A przecież informacje zawarte w tekście „Gazety Wyborczej” są całkowicie jednoznaczne. Wczoraj wieczorem zarząd PO miał się zająć obsadą list wyborczych przed planowanymi na październik wyborami parlamentarnymi. Ale się nie zajął. Zamiast tego Donald Tusk zajął się wskazywaniem miejsca Grzegorzowi Schetynie. Premier przypominał, jaki los spotkał Andrzeja Olechowskiego, Jana Rokitę, czy Pawła Piskorskiego, czyli tych, którzy kwestionowali jego pozycję w partii.

Rozmówcy „Gazety” nie pozostawiają wątpliwości, że te słowa odnosiły się do Schetyny, który krytykował ostatnio Tuska za spóźnioną reakcję na raport MAK w sprawie katastrofy smoleńskiej, za brak reform i plany podwyżki podatku VAT.

A potem, jak to zwykle w partiach wodzowskich, do pracy zabrali się politycy PO, którzy chcą w niej pozostać. Minister infrastruktury Cezary Grabarczyk i jego stronnicy, Ewa Kopacz i prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz. – Upominali Schetynę, że atakując Tuska, osłabia Platformę. Dlatego nie powinien wytykać Tuskowi spóźnionej reakcji w sprawie raportu MAK. Przypomnieli mu, że gdyby nie PO, nie byłby teraz marszałkiem Sejmu – relacjonował uczestnik posiedzenia. – To była pokazówka, jak za czasów przewodniej siły narodu. Ale to przestroga dla Schetyny, co może go spotkać, jeśli dalej będzie krytykował Tuska – interpretuje w rozmowie z „Gazetą” polityk z zarządu PO. A informator wprost.pl ujmuje rzecz jeszcze mocniej. „To był pluton egzekucyjny wymierzony w Schetynę. Pierwszy raz byłem świadkiem czegoś takiego. Całość wyglądała na świetnie wyreżyserowane przedstawienie”.

Sam Schetyna przyjął to wszystko spokojnie. Przez pierwsze pół godziny starał się bronić. Ale w końcu odpuścił i siedział cicho do końca zarządu. A na koniec najzabawniejszy fragment tego tekstu. –  Jedną z istotnych kwestii jest zapewnienie spójnego języka wypowiedzi. Platforma jest partią, w której każdy może swobodnie głosić swoje poglądy - to nas różni od PiS. Natomiast chcąc wygrać wybory, musimy mówić jednym głosem – mówił Rafał Grupiński. Słowem każdy może mówić to, co chce, ale tylko jeśli mówi jednym głosem z premierem.

Pozostaje nam teraz czekać na tournee Schetyny po wszystkich stacjach telewizyjnych, wyrazy współczucia znanych dziennikarzy i potępienie Tuska za brak zrozumienia standardów demokracji. Czy ktoś jeszcze wierzy w to, że „wolne” media i „niezależni” dziennikarze mogą się na to zdecydować?

TPT/Wyborcza.pl/Wprost.pl

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »