyli te relacje pomiędzy zasiadającymi przy stole postaciami nie są czytelne. Pewnie bierze się to z tego, że Elementarz nie ma jasno określonych bohaterów. Pamiętamy ze starych elementarzy, że były w nich Ala i Ola, był As, natomiast tutaj nie ma jasno określonych bohaterów - wyjaśnia przewodniczący Komisji Wychowania.

Również rola ojca przedstawiona jest w sposób karykaturalny: "Ojciec w pracach domowych pokazany jest jako ten, który pomaga dzieciom w lekcjach, czytaniu, w rysunkach, ogląda z dziećmi fotografie. To oczywiście ważne zajęcia, ale ojciec ma też inne, ogromnie ważne funkcje do spełnienia, które zostały tu pominięte".

Od strony katechetycznej "Nasz Elementarz" przedstawia się bardzo ubogo, a nawet można powiedzieć promuje świecki, antyreligijny obraz mający na celu wyeliminowanie wartości chrześcijańskich. W rozmowie z KAI, którą przytacza "Rzeczpospolita" bp Mendyk zauważył, że " wprawdzie po pierwszych konsultacjach w miejsce dni świątecznych wprowadzono święta Bożego Narodzenia, ale najczęściej wiąże się to z przygotowaniem ozdób na choinkę, prezentów, wypiekaniu cynamonowych pierników, lepieniu pierogów z kapustą. A zupełnie pominięty jest fakt dzielenia się opłatkiem, co w polskiej kulturze jest czymś ogromnie ważnym".

Kolejna niepokojąca sprawa to wszechobecna w elementarzu magia. - Dziecko może mieć przekonanie o wszechmocy magicznych treści - dzieci są oswajane z postaciami, które mają magiczną moc, spełniają życzenia w każdej chwili, pomagają w byciu dobrym, życzliwym, rozwiązują problem zła w świecie. To rodzi przekonanie, że można być dobrym i życzliwym właśnie dzięki magii a poprzez zabawę też można zostać czarodziejem. Jest to bardzo niebezpieczne, bo dziecko poznaje pewne rytuały, myśli, że bawi się, a nieświadomie, małymi krokami zostaje wprowadzane w bardzo niebezpieczną przestrzeń magii i okultyzmu - wyjaśnia biskup.

Co bardzo ważne, biskup Mendyk przyznał na koniec, że Komisja ds. Wychowania przygotuje katechizm dla pierwszoklasistów, który będzie stanowił uzupełnienie dla „Naszego Elementarza". Poajwi się on najprawdopodobnie w następnym roku szkolnym.

mod/Rzeczpospolita