Jeśli ktoś będąc w Berlinie zapuści się w kierunku dzielnicy Kreuzberg-Friedrichshain, zauważy, że im dalej w głąb, tym okolica staje się coraz bardziej brudna i obdrapana. Na ścianach pojawiają się napisy nawołujące do „zatrzymania kapitalizmu”, a także wieszczące zwycięstwo różnych lewicowych sekt. W „Czerwonym Sklepie”, mieszczącym się naprzeciwko jaskrawo wymalowanej kamienicy, w której osiedlili się młodzi lewicowcy, można dowiedzieć się, że tej chwili w dzielnicy mieszka już coraz więcej Turków i biedoty, jednak więcej „alternatywnych klimatów” można spotkać jeszcze w tej części, która niegdyś należała do NRD.

Dzielnica wygląda jak skansen. Jest mieszaniną squatów i knajp, w których przesiadują klienci żywcem wzięci z najbardziej obciachowych wyobrażeń na temat Niemców. Tu króluje moda „krótko z przodu, długo z tyłu i wąsy na przedzie”, a z głośników lecą szlagiery o tym, dlaczego dzisiaj nie pójdą do kina, tylko potańczyć. To dzieje się kilkadziesiąt metrów od „centrum kulturalnego”, oblepionego obszarpanymi plakatami zachęcającymi do udziału w kolejnej manifestacji, czy zatrzymania bliżej nieokreślonych „faszystów”, którzy mieliby przemaszerować przez centrum Warszawy 11 listopada.

Ta część miasta to symbol upadku Pokolenia '68. Mimo iż udało im się zająć dzielnicę i otrzymali część budynków od miasta, mimo że ich przedstawiciel jest tutaj burmistrzem i części ulic udało się nadać nazwiska wielkich przywódców rewolucji (Rudi Dutschke Strasse), są wypychani stąd przez mieszczuchów, których czterdzieści lat temu zwalczali.

Jak wady uczynić cnotami

Trudno, żeby było inaczej, skoro swój bój prowadzili jako studenci i czynili z największych zagrożeń, jakie czyhają na duszę przedstawicieli młodego pokolenia, swoje najwspanialsze cnoty. Podobnie zresztą, jak ich ojcowie, trzydzieści pięć lat wcześniej. Ten fenomen opisał w swojej książce „Unser Kampf '68” historyk, który jako student uczestniczył w skrajnie lewicowym ruchu, Götz Aly.

Zdaniem historyka, Pokolenie '68 w Niemczech stanowiło typowo miejscowy fenomen. Różniło się od swojego amerykańskiego, czy francuskiego odpowiednika (o polskim nie wspominając) bardzo autorytarnym podejściem i ponadprzeciętną histerią w wyrażaniu poglądów. Nieobcy był im także lewicowy antysemityzm, polegający na bezkrytycznym wspieraniu palestyńskiej strony bliskowschodniego konfliktu, przy jednoczesnym odsądzaniu od czci i wiary państwa Izrael. To Żydzi nagle stali się podobni do swoich niedawnych katów, czyli nazistów, na porządku dziennym były neonazistowskie metafory, nazywanie obywateli Izraela „rasą panów”, która chce wytępić „podludzi”, czyli Palestyńczyków. Słowa „wyrzucić syjonistów z Niemiec!”, wykrzyczane przez lewackich studentów podczas spotkania z pierwszym ambasadorem państwa żydowskiego w RFN w 1969 roku we Frankfurcie, przywodziły na myśl wydarzenia z czasów III Rzeszy.

Synowie jak ojcowie

Okładka książki Goetza Aly

„Sześćdziesięcioósmacy” byli bowiem wierną kopią studentów, którzy masowo popierali przed 1933 rokiem NSDAP. Podobnie jak oni, śpiewali „niszczcie wszystko, co was niszczy” i atakowali mieszczucha, który nie był zainteresowany rewolucją. Co ciekawe, największym jego grzechem, było spokojne sączenie złocistego trunku. - Gdy kołtun wygłasza uroczyste przemówienie, uderza w patriotyczne tony i z zadowoleniem wznosi w górę kufel z piwem. Jest zwolennikiem „pokojowego rozwoju” i krzepiącej drzemki na przypiecku. (...) W czasie rewolucji siedzi w piwnicy własnego domu, a gdy zamieszki cichną, pewnie stąpa po twardym gruncie faktów - pisał w 1929 roku w studenckiej gazetce przewodniczący Narodowosocjalistycznego Niemieckiego Związku Studentów i późniejszy lider Hitlerjugend, Baldur von Schirach. Z kolei w 1968 roku o „biernym uczestniku” Friedrich Christian Delius pisał, że „nikt nie splunie mu do kufla z piwem, dlatego czuje się silny. Nigdy nie został poturbowany strumieniem z armatki wodnej, za to podczas niedzielnych spacerów zawsze wzrusza go widok wałkoniących się w parku emerytów”.

Niechęć do konformistycznych piwoszy nie była jedyną wspólną cechą Pokolenia '33 i '68. Oba nurty wyrażały swoją głęboką niechęć wobec indywidualizmu i demokracji, łączy je także niesamowita pycha i patrzenie z wyższością na starych, nie podzielających rewolucyjnego entuzjazmu profesorów. Zarówno 42, jak i 77 lat temu nierzadko zdarzało się zajmowanie sal wykładowych i odsądzanie naukowców od czci i wiary.

Antystudent

Także w Polsce tuż po II wojnie światowej mieliśmy do czynienia z podobną sytuacją. Przykładowo w latach 1948-49 na seminarium prof. Władysława Tatarkiewicza na Uniwersytecie Warszawskim uczęszczała grupa studentów, którzy bardzo mocno występowali jako członkowie Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. „W czasie posiedzenia seminaryjnego wstał Henryk Holland i powiedział profesorowi Tatarkiewiczowi, że studenci Uniwersytetu Warszawskiego, członkowie Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, chcą odczytać list otwarty. Profesor powiedział, że teksty do czytania na seminarium on sam wybiera, prosi więc o ten i na następnym posiedzeniu poda decyzję. Usłyszeliśmy wtedy w odpowiedzi: >>To jest dla nas dowód, że profesor Tatarkiewicz nie dopuszcza do głosu studentów marksistów<<. >>Jeśli panowie tak sprawę stawiają, to proszę przeczytać<< – powiedział profesor. Zapadła bardzo przykra cisza i Leszek Kołakowski ten list odczytał. Byłem w nim przedstawiony jako czarna reakcja i do tego asystent Tatarkiewicza. (...) Od października 1950 roku przeszedł na przedwczesną emeryturę. „Płacą mi, bym nie wykładał” – powiedział kiedyś do mnie ze smutnym uśmiechem” - relacjonował bp Bronisław Dembowski.

To, co młodym komunistom wydawało się wielką cnotą, jest w rzeczywistości największą wadą wieku studenckiego. To okres, w którym zapał i idealizmmoże łączyć się ze szczątkową wiedzą, ignorancją i poczuciem wyższości. Dwudziestoparolatkowie, którym udało się dostać na studia (obecnie w Polsce nie jest to takie trudne, tym bardziej jest to oburzające), „nie ufają nikomu po czterdziestce”, nawet jeśli byłby ekspertem w swej dziedzinie i poważanym naukowcem. Profesorowie to często głupki, którzy niczego konstruktywnego nie potrafią robić, a program nauczania nudny jak flaki z olejem i nieprzydatny. Ta przypadłość dotyka szczególnie studiujących kierunki "humanistyczne", które niezbyt liczą się na rynku pracy, ale są za to bardzo "głębokie" i dotyczą kształtowania ludzkiej duszy i wielkich zbiorowisk, takich jak socjologia, psychologia, czy politologia.

W ten sposób jednak obecni studenci zastawiają na siebie pułapkę – kiedyś także dożyją czterdziestki i wtedy to oni będą nic nie wartymi wstecznikami. Tak jak w 1968 roku ówcześni dwudziestoparolatkowie krzyczeli „kto nas zdradził? Socjaldemokraci!”, tak obecnie młodzi Niemcy zastanawiają się nad zdradą weteranów „walki” z Partii Zielonych, która swego czasu nie sprzeciwiała się udziałowi niemieckiej armii w wojnie w Afganistanie, zwracając się do Partii Lewica, lub alternatywnych komun. Historia zatacza koło.

A lewicowych mieszkańców Kreuzberg-Friedrichshain zastępują Turcy i piwosze.

Stefan Sękowski

Götz Aly, Unser Kampf '68. Gniewne spojrzenie w przeszłość. Wydawnictwo Fronda, Warszawa 2010.

Kup teraz! Götz Aly, Unser Kampf '68. Gniewne spojrzenie w przeszłość. Wydawnictwo Fronda, Warszawa 2010.

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »