- Mieliśmy nawet oprogramowanie pozwalające sterować całym systemem, wszystkimi komputerami w centrum z dowolnego miejsca na świecie. Niechęć idiotów partyjnych pogrzebała wszystkie te plany – mówi w "Rzeczpospolitej" Jerzy Studziński, który występuje pod to pseudonimem, gdyż nie chce upubliczniać swojego prawdziwego nazwiska.
Firma Studzińskiego pracowała dla ówczesnego MSW. Współpraca była objęta tajemnicą. Unikalne rozwiązania powstały przy tworzeniu bazy danych o Polakach – najpierw był to system Magister, później na jego podstawie zbudowano PESEL.
Pracujący nad systemem PESEL już w latach 70. stworzyli komputerową sieć z dostępem z dowolnego miejsca na ziemi. Nikt tego nie opatentował.
Zespół PESEL stworzyli dwaj pułkownicy Służby Bezpieczeństwa: Zygmunt Orłowski (dyrektor generalny w MSW) i Roman Warski, który odpowiadał za część techniczną przedsięwzięcia. Inżynierowie, których ściągnęli do pracy nad systemem, stanowili elitę ówczesnych informatyków. Część pracowała z Jackiem Karpińskim – konstruktorem pierwszego polskiego minikomputera K202. Inni inżynierowie zostali ściągnięci z Zeto-Zowar – warszawskiego zakładu techniki obliczeniowej.
- Pomijając ich przynależność do partii i SB, to byli ludzie wybitni, jasno myślący. Nie przypominam sobie ani jednego typowego tępaka – mówi o ówczesnych przełożonych Studziński.
- Prace były niewiarygodnie trudne – opowiada Studziński. - Partyjna góra mówiła: „Zróbcie nam system do ewidencji danych”. Gdy pytaliśmy, do czego ma on służyć, słyszeliśmy: „Tego nie możemy powiedzieć, bo to ściśle tajne”. No to chociaż ilu ludzi ma być w systemie? „To też jest tajemnica”. I tak cały czas.
Mimo trudności polscy informatycy zbudowali system ewidencji ludności, jaki nawet obecnie ma niewiele krajów.
Stworzyli także sieć do transmisji danych. Składała się z trzech rodzajów urządzeń. Pierwszym był teletype, czyli rodzaj elektrycznej maszyny do pisania. Na początku używano Siemensa F200, a potem Mera-Błonie na licencji Logabax.
Drugim – monitory. Początkowo stary typ 8150, potem nowe monitory graficzne. Te ostatnie pracowały przez modemy na łączach stałych z szybkością 4,8 kb/s. Przy dzisiejszych parametrach – gdzie prędkości domowych łącz internetowych zaczynają się już od 128, 512 kb/s – były to mizerne osiągi. Wystarczały jednak do wyświetlenia w sekundę całego ekranu – zapisu z bazy danych o konkretnym człowieku.
Trzecią część systemu stanowiły teleksy pozwalające na wysyłanie, obieranie i drukowanie wiadomości wysyłanych na unikalny numer. Sieć telex miała zasięg globalny. Polacy jako pierwsi wpadli na pomysł przesyłania nią danych cyfrowych i zintegrowali ją z systemem PESEL.
- Wpisując na dowolnej zdalnej końcówce nazwę programu (nazywał się PREZES), można było w dowolnym miejscu na świecie sterować całym centrum, ładować programy, drukować zawartość systemu operacyjnego, wszystkie kluczowe dane i rejestry, a także podglądać, co aktualnie robi dowolna stacja gdzieś w Polsce – tłumaczy Studziński.
Było to rozwiązanie, jakiego nie miał wówczas nikt na świecie. Podobnie jak nikt nie miał odpornego na zakłócenia szyfrowanego systemu przesyłania danych.
- Byliśmy w stanie zrobić absolutnie wszystko i sprzęt zachodni ani ich oprogramowanie nie miało dla nas żadnych tajemnic. Sam poprawiłem i przebudowałem całe fragmenty systemu, usuwając śmieci – nieczynne sekwencje zer i jedynek pozostawione przez ludzi z IBM i Siemensa – chwali się Studziński.
Przy okazji pracy nad PESELEM nasi inżynierowie zaprojektowali wiele innych wynalazków. – Zgłosiliśmy wiele wniosków patentowych. Jeden z nich, przewidujący zapis danych wyłącznie na kartach pamięci, bez żadnych części ruchomych, dziś z opłat licencyjnych dałby pewnie tyle co cały polski przemysł – mówi Studziński. Podobne rozwiązanie jest obecnie stosowane np. w kartach pamięci do cyfrowych aparatów fotograficznych.
Pod koniec lat 80. wszystko poszło na marne. Do pracy w zespole pracującym nad PESEL zaczęli trafiać protegowani – najczęściej dzieci dygnitarzy partyjnych. Część najzdolniejszych odeszła. Ich następcy nie byli już tak zdolni. Wiele projektów przepadło.
- Założenie było takie, że miał być tylko numer PESEL do wszystkiego. A dziś mamy NIP, REGON, PESEL, ZUS i każdy ma swój system, więc w zasadzie tamta praca została zmarnowana – ocenia Studziński.
Amerykanie, choć myślą techniczną nas nie wyprzedzali, potrafili wykorzystać swoje pomysły. Sieć, która powstała na potrzeby amerykańskiej armii, zamienili w największy wynalazek końca XX wieku – Internet.
MaRo/Rz
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

