Czy może czytelnik prasy codziennej nabrać zdrowego dystansu do tego, co czyta, jeżeli nie miał w rękach Książki z papieru[1]. Krzysztofa Janickiego lub nie było mu dane uśmiać się z „Nowego Pompona” (kto nie zna – niech wygugla sobie)? Nie może. Podobnie jak nie sposób wyleczyć się z bieżączki politycznej, jeżeli nigdy nie czytało się Erystyki Artura Schopenhauera[2].
Dlatego zarówno książkę satyryka krakowskiej „Piwnicy pod Baranami”, jak i genialne dziełko urodzonego w Gdańsku niemieckiego filozofa należałoby wpisać do lektur obowiązkowych. Zaniedbanie tego utrzymuje społeczeństwo w niewoli nieświadomości – żyje ona życiem równoległym kreowanym przez media, a bieżące spory polityczne traktuje ze śmiertelną powagą, jakby rzeczywiście w dyskusji polityków chodziło o prawdę, a nie tylko o pokonanie przeciwnika (czyt.: dokopanie mu). A przecież tylko prawda wyzwala, jak utrzymywał pewien Nauczyciel z powołania (z zawodu cieśla), który nie zostawił co prawda po sobie żadnego dzieła pisanego, ale Jego uczniowie sporo z Jego nauk zapamiętali, a nawet zapisali.
Sięgnijmy do relacji tych ewangelistów, którzy pozostawili nam opis dyskusji Jezusa z Nazaretu z szatanem; o kuszeniu Syna Bożego opowiada Mateusz (4,1-1), Łukasz (4,1-12) oraz Marek (1,12), ale ponieważ ten ostatni nie podaje nam szczegółów toczonego sporu – skorzystamy z pozostałych dwóch opowiadań. Wielce pożyteczna okazać się może medytacja nad zawartą w Bożym Objawieniu sceną kuszenia odczytaną w świetle nieobjawionym Schopenhauera, a dotyczącym technik prowadzenia dyskusji zmierzających do zwycięstwa nad dyskutantem (warto podkreślić, że filozof nie ma złudzeń, że w toczonych sporach chodzi o prawdę – nie, chodzi o właśnie o zwycięstwo). Ale najpierw zapis debaty w wersji Łukaszowej: „Pełen Ducha Świętego, powrócił Jezus znad Jordanu i przebywał w Duchu [Świętym] na pustyni czterdzieści dni, gdzie był kuszony przez diabła. Nic w owe dni nie jadł, a po ich upływie odczuł głód. Rzekł Mu wtedy diabeł: «Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz temu kamieniowi, żeby się stał chlebem». Odpowiedział mu Jezus: «Napisane jest: Nie samym chlebem żyje człowiek». Wówczas wyprowadził Go w górę, pokazał Mu w jednej chwili wszystkie królestwa świata i rzekł diabeł do Niego: «Tobie dam potęgę i wspaniałość tego wszystkiego, bo mnie są poddane i mogę je odstąpić, komu chcę. Jeśli więc upadniesz i oddasz mi pokłon, wszystko będzie Twoje». Lecz Jezus mu odrzekł: «Napisane jest: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz». Zaprowadził Go też do Jerozolimy, postawił na narożniku świątyni i rzekł do Niego: «Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się stąd w dół! Jest bowiem napisane: Aniołom swoim rozkaże o Tobie, żeby Cię strzegli, i na rękach nosić Cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień». Lecz Jezus mu odparł: «Powiedziano: Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego»” (Łk 4,1-12)[3].
Zły duch rozpoczyna swoje podchody w trudnej dla swojego przeciwnika sytuacji, kiedy Ten „przepościł czterdzieści dni i czterdzieści nocy” i „odczuł w końcu głód”. Atakuje fortelem nr 1, sformułowanym przez Schopenhauera w ten sposób: „Uogólnienie. Sprawić, by twierdzenie przeciwnika przekroczyło swą naturalną granicę, zinterpretować je jak najogólniej, nadać mu jak najszerszy zakres i uczynić przesadnym”. Syczy więc „wąż starodawny”: „Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz, żeby te kamienie stały się chlebem”, co można przetłumaczyć: „Syn Boży może wszystko, więc jeśli jesteś Synem Bożym, to i kamienie możesz zamienić w chleb, wszak wszyscy Synowie Boży zamieniają kamienie w chleb”.
Podobnie postępuje szatan po postawieniu Jezusa na narożniku świątyni: tutaj uogólnienie jest tak wielkie, że słowa psalmisty: „Aniołom swoim rozkaże o tobie, a na rękach nosić cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień”[4], rozciąga nawet na samobójczy skok z wysokości – tak, jakby największą krzywdą, która może się wtedy stać, było „urażenie swojej nogi”, i tak jakby Bóg miał chronić życie tego, kto z takiej ochrony rezygnuje. „Musimy wybrać takie porównanie, które czyniłoby nasze potwierdzenia bardziej przekonującymi” (fortel nr 12) – zdaje się zgadzać z filozofem duch zły, ale inteligentny, i dlatego będący w rzeczywistości wystawianiem Boga na próbę bezmyślny skok z narożnika świątyni przyrównuje do oddania się w troskliwe ręce posłanych i posłusznych troskliwemu Bogu dobrych aniołów.
Słowo Boże, które obiecuje, że Bóg zatroszczy się o człowieka i będzie Go żywił i chronił pod pewnymi warunkami – nie jest powiedziane, że musi zamieniać kamienie w chleb czy ratować samobójcę na siłę – zostaje potraktowane przez szatana dokładnie tak, jakby wzorował się na fortelu nr 3: „Potraktować twierdzenie, które zostało sformułowane relatywnie (...), jakby sformułowano je uogólniająco”. W ten sposób łatwiej zachwiać przekonaniem przeciwnika – skoro nie zawsze ratuje, to może Bóg wcale nie jest taki dobry? (Podobna strategia, która poskutkowała w przypadku kuszenia Ewy: „Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?”[5]. Nie powiedział tak co prawda o wszystkich drzewach, a o jednym, ale jeżeli tego jednego zabronił, to może rzeczywiście nie jest miłością?).
Słychać w relacji z tych pokus echo fortelu nr 4: „Jeżeli ktoś zmierza do jakiegoś wniosku, niechaj nie czyni go przewidywalnym, ale raczej niech sprawi, by przeciwnik uznał słuszność każdej przesłanki z osobna...”. Demon nie proponuje po prostu: „Zabij się” (Jezus nie umarłby wtedy na krzyżu, ergo nie wypełniłby misji zbawienia ludzi) lub „wykorzystaj cudowną moc” (a wtedy autor Listu do Hebrajczyków nie napisałby o Nim, że był „doświadczony we wszystkim na nasze podobieństwo”[6] – bo pozostałby wtedy Bogiem, ale nie żyłby jak Ten, który stał się człowiekiem). Za to posługuje się kilkoma przesłankami: „Jesteś Synem Bożym”, „Synowie Boży wszystko mogą”, „Bóg troszczy się o Syna Bożego w każdej sytuacji”; jeżeli Jezus zgadza się z tymi przesłankami, powinien skorzystać z rad, które podsuwa Mu kusiciel. Jest tu zastosowana również postulowana w fortelu nr 11 metoda indukcji: wymusić akceptację prawdy ogólnej jako niewątpliwej, skoro poszczególne przypadki są autentyczne.
Widać to szczególnie w tej sytuacji, kiedy szatan domaga się bezczelnie oddania mu pokłonu. Bo przecież Bogu należy się wszelka wspaniałość i potęga, i niemożliwe jest, aby miało Mu to zostać zabrane na zawsze, a w takim razie – dochodzi do tego fortel nr 20 – „nie musimy już pytać o to, jaki wniosek adwersarz wyciągnął, lecz możemy go samodzielnie sformułować; a choćby nawet jakiejś przesłanki brakowało, to uznajemy ją za ewidentną i wyciągamy wniosek”. Ta brakująca przesłanka to – drobnostka! – założenie, że odzyskanie panowania nad ziemią ma się dokonać przez oddanie pokłonu szatanowi! Cóż za bezczelność – to tak, jakby dowódca jednej armii powiedział toczącemu z nim wojnę, że jeżeli ten się podda – zwycięży tego, któremu pokazał białą flagę.
Warto zauważyć, że szatan, korzystając z rady: „Jeżeli (...) przeciwnik jest zwolennikiem sekty, której my nie popieramy, to możemy w sporze z nim zastosować – jako principia – założenia tejże sekty” (fortel nr 5), chętnie cytuje Pisma uważane w „sekcie” jego Przeciwnika za święte. Na szczęście Pan nie tylko znał Pismo, na które szatan się powoływał, ale i potrafił odczytać jego sens w tym Duchu, w którym zostało ono napisane. Dlatego fortel nr 30, chociaż został zastosowany, nie mógł się udać: „Można, jeżeli będzie taka potrzeba, nie tylko trawestować, ale też po prostu wypaczać sens autorytatywnych wypowiedzi, albo wręcz przytaczać zdania całkowicie wymyślone przez siebie – przeciwnik zwykle nie ma pod ręką danego dzieła i nie wie, jak je wykorzystać”.
We wszystkich pokusach zły duch wykorzystuje argumenta ad hominem (fortel nr 16): „Słysząc twierdzenie przeciwnika, musimy zbadać, czy nie przeczy ono jakoś, bodaj pozornie, czemuś, co ów adwersarz wypowiedział bądź przyznał wcześniej...”. Szatan słyszał, jak Bóg potwierdził Synostwo Boże Jezusa („Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie”[7]), wie też, że Jezus za takowego się uważa. Nie może zaprzeczyć temu faktowi, dlatego odwołuje się do tego, za kogo Jezus się uważa i stara się to wykorzystać w sporze – „jeśli jesteś Synem Bożym, to nie możesz... głodować [pokusa nr 1] czy żyć w ubóstwie i ogołoceniu z tej potęgi, która ci się należy [pokusa nr 2 u Łukasza, nr 3 u Mateusza]”. Prawdopodobnie szatan próbuje postępować też według zasady: „zamiast oddziaływać uzasadnieniem na intelekt, należy motywami oddziaływać na wolę” (fortel nr 35): „Jeśli jesteś Synem Bożym, to potwierdź to – inaczej wcale nie jesteś tym, za kogo się podajesz!”.
Odpowiedzi Jezusa są krótkie, ale konkretne. Szatan, który nie chce przegrać sporu, zmienia pokusę – „zakłóca tok dysputy, zmienia temat, odwraca uwagę i skierowuje ją na inne twierdzenia...” (fortel nr 18). Syn Boży właściwie nie wchodzi w dyskusję ze złym duchem, nie analizuje, w którym momencie jego twierdzenia są przesadzone, a do jakiego stopnia można się nad nimi zastanawiać, nie próbuje nic udowadniać. Wie jednak, że propozycje szatana sprzeciwiają się woli Ojca, i to wystarczy, aby je odrzucić w całości. Rozpoznaje też złą wolę zbuntowanego przeciw Bogu ducha, który „jest kłamcą i ojcem kłamstwa” [8].
Na podstawie tej krótkiej medytacji można – jak mi się zdaje, a Państwo osądźcie, czy nie używam tu jakiegoś fortelu celem przekonania do mojej tezy lub uogólnienia, które zdaje się być niesprawiedliwe lub przynajmniej nie odnosi się do każdej sytuacji – wysnuć kilka wniosków. Po pierwsze, szatan zna się na prowadzeniu sporów (czytał Erystykę Schopenhauera?) i stosuje wszystkie fortele po mistrzowsku. Po drugie, chwyty stosowane we współczesnych debatach politycznych dadzą się odnaleźć w sposobach opisanych w napisanej przed ponad stu siedemdziesięciu laty książce filozofa (politycy niekoniecznie znają to dziełko, ale zasady [czy ich brak] pojedynków słownych stosują intuicyjnie). Po trzecie, skoro te same fortele znajdujemy i w ewangelicznej scenie kuszenia, i we współczesnej debacie politycznej, należy uznać za wielce prawdopodobne, że sfera polityki nie jest obojętna demonowi. Z tego wypływa wniosek kolejny – nie można zrozumieć polityki, jeżeli pominie się rzeczywistość duchową, która ma na nią wpływ – prawda tyleż oczywista, co nieobecna w interpretacji sfery polityki.
I w końcu po piąte – i to jest dobra nowina – nie trzeba być ani filozofem, ani politykiem, żeby wygrać każdą debatę czy pokusę – wystarczy być albo Synem Bożym, albo mieć „Ducha Chrystusowego”, a tym samym należeć do Niego9. Wtedy nie znajduje się ani chęci, ani potrzeby, żeby dyskutować z szatanem czy gorączkować się krótkodystansową polityką, która nie jest niczym więcej niż pewnego rodzaju sportem podnoszącym co prawda adrenalinę, ale też bardzo niebezpiecznym („sport to zdrowie”).
Czego sobie i Państwu życzę.
Sławomir Zatwardnicki
Tekst ukazał się w kwartalniku FRONDA nr.50/2009.
[1] K. Janicki, Książka z papieru, Kraków 2000.
[2] A. Schopenhauer, Erystyka. Sztuka prowadzenia sporów, Gliwice 2007. Wszystkie cytaty z książki filozofa podaję za tym polskim tłumaczeniem rękopisu Die eristische Dialektik.
[3] Wszystkie cytaty z Pisma Świętego cytuję za stroną: http://www.biblia.poznan.pl/PS/Biblia.htm.
[4] Ps 91(90),11n.
[5] Rdz 3,1b.
[6] Hbr 4,15.
[7] Łk 3,22b.
[8] J 8,44b.

