- Zebrane w sprawie materiały nie dały podstaw do przedstawienia zarzutów – poinformowała portal Do Rzeczy, komisarz Agata Kędzierzawska z Komendy Stołecznej Policji.
Przypomnijmy: w październiku 2013 r. przed wejściem do siedziby Radia Eska Kuba Wojewódzki miał zostać oblany przez nieznanego sprawcę żrącą substancją. Wojewódzki na policję zgłosił się dopiero sześć godzin po zdarzeniu dostarczając podkoszulek, na którym znajdowały się ślady substancji, jaką został oblany. Jak mówił: - Ja przypadkowo zostałem korespondentem z najbardziej brutalnej dotyczącej nas wojny, czyli wojny domowej. Jedna rzecz jest pozytywna w tym, co się stało, że nawet warto czasami dostać po ryju kwasem, żeby być takim papierkiem lakmusowym, pokazującym ilu kryptofaszystów w Polsce mamy między dziennikarzami.
Podczas prowadzenia dochodzenia w sprawie napaści na Wojewódzkiego, sam poszkodowany bardzo utrudniał dochodzenie. „Kurtkę, którą miał mieć na sobie dostarczył do badań dopiero po kilkunastu dniach od zdarzenia. Analiza wykazała, że wbrew temu co sugerował, nie ma na niej śladu kwasu, są natomiast ślady kapsaicyny, która jest składnikiem gazu pieprzowego, ale znajduje się też np. w pikantnym sosie chili” – czytamy na portalu „Do Rzeczy”.
Policja tuż przed świętami Bożego Narodzenia uzała, że nie ma dowodów na popełnienie przestępstwa. – Akta sprawy z wnioskiem o zatwierdzenie postanowienia o umorzeniu zostały przekazane 16 grudnia do Prokuratury Rejonowej Warszawa Praga Południe – informuje komisarz Kędzierzawska.
Jaki celebryta, taki atak!
Sm/Do Rzeczy
