Dziś pierwszy dzień zapowiadanych demonstracji trzech central związkowych. Wczoraj można było usłyszeć warszawiaków umawiających się na wcześniejsze wyjście z domu do pracy lub planujących spacer po centrum zamiast korzystania z komunikacji publicznej.
Tymczasem w Warszawie, jak na razie, panuje spokój. Pod Sejmem powstaje miasteczko namiotowe, które ma być otwarte o godzinie 14 atmosfera jest piknikowa, gra muzyka chodnikowa. Można tam spotkać 20-30 osób z OPZZ i Solidarności. Sporo jest za to niebieskich flag pierwszej z tych central związkowych. Policja obstawia ulice w okolicy Wiejskiej
Największe jak dotychczas zgromadzenie uformowało się na Placu trzech Krzyży pomiędzy Ministerstwem Gospodarki a kościołem św. Aleksandra. Tam trwają przemówienia, sporadycznie eksplodują petardy. Padają słowa o niewolnictwie dzisiejszego pracownika, o „rządzie kradzieży narodowej”, o „platformie oburzonych”. Czuć, że za jeszcze spokojną manifestacją kryje się wzburzenie społeczne. Na transparentach można przeczytać hasła takie jak: „Tak godnej pracy. Nie wyzyskowi" czy „Donek z Bronkiem to jest zgraja i z Narodu robią jaja, a Palikot im wtóruje i też Naród deprawuje".Manifestacje pod ministerstwami mają zakończyć się przekazaniem petycji na ręce urzędników. Z informacji innych mediów wynika, że na razie zablokowana jest ulica Miodowa przy ministerstwie zdrowia.
Dziś w Warszawie ma być „zaledwie” 40 tys. protestujących, apogeum protestów czeka nas prawdopodobnie dopiero w sobotę, kiedy do stolicy ma przyjechać nawet 200 tys. związkowców niezadowolonych z poczynań rządu Donalda Tuska.
Tekst: ToR
Fot: sm
