Fronda.pl: Były prezydent Litwy Valdas Adamkus powiedział w wywiadzie dla litewskiej gazety, że przyjaźń polsko-litewska się kruszy. Podziela Pan tę opinię?
Marek Cichocki: Ja nie powiedziałbym, że mieliśmy do czynienia z przyjaźnią Polski i Litwy. Nie używam takich pojęć w odniesieniu do stosunków między państwami, czy relacji międzynarodowych. Między Polską i Litwą istniała rzeczywiście współpraca. Na tę współpracę próbowano nałożyć retorykę przyjaźni, czy historyczno-tradycyjnych związków między naszymi krajami. Wiadomo jednak, że jest to sprawa o wiele bardziej skomplikowana. Dlatego wolę mówić o współpracy, a nie o przyjaźni.
Na czym ta współpraca się opierała?
W ostatnich latach – szczególnie za sprawą współpracy z prezydentem Adamkusem i śp. Lechem Kaczyńskim – nasze kraje realizowały wiele wspólnych projektów w Unii Europejskiej, w kwestii polityki energetycznej, czy wschodniej. W różnych kwestiach Wilno i Warszawa prezentowały wspólne stanowiska. Potrafiły definiować wspólne interesy.
Ale ta współpraca nie zawsze była satysfakcjonująca dla obu stron.
Oczywiście nie należy jej idealizować. Należy mieć świadomość, że cały czas istniały nierozwiązane problemy między naszymi krajami. Kwestia mniejszości polskiej na Litwie kładła się cieniem na naszych relacjach aż do ostatnich dni życia Lecha Kaczyńskiego. Współpraca była trudna, miała ewidentnie swoje cienie i sprawy nie załatwione. Jednak w polityce między naszymi krajami można było dopracować się wspólnych obszarów.
A jak te stosunki wyglądają obecnie?
Współpraca między krajami sąsiednimi, które mają bardzo różny potencjał, ma swoją specyfikę. Ona wymaga cierpliwości i delikatności. Mam wrażenie, że w ostatnim czasie tej delikatności i cierpliwości po polskiej stronie zabrakło. Doprowadzono do wywołania niedobrych emocji między Wilnem i Warszawą.
Co rząd chciał zyskać doprowadzając do tego zaostrzenia?
Chodziło przede wszystkim o to, żeby problem mniejszości polskiej na Litwie rozwiązać. Niewykluczone, że rząd miał w tej mierze dobre intencje. Natomiast wydaje mi się, że skutki takiego stanowczego działania w stosunku do słabszego partnera przynoszą odwrotne skutki. My powinniśmy rozwiązywać problemy z Litwinami w konstruktywnym duchu.
Dlaczego?
W innym razie tracimy regionalnego partnera. A to prowadzi do sytuacji, w której nasz potencjalny partner np. miota się bez sensu w niezbyt owocne zbliżenie z Białorusią. Doprowadza to do destabilizacji całego regionu. Polska ma natomiast potencjał, żeby odgrywać rolę regionalnego lidera. A pełnienie takiej roli wymaga cierpliwości i wyrozumiałości w podejściu do partnerów z regionu oraz budowania zaufania między poszczególnymi krajami. Oczywiście w ramach tych kontaktów należy rozwiązywać trudne kwestie istniejące między państwami. Ale należy to robić w ramach poszukiwania konstruktywnych rozwiązań.
Kto zyskuje na ochłodzeniu relacji Polski z Litwą?
Na tym korzystają ci, którzy chcą korzystać. To może wykorzystać Rosja, ale również Skandynawowie, którzy próbują przejąć inicjatywę w związku z polityczną i gospodarczą przyszłością państw nadbałtyckich. Sytuację tę próbują również wykorzystać Niemcy, czy Białoruś. Natomiast efekt tych zmian jest taki, że Polski w tym obszarze nie ma. Nie to powinno być natomiast naszym celem.
Pan wie, co jest celem rządu w kontaktach z Litwą?
Polskie podejście do relacji z Litwą nie jest jednolite. Już samo stanowisko wobec polityki energetycznej – czy popierać projekty Rosji w Obwodzie Kaliningradzkim, czy raczej wspierać projekty krajów nadbałtyckich – nie jest jednorodne. Z powodzeniem można wyróżnić zwolenników jednej i drugiej opcji. W tej sprawie istnieje przekonanie, iż jest realny wybór, że wspieranie czy nie wspieranie krajów bałtyckich zmienia znaczenie naszego regionu, że ma wpływ na nasze bezpieczeństwo. W związku z tym nie jest dobrze, jeśli kontakty z Wilnem składamy w ofierze naszego prestiżu, czy emocji związanych z problemami mniejszości polskiej na Litwie.
Rozmawiał Stanisław Żaryn
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

