Fronda.pl: Proszę księdza, jak się przygotować do Świąt Bożego Narodzenia?
Ks. Michał Muszyński: Cóż... Aby się przygotować na nadejście Naszego Pana Jezusa Chrystusa należy zacząć od przygotowania bigosu. Najpierw należy zaopatrzyć się w dwa gatunki mięs... (śmiech) Żartuję oczywiście!
Tak poważnie, jestem fanem Kościoła katolickiego. Nie chodzi tylko o to, że jestem księdzem, jestem naprawdę fanem Kościoła i myślę, że to, co On nam proponuje w liturgii – a do tego dawka zdrowej pobożności - przygotowuje nas świetnie do przeżycia Bożego Narodzenia. I to jest to, o co chodzi. Roraty, brewiarz, różaniec, udział w liturgii... Liturgia człowieka przemienia. Jeśli ktoś prawdziwie w nią wejdzie, to adwent może w człowieku zdziałać cuda.
Liturgia adwentowa kryje się też kilka niespodzianek. Na przykład adwentowe refreny liturgiczne – zwane antyfonami "O" kryją w sobie element, o którym nie wszyscy wiedzą. Jeśli odczytać od końca pierwsze litery z łacińskich tytułów Chrystusa (Emmanuel, Rex, Oriens...) utworzą one zdanie "Ero cras" czyli "będę jutro". Przypadek?
Może ktoś ułożył tak specjalnie, a może tak mu wyszło i potem zobaczył i sam się zdziwił.
Przed nami już trzecia niedziela adwentu, ta "różowa", nazywana "niedzielą gaudete"...
To połowa adwentu. Nazwa "niedzieli radości" pochodzi od czegoś, czego w Kościele już nie mamy – od łacińskiej sekwencji liturgicznej, która niestety po reformie liturgii zginęła. Ale możemy się odwołać do czytań. Zapowiadają nam radość z przyjścia Chrystusa. Ta niedziela przedstawia też – podobnie jak wcześniejsza - osobę św. Jana Chrzciciela, który przygotowywał Izrael na przyjście Mesjasza. Urządził mu w pewnym sensie niezłe roraty.
A skąd w Kościele katolickim wziął się adwent?
Pierwotnie był to czas przygotowania przed świętem Objawienia Pańskiego (6 stycznia) i w pewnym sensie powtórzeniem Wielkiego Postu. Bo kiedyś nie było obchodów Bożego Narodzenia.
Wielu ludziom dziś trudno w to uwierzyć.
Ono pojawiło się dopiero mniej więcej ok. V wieku. 6 stycznia świętowano także chrzest Pański, więc chrzczono wtedy także tych katechumenów, którzy nie załapali się na Wielkanoc. I w związku z tym trzeba było czasu intensywnego przygotowania do tego momentu.
A kiedy adwent zaczął przypominać ten dzisiejszy?
Później. W średniowieczu nabrał charakteru Wielkiego Postu i jednocześnie przygotowania do Bożego Narodzenia.
Samo słowo "adventus" jest oczywiście słowem łacińskim, które znaczy "przyjście". To nam pokazuje, o co tak naprawdę tu chodzi - o przyjście naszego Pana Jezusa Chrystusa.
O które przyjście - to pierwsze, czy ostateczne?
Odpowiedzi na to pytanie najlepiej szukać w liturgii adwentu. Pierwsza jego część - od jego początku do 17 grudnia - to czas skoncentrowany na eschatologicznym przyjściu Jezusa Chrystusa. Jesteśmy zapraszani przez Kościół żeby się nawracać. Czytania mówią nam, że będziemy musieli rozliczyć się z naszego życia i że zasadniczo lepiej rozliczyć się dzisiaj, niż czekać z tym do Dnia Ostatecznego.
Druga część adwentu, to okres przygotowania do Bożego Narodzenia. Czytamy wtedy proroctwa ze Starego Testamentu, które dotyczą oczekiwanego Króla – Mesjasza i pokazują oczekiwania Izraela, że ktoś odbuduje królestwo Dawida.
Dlaczego królestwo właśnie Dawida? A nie np. Salomona?
Bo Dawid był tym królem doskonałym, który we wszystkim podobał się Panu Bogu. I jakkolwiek jego syn Salomon był królem bardzo mądrym, to źle skończył. Sprzeniewierzył się kultowi Jedynego Boga cudzołożąc z bogami swoich żon. W związku z tym jedyny prawdziwy izraelski król, który we wszystkim podobał się Bogu, to był Dawid. Ten, który miał nadejść, to miał być nowy Dawid. Dlatego Ewangelie często wobec Chrystusa będą używały tytułu Syn Dawida.
I będą mówiły o królu...
Tak, będą mówiły też o królu.

W ikonografii chrześcijańskiej, oprócz obrazu Chrystusa Króla, Władcy, Pantokratora, mamy także obraz pustego tronu. To adwentowa ikona, etimasia. Jak ją rozumieć?
Ten tron wygląda tam także jak ołtarz. Stoi na nim krzyż i leży tkanina. Oprócz tego jest jeszcze klucz i dokumenty... Ta ikona może być umieszczona nad samym prezbiterium, nad miejscem, gdzie podczas liturgii zasiada prezbiter.
Czy to oznacza, że liturgia może być odczytana także jako klucz do Apokalipsy?
Pewnie. Cała nasza liturgia to jest Apokalipsa. Na przykład Dwanaście tronów - tak przecież wygląda nasze prezbiterium.
Czyli Chrystus, który już przyszedł i jest z nami "do skończenia świata" jednocześnie jest oczekiwany? To dość skomplikowane.
Św. Bernard mówi, że przyjście Chrystusa jest trojakie. Pierwsze to przyjście w ciele, narodzenie w Betlejem, drugie - kiedy przyjdzie i dokona się Sąd, a trzecie dokonuje się między nimi. Każdego dnia, kiedy chrześcijanin odczytuje w swoim życiu obecność Boga.
A czy to drugie przyjście bierzemy jeszcze – my, chrześcijanie w adwencie A.D. 2009 – na poważnie? Naprawdę jeszcze na Niego czekamy? Minęło przecież pierwsze tysiąclecie – nie przyszedł, minęło drugie – też nie przyszedł...
To oczekiwanie można odczytywać na kilku poziomach.
Ale czy Kościół czeka?
Kościół jako wspólnota wierzących czeka... Chociaż właściwie nie tyle czeka... Wie pani, ja nie lubię mówić o czekaniu. Oczywiście, bardzo wielu ludzi mówi, że adwent jest czasem oczekiwania. Ale ja się z tym pokornie nie godzę.
Dlaczego?
Jeżeli advetus oznacza przyjście, to tu nie ma miejsca na żadne czekanie. Jeżeli przychodzi do mnie gość, to na co mam czekać? Mam gościa! Więc na co będę czekał? Ten, który do mnie przychodzi poczuje się zażenowany, że ja jeszcze czekam. Adwent jest więc czasem przyjścia.
Lepiej więc nie czekać tak intensywnie, lecz po prostu cieszyć się tą obecnością Chrystusa?
Adwent – użyję tu wyrażenia ukochanego przez Sobór Watykański II – jest czasem jakby sakramentalnym. Jest widzialnym znakiem całego życia chrześcijańskiego. Znakiem, że Chrystus przychodzi do nas w naszej codzienności. Uzmysławia nam, że Chrystus przychodzi nieustannie. I jeśli jest w tym element oczekiwania, to raczej po to, bym sobie uzmysłowił, że należy czuwać. Bo świat może się skończyć choćby dzisiaj.
Czym się różni czuwanie od czekania?
Czekanie może zakładać postawę bierną. Czuwanie jest aktywne.
W jaki sposób mamy więc czuwać żeby być gotowi?
Ten, który czuwa, zrobił już wszystko aby gościa jak najlepiej przyjąć. Jeżeli ktoś jest mężem, to powinien być jak najlepszym mężem, jeśli jest pracownikiem to powinien jak najlepiej spełniać swoją robotę, jeśli jest duszpasterzem, to jego zadaniem jest głosić Ewangelię i nie myśleć, że coś się za chwilę zmieni. To w ogóle nie jest w naszych kompetencjach. My mamy swój rewir, a Pan Bóg ma swoje kompetencje, w które my nie wnikajmy. On wie, kiedy ma przyjść.
Wydaje mi się, że przygotowując się do Bożego Narodzenia często skupiamy się tak bardzo na codzienności, że wielu ludzi ani nie czeka ani nie czuwa. Zresztą, czy pokolenie mikrofalówki potrafi jeszcze czekać?
Proszę popatrzeć na kościół św. Anny podczas adwentu... Na roratach komplet! Jest więc cała grupa tych, którzy nie mają problemu z rozpoznaniem czym jest adwent. Nie tylko potrafimy, ale chcemy czuwać. Ale rzeczywiście, czasem nasze przygotowania do "sarmackich", obfitych Świąt mogą przysłonić nam to, co najważniejsze. Zwłaszcza, że jest ktoś, kto nam próbuje ukraść - i Święta i czuwanie.
Kto nam próbuje ukraść Święta?
Wąż, który chce pożreć dziecko Niewiasty.
Jak uratować Boże Narodzenie?
Najważniejsze rzeczy wymagają oczekiwania, wejścia w duchową walkę. Niecierpliwość jest oznaką niedojrzałości. Tak, jak dziecko nie potrafi czekać. A jednym z przejawów dojrzałości jest dystans do siebie i do czasu. Człowiek dojrzały wie, że czekanie i czuwanie jest też po coś. Jestem głęboko przekonany, że wielu ludzi jest przeciwnikami "mikrofalówek".
Jak więc dobrze przeżyć same Święta? Bo wielu ludzi ma z tym kłopoty.
Najlepiej na spotkaniach z rodziną i przyjaciółmi. Nie tyle być z nimi, ile się prawdziwie z nimi spotkać. Nie tyle cieszyć się "enigmatycznym" Bożym Narodzeniem, ale cieszyć się autentycznym spotkaniem z drugim człowiekiem. Choćby po to, aby się zastanowić czego nam tak naprawdę potrzeba. Jeżeli ktoś ma za mało wiary lub wyobraźni i nie może wyobrazić tego powtórnego przyjścia Chrystusa i spotkania z Nim, to niech się w adwencie przygotuje do spotkania z rodziną. Fajnie byłoby pomyśleć kogo jeszcze zaprosić na te święta, z kim się pojednać i komu przebaczyć.
*ks. dr Michał Muszyński jest duszpasterzem akademickim w kościele św. Anny. W Radio Plus Warszawa współprowadzi audycję "Za stołem Słowa".
Rozmawiała Agnieszka Jaworska
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

