Już w najbliższą sobotę drzwi otwarte dla posłów będzie miało dwanaście ośrodków zapłodnienia pozaustrojowego w Polsce - informuje "Nasz Dziennik". Nic dziwnego - większość posłów ma blade pojęcie o procedurze, podczas gdy to właśnie tego typu ośrodkom najbardziej zależy na odpowiednim kształcie ustawy bioetycznej.
Klinika Rozrodczości i Endokrynologii Ginekologicznej Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku i stowarzyszenie "Nasz Bocian" zaprasza posłów, by im wszystko wytłumaczyć. Podczas "zwiedzania" ośrodków parlamentarzyści będą mogli zobaczyć aparaturę, poznać procedury i porozmawiać z pacjentkami, jeżeli te wyrażą zgodę.
- To nic innego jak lobbing - uważa Bolesław Piecha, przewodniczący sejmowej Komisji Zdrowia i autor projektu ustawy zakazującej tworzenia nowych zarodków poza organizmem kobiety. Poseł – ginekolog podkreśla, że jego nikt jeszcze na taką prezentację nie zaprosił. - Mam wyrobione zdanie na temat in vitro i oglądanie klinik go nie zmieni – podkreśla Piecha.
Podobnego zdania jest poseł Artur Górski, który zaproszenie dostał i wyrzucił do kosza. - Nie wybieram się, szkoda mi czasu. Należę do tych posłów, którzy nie muszą sobie wyrabiać opinii na ten temat, bo już takową mam wyrobioną - mówi. - Moim zdaniem, kliniki dbają tylko i wyłącznie o swoją działalność, ocena moralna pomysłu zapraszania posłów jest wątpliwa - podkreśla Górski.
Według niego, środowiska, które zarabiają na procederze in vitro, w pewnym sensie czują się teraz zagrożone, boją się, że w Sejmie uda się całkowicie zablokować lub poważnie ograniczyć stosowanie sztucznego zapłodnienia, co dla nich będzie dużym ciosem, także finansowym. - Dlatego lobbują. Z zaproszeń skorzystają na pewno zwolennicy in vitro, aby zamanifestować swe poglądy - uważa Górski.
AJ/ND
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

