Przypomnijmy: frekwencja w Polsce wyniosła 24 proc. i już po wyborach pojawiały się głosy, że Polacy nie zdali egzaminu. Zdaniem Ziemkiewicza jest zupełnie odwrotnie. - Przede wszystkim chodzi o słabe zaufanie do polskiej klasy politycznej. Bez dzielenia na partie. Dodatkowo wiąże się to z obowiązującą ordynacją wyborczą. Wyborcy nie wierzą, że ich głosy się liczą i mogą coś zmienić - komentuje dla Fronda.pl publicysta "Rzeczpospolitej" Rafał Ziemkiewicz.
Jego zdaniem, niska frekwencja wynika jednak również z przekonania, że Europarlament jest im do niczego niepotrzebny. - Polacy nie bardzo wiedzą, jaki wpływ ma PE na ich życie - dodaje Ziemkiewicz.
Z kolei Michał Karnowski z "Dziennika" nie uważa, aby niska frekwencja była jakimś szczególnym ostrzeżeniem dla polityków. - Mam wrażenie, że atmosfera kampanii nie specjalnie zachęcała do głosowania, nie mieliśmy jakiejś specjalnej polaryzacji stanowisk. Tak naprawdę Polacy nie bardzo wiedzieli, kto jest za czym, mogli jedynie się wypowiedzieć na temat tego, czy bardziej im się podoba PO, czy bardziej PiS - mówi.
Bez specjalnego entuzjazmu komentatorzy oceniają sukces chadecji i klęskę eurosocjalistów. Zdaniem Karnowskiego wygrana partii centrowych i prawicowych zasadniczo nie wpłynie na zmiany w Unii Europejskiej. Nie spowoduje też zmiany systemu wartości, którym kierują się unijne instytucje. - Prawica w Europie nie wiele ma wspólnego z chrześcijaństwem, to zupełni inna prawica od tej w Polsce – mówi wicenaczelny "Dziennika".
Jan Filip Staniłko z Instytutu Sobieskiego w zwycięstwie prawicy w Europie widzi z kolei pewną dwuznaczność. - Z jednej strony jest to skrajna prawica, która ustawia się przeciwko komuś - najczęściej przeciwko imigrantom. Przykładami są chociażby Dania czy Finlandia - mówi.
Niedzielne wybory skończyły się porażką socjalistów i socjaldemokratów w przytłaczającej większości państw członkowskich UE. W Wielkiej Brytanii, Niemczech i Polsce mówi się wręcz o całkowitej klęsce lewicy. Jedynym krajem, gdzie konserwatyści przegrali jest Malta, najmniejszy członek UE. Większość obserwatorów zwraca też uwagę na najniższą od początku wyborów do PE frekwencję. W całej Unii wyniosła ona 43 proc., zaś w niektórych krajach ledwie przekroczyła 20 procent.
Mariusz Majewski, Jakub Lubelski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

