– Można powiedzieć z dużą dozą prawdopodobieństwa, że w tej ziemi zalegają jeszcze ludzkie szczątki. Jeśli byśmy chcieli przekopać ziemię i je odnaleźć, mogłoby to potrwać kilka lat – mówi na antenie TVN24 archeolog. – Wiemy, jak to miejsce teraz traktować. To jest miejsce pamięci i zbiorowa mogiła – mówi Frąckowiak.
Tam wciąż są ludzkie szczątki
Ekipa archeologów pojechała do Smoleńska dopiero pół roku po katastrofie – tyle trwało uzyskanie pozwoleń ze strony Rosji na dostęp do miejsca, w którym rozbił się tupolew. Ich misja była niezbędna, bo mimo zapewnień ówczesnej minister zdrowia Ewy Kopacz (56 l.), że ziemia w miejscu, gdzie rozbił się tupolew, została przekopana i sprawdzona na metr w dół, ludzie wciąż odnajdywali tam fragmenty samolotu czy nawet osobiste rzeczy pasażerów.
Zespół archeologów pracował tam przez dwa tygodnie. Z terenu wielkości około pół hektara wydobyli z ziemi pięć tysięcy znalezisk. Podzielono je wtedy na pięć kategorii: części samolotu , jego wyposażenie , osobiste przedmioty ofiar, ale też ludzie szczątki.
Ziemia będzie wyrzucać to, co zabrała
Beata Gosiewska, której mąż – poseł PiS – zginął w katastrofie smoleńskiej, nie ma jednak nadziei, że uda się te wszystkie szczątki wydobyć. – Nasi archeolodzy tam byli, ale z nieoficjalnych informacji wiem, że Rosjanie nie pozwolili im kopać głęboko. Mogli tylko przesiać ziemię z wierzchu. To jeden wielki skandal, że ziemia jest nieprzebadana i że nasz rząd na to pozwolił – mówi Faktowi senator PiS.
– Ta ziemia będzie wyrzucać jeszcze długo to, co zabrała – potwierdza profesor Bronisław Młodziejowski, światowej sławy kryminolog, człowiek, który ekshumował zwłoki w Miednoje i badał ciała po katastrofie w Lesie Kabackim.
JW/Fakt.pl

