Złoty medalista z Londynu w biegach na 5000 i 10 000 metrów zwrócił swoją uwagę amerykańskich służb, gdy poleciał do Portland na świąteczną przerwę.
- Wszystko przez moje somalijskie pochodzenie. Nie mogę uwierzyć - mówi sportowiec.
W USA zatrzymano go nie pierwszy raz z powodu podejrzenia o terroryzm. Nauczony doświadczeniem ostatnim razem wziął nawet ze sobą... olimpijskie medale! Wszystko po to, żeby udowodnić swoją niewinność.
Mo Farah, a właściciwe Mohammed Farah, urodził się w Somalii, ale w wieku ośmiu lat przeniósł się z rodzicami do Europy. Zamieszkał w Londynie. Jego ojciec jest Anglikiem.
Co ciekawe, za swoje zasługi biegacz został nawet uhonorowany Orderem Imperium Brytyjskiego. 29-latek jest nie tylko mistrzem olimpijskim, ale również triumfatorem mistrzostw świata i Europy.
Po traumie z 11 września 2001 r. takie - niekiedy przesadne - środki zaradcze na terenie USA można zrozumieć. Strach pomyśleć, jak Mo Farah zostałby potraktowany w Polsce. W końcu naszym agentom specjalnej troski mógłby nieco bardziej przypominać terrorystę, niż Brunon K. czy Artur Ł. A nie daj Boże, miałby jeszcze w kieszeni stary telefon czy DVD z filmem "Toy Story"!
AM/tvn24.pl
