Dziś w Rzeszowie tuż przed godz. 16 policja zatrzymała samochód Jacka Kotuli związanego z Fundacją PRO. Dlaczego? Ponieważ na przyczepionej do auta lawecie umieszczony był antyaborcyjny billboard zestawiający zdjęcie marszałka Komorowskiego z fotografią abortowanego płodu.
Zatrzymanie samochodu z billboardem policja uzasadnia tym, jakoby jeden z mieszkańców Rzeszowa skarżył się, że obraża to jego uczucia. - Nie wiem tylko, czy obraźliwe było zdjęcie zamordowanego dziecka, czy może raczej umieszczenie obok fotografii marszałka Komorowskiego – mówi w rozmowie z portalem Fronda.pl Jacek Kotula. Samochód z billboardem jeździł po Rzeszowie zaledwie przez jeden dzień. Wcześniej objechał 14 innych miast i nigdzie nie został zatrzymany.
- Podejrzewam, że cała sprawa ma związek z jutrzejszą wizytą Komorowskiego w Rzeszowie – tłumaczy Kotula. - Jeździliśmy po mieście cały dzień, jutro także chcieliśmy. Nie zamierzaliśmy kryć się z billboardem tylko dlatego, że przyjeżdża marszałek. Ale zestawienie jego zdjęcia z zamordowanym dzieckiem pewnie pomieszałoby jego przedwyborcze szyki – dodaje.
Jacek Kotula został zatrzymany przez policję w charakterze świadka. Przyczepę z billboardem zarekwirowano jako materiał dowodowy. Cała sprawa ma się zakończyć postępowaniem prokuratorsko-sądowym.
Na plakacie umieszczone było zdjęcia Bronisława Komorowskiego z podpisem "Marszałek Komorowski popiera kompromis aborcyjny". Obok niego twórcy billboardu umieścili fotografię abortowanego płodu z napisem: "Kompromis aborcyjny zabija chore dzieci".
eMBe
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »
