Robert Kosilek urodził się w 1955 roku w Chicago. Już w młodości miał duże problemy ze sobą, często sięgał po alkohol. To właśnie w centrum leczenia uzależnień poznał Cheryl, swoją przyszłą żonę. Para wzięła ślub, a Robert zapomniał o swoich problemach. Do czasu...

 

W niedzielę 20 maja 1990 r. policja odnalazła na tylnym siedzeniu samochodu zaparkowanego pod centrum handlowym ciało Cheryl. Auto należało do niej i jej męża. Śledczy ustalili, że kobieta została uduszona sznurem. O tragicznej śmierci poinformowali jej męża, Roberta. Ponura prawda wyszła na jaw kilka dni później. - Mam tylko jednego, 15-letniego syna. Mam żonę, ale nie mogę do niej zadzwonić, bo ją przecież zabiłem. Zadzwońcie najlepiej do psychiatry. Natychmiast! - wybełkotał pijany Kosilek w rozmowie z funkcjonariuszami, którzy zabrali go na komisariat.

 

Gdy aresztowany wytrzeźwiał, został ponownie przesłuchany. Kosilek przyznał, że zamordował swoją żonę. Tego dnia Cheryl wróciła wcześniej z pracy. Gdy weszła do sypialni, zobaczyła swojego męża przebranego w jej ubrania. Zrobiła mu awanturę. Zdenerwowany mężczyzna stracił panowanie nad sobą. Poszedł po sznur i zaczął dusić partnerkę. Gdy przestała oddychać, wpadł w panikę. Wymyślił, że spróbuje ukryć zbrodnię. By oczyścić się z podejrzeń, zawiózł ciało żony na parking w centrum handlowym. 

Sprawa trafiła do sądu. W 1992 roku skazano Roberta Kosilka na dożywocie, bez możliwości ubiegania się o przedterminowe zwolnienie. Został osadzony w zakładzie karnym w Norfolk w amerykańskim stanie Massachusetts. Gdy tylko trafił do więzienia, psychologowie stwierdzili u niego zaburzenia osobowości. Skazany "czuł się kobietą". Pierwszym krokiem była zmiana imienia. Od 1993 roku Kosilek nie jest już Robertem, a Michelle. Kolejne zmiany przychodziły z czasem. Michelle, by nie tylko imieniem przypominać kobietę, zapuścił włosy i zaczął ubierać się w damską odzież. 


Po kilku latach uzyskał zgodę na terapię hormonalną. Przeprowadzenie operacji zalecał wprawdzie jeden z więziennych lekarzy, ale władze Departamentu ds. Więziennictwa nie wzięły tej opinii pod uwagę. Co więcej, zwolniły specjalistę z pracy, a na jego miejsce zatrudniono człowieka, który miał opinię osoby negatywnie nastawionej do takiego leczenia. 

 

4 września 2012 roku sędzia federalny Mark Wolf uznał, że Departament ds. Więziennictwa odmawiając operacji, złamał prawo skazanego do właściwej opieki medycznej. Zapewnia ona doraźne leczenie, zabiegi ratujące życie, leczenie poważnych schorzeń, opiekę stomatologiczną oraz psychologiczną. Konieczność przeprowadzenia operacji była tłumaczona właśnie kiepskim samopoczuciem skazanego. W związku z zaburzeniami tożsamości płciowej, Kosilek ma głęboką depresję i kilkakrotnie próbował popełnić samobójstwo, a nawet samodzielnie się wykastrować.

 

Decyzja sądu wywołała spore kontrowersje. Chodzi głównie o koszty związane z usługą medyczną. W czwartek okazało się, że operacja będzie kosztować 20 tys. dolarów. Kwota ta zostanie opłacona przez państwo, czyli z kieszeni podatników. Ale to nie wszystko. Ci sami podatnicy muszą również pokryć koszty związane z procesem, a te sięgają pół miliona dolarów. Swojego rozgoryczenia nie kryją również bliscy zamordowanej Cheryl. 

 

AM/NaSygnale.pl