Znane ze swojej niechęci do Traktatau Lizbońskiego ugrupowanie irlandzkiego milionera od dawna zabiega o poparcie osób znanych z życia publicznego. - Za darmo tego nie zrobiłem. W Polsce zarabiam około 3 tysięcy złotych, to mi nie wystarcza. Muszę przecież utrzymać dom i znośnie żyć - komentuje Wałęsa swój udział w rzymskim kongresie dla TVN 24.
"Dziennik" chciał się dowiedzieć, ile trzeba zapłacić za takie poparcie i sugerował byłemu prezydentowi kwotę 50 tysięcy euro za wystąpienie na kongresie Libertasu. - Tak nisko mnie cenicie? Pan musi rok pracować na to, co ja zarobię za jeden wykład - odpowiedział dumny z siebie Wałęsa.
Były poseł LPR, Wojciech Wierzejski wprost nazywa zaproszenie Wałęsy na kongres "sztuczką Ganleya". "Rzeczposolita" ustaliła, że do tej "sztuczki" założyciel Libertasu przygotowywał się od początku roku. Początkowo Wałęsa miał być sceptycznie nastawiony do pomysłu wystąpienia na kongresie partii Ganleya. Przekonać go miało to, że Ganleya przyjął wcześniej metropolita krakowski kardynał Stanisław Dziwisz.
Komentując całe zamieszanie Wałęsa powiedział, że nie żałuje swojego wyjazdu do Rzymu i zamierza nadal korzystać z tego typu zaproszeń. Dla pieniędzy "nic nie ma nie" - mógłby dodać były prezydent parafrazując samego siebie.
MM/Rz/Dz
Zobacz także:
Po co Wałęsa pojechał na kongres Libertasu?
Ważne lektury:
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »


