„Dziennik Stargardzki” podaje, że z dokumentów archiwalnych byłej SB wynika, że Piechota został w 1984 roku. zarejestrowany jako TW „Robert”. „Dziennikowi Stargardzkiemu” udało się dotrzeć do Rafała Zommera i innych harcerzy, których TW „Robert” inwigilował w latach osiemdziesiątych, w ramach akcji SB pod kryptonimem „Rozłam”. Jednostką rejestrującą był III Wydział Służby Bezpieczeństwa. Z kolei karta rejestracyjna, która zawiera szczegółowe informacje, wskazuje, że numer 28853 został nadany Jackowi Piechocie, synowi Bogumiła i Barbary, urodzonemu 28.04 1959 roku w Szczecinie. W archiwach zachowały się także inne materiały świadczące o aktywności agenturalnej TW „Robert” w latach wcześniejszych.
Media przytaczają zapis o donosie w którym 21 września 1986 roku TW „Robert” donosił na przyjaciół: „Rafał Zommer z całą drużyną udział w mszy odprawianej w tej godzinie. Cały skład drużyny uczestniczył w mszy w pełnym umundurowaniu harcerskim. Jedynie tzw. „laski” poszczególnych zastępów pozostawione zostały w widocznym miejscu na zewnątrz kościoła. (…) Powyższy fakt został jednoznacznie odebrany jako demonstracja postaw(…). Na bazie tego zdarzenia władze harcerskie podejmą działania dyscyplinujące wobec Rafała Zommera”. „Piechota sam się narzucił jako mój opiekun próby instruktorskiej. Ja nie mogłem sobie wybrać opiekuna, a on powiedział, że będzie gwarantem mojej próby. I potem tak to się zakończyło, że on wnioskował, aby zamknąć tę próbę z wynikiem negatywnym” - mówi dziś Zommer.
Już w latach dziewięćdziesiątych do informacji publicznej docierały informacje na temat ewentualnej agenturalnej przeszłości Jacka Piechoty. Po raz pierwszy jego nazwisko, jako tajnego współpracownika SB, zostało ujawnione na liście Antoniego Macierewicza. Nazwisko Jacka Piechoty pojawia się również na liście agentów, sporządzonej przez Andrzeja Milczanowskiego, ministra spraw wewnętrznych w rządzie Hanny Suchockiej. Wówczas jednak teczka Jacka Piechoty była pusta, tak jest zresztą do dziś. Jej zawartość została zniszczona. W karcie rejestracyjnej Piechoty czytamy: „Proszę wyprowadzić z ewidencji operacyjnej (…) Powyższe podyktowane jest pozycją zawodową i społeczną przez drugostronnie wymienionego. Teczki pracy i personalia zostały zniszczone we własnym zakresie.” Dopiero powstanie Instytutu Pamięci Narodowej pozwoliło na uporządkowanie akt i możliwość ich udostępnienia. A aktami zapoznał się również Zommer.
W styczniu 1989 roku kapitan Służby Bezpieczeństwa Paweł Piecewicz wnioskował do swoich przełożonych o wszczęcie sprawy operacyjnej o kryptonimie „Rozłam”. We wniosku czytamy: „W dniu 29.12.1988 od TW pseudonim „Robert” uzyskano informacje mówiące o tym, że bliżej personalnie nieznana grupa harcerzy byłego hufca Szczecin-Śródmieście i Szczecin nad Odrą neguje cele zawarte w statucie ZHP oraz metody działania i materialistycznego wychowania tej organizacji, podjęła decyzję o wystąpieniu z ZHP oraz przejściu do działania w ramach duszpasterstwa harcerskiego w oparciu o obiekty sakralne i pod duchowym przywództwem kleru”. Esbek zlecił TW Robertowi podjęcie starań o odbycie spotkania z władzami Kurii Biskupiej po uprzednim uzgodnieniu przez TW Robert tej sprawy z I sekretarzem KW PZPR.
Jacek Piechota stwierdził jednak przed tymi wyborami w oświadczeniu, że nie był tajnym współpracownikiem komunistycznych służb.
Ł.A/wPolityce.pl

