Metropolita lubelski w rozmowie z Moniką Olejnik przyznaje, że patrzył z szacunkiem na uczestników pielgrzymki do Smoleńska. Powagę ich zestawił ze spotkaniem przed Pałacem Prezydenckim. Sześć miesięcy po katastrofie smoleńskiej odbyło się tam spotkanie modlitewne. Obecny był na nim Jarosław Kaczyński. - Kiedy emocje zaczynają określać nasz styl, kiedy krzyż, wbrew przypomnieniom biskupów, traktowany jest instrumentalnie, jako znak wyrażania niechęci, czy jako środek do załatwienia pomnika, wtedy rodzi się sprzeciw i ten sprzeciw jest konieczny, ażeby na oczach naszego pokolenia nie zmieniła się ta symbolika szacunku dla krzyża, szacunku dla umierania, szacunku dla bliźnich, którzy w godzinie bólu wyczekują naszej solidarności, a nie komentarza i krzyków – mówił abp Józef Życiński. Na pytanie, czy prezes PiS wykorzystuje politycznie katastrofę smoleńską, hierarcha odpowiedział krótko: tak.
Metropolita lubelski pytany przez dziennikarkę o opinię Kaczyńskiego, który uważa, że Bronisław Komorowski jest "wrogiem Kościoła", powiedział, że tego typu sugestie mogą ranić i brzmią niepoważne. - Istnieje coś, co odziedziczyliśmy po minionej epoce, potrzeba jakiejś zastępczej walki, jeśli nie klas, to grup, partii i kiedyś niektórzy żyli sloganami, że istnieje walka klas i to nasila się wyraźnie, a dziś niektórzy wszędzie widzą wrogów i starają się mówić o bliźnim, w którym jest obraz Boga, którego mamy szanować. Mimo, że powtarzamy codziennie miłuj bliźniego swego, to jednak łatwiej przychodzi pogardzać, nienawidzić, krytykować – mówił metropolita lubelski.
Jednakże, pytany o ataki na Lecha Kaczyńskiego, zmienił ton wypowiedzi. - Ja osobiście mam odczucie, że jeśli wchodzimy na piedestał i stajemy się osobą publiczną, to takie czy inne oznaki pogardy, niechęci, agresji wobec każdego, kto na piedestale się znajduje, prędzej czy później nastąpią, ba, to jest jeszcze bardziej bolesne, gdy uderza w żony czy członków rodziny. (...) No ale z tego, że ktoś wobec nas okaże kiedyś agresję, niechęć, pogardę, nie należy wyprowadzać daleko idących wniosków, trzeba machnąć ręką i spokojnie przechodzić do tego, co pozytywne – tłumaczył abp Życiński.
Arcybiskup na stwierdzenie dziennikarki, że w niedzielę "była demonstracja, gdzie niesione były krzyże i pochodnie", odpowiedział: "tak, tak, niestety". Dodał, że - jego zdaniem - "zaangażowanie niektórych osób w kampanię wyborczą" było niedopuszczalne. Według abp. Życińskiego to oraz oczekiwanie, że Kościół rozwiąże spór wokół krzyża spowodowało osłabienie jego prestiżu w Polsce. Jednak, jego zdaniem, jest to chwilowa zmiana, którą nie należy się na razie zbytnio przejmować.
żar/Radiozet.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

