"Wróciłem właśnie z koncertu Madonny. Zauważyłem szantaż moralny- pokazanie na siłę beznadziejnego filmiku o Powstaniu Warszawskim. Będąc na koncercie, nie złamałem prawa. Zapłaciłem za koncert, a nie za lekcje historii. Pokazywanie nam tych tandetnych filmików to tak jak zaciąganie kogoś na siłę za rękę do kościoła. Efekt odwrotny od zamierzonego. Dlaczego jacyś  katolicy ustalają nam przebieg koncertu, który jest imprezą prywatną. My katolikom nie każemy oglądać w kościołach teledysków Madonny, ponieważ szanujemy ich wolność. Filmik został wybuczany, wygwizdany, ani ja, ani inni fani, którzy stali koło mnie nie mieliśmy najmniejszej ochoty na dawkę narodowo-romantyczno-kiczowatą. Przyszliśmy się bawić, a nie płakać" - pisze bloger TOK FM.

 

"Chamstwo, wciskanie nosa w nie swoje sprawy, rodzaj przemocy i szantaż religijny- to metody patriotów na propagowanie wiedzy historycznej. W konsekwencji teraz jeszcze bardziej nie lubimy tych nieszczęsnych rocznic. I znów kolejne podziały, konflikty. Doprawdy, powstańców pomiędzy angielskimi wykleństwami i gołym tyłkiem Madonny mogli wcisnąć tylko polscy katolicy" - tłumaczy bywalec portalu popularnej radiostacji. 

 

Uczestnik koncertu zaznacza jednak, że pamięta  o powstańcach, ponieważ odwiedził w zeszłym roku Muzeum Powstania Warszawskiego. "Byłem także na koncercie na placu Krasińskich. W liceum z II wojny miałem 5. Na maturze z historii rozszerzonej 90%. Nie potrzebuję do niczego tandeciarsko zmontowanych filmików. Nie podnieca mnie to." - puentuje internauta.

 

Ciekawe, dlaczego mainstreamowa prasa, która rozpisywała się o skandalicznym zachowaniu "prawdziwych patriotów" nie wspomniała o gwizdach "młodych, wykształconych z wielkich miast"...

 

AM