- Jeżeli dodatkowo ukraińskie rurociągi stałyby się własnością Gazpromu, wówczas wasalny charakter stosunków między Ukrainą a Rosją zostałby przypieczętowany – mówi w wywiadzie udzielonym „Rzeczpospolitej” pisarz, publicysta i historyk, w latach PRL współpracownik paryskiej "Kultury", a obecnie redaktor naczelny rosyjskojęzycznego magazynu polityczno-kulturalnego promującego polski punkt widzenia i Polskę.

Zdaniem Pomianowskiego wasalizacja Ukrainy oznaczać będzie pogłębienie podziałów istniejących w społeczeństwie, „którego znaczna cześć wbrew naszym historycznym przesądom i wyobrażeniom zdążyła nabrać świadomości narodowej”. Nie tylko, jak podkreśla Pomianowski, mieszkańcy zachodniej Ukrainy, ale też centralnej części kraju, a nawet wschodniej.

- Jeżeli Janukowycz dalej będzie szedł tą drogą, to Ukraińcy utrącą go jeszcze przed upływem kadencji - twierdzi znawca Rosji i Wschodu. Odniósł się w ten sposób m.in. do wystąpienia prezydenta Wiktora Janukowycza w Radzie Europy który powiedział, że Wielki Głód na Ukrainie w czasach stalinowskich nie był ludobójstwem. Zdaniem Pomianowskiego całe to przemówienie nie było skierowane „do zachodnich Europejczyków, tylko właśnie do Rosjan”.

Na pytanie Piotra Zychowicza przeprowadzającego wywiad o ewentualną nową "pomarańczową rewolucję" Pomianowski odparł sugestywnie, że „w ukraińskich żyłach płynie kozacka krew”. Zdaniem laureata nagrody im. Jerzego Giedroycia „o tym, że z Kozakami trzeba się liczyć, przekonała się Pierwsza Rzeczpospolita.”

- To, że tego nie zrobiono, było największym błędem historycznym Polski. Właśnie dlatego Polska upadła – twierdzi pisarz ustosunkowując się niezrealizowanego projektu Rzeczpospolitej Trojga Narodów - Gdy Potiomkin, kochanek, a w istocie mąż, bo zawarli potajemnie małżeństwo, carycy Katarzyny II, zdobył dla niej Ukrainę, los Polski był przypieczętowany. To nas zgubiło.

Jerzy Pomianowski twierdzi, że również po stronie polskiej leży wina w porażce liderów "pomarańczowej rewolucji". - Te 3 procent, o które wyborców Janukowycza było więcej niż wyborców prozachodniej pani Tymoszenko, to byli ludzie, którzy dowiedzieli się o kampanii szczucia przeciwko ukraińskim narodowcom - kontynuuje. Jego zdaniem „w efekcie wielu Ukraińców straciło wiarę w Polskę jako sojusznika”.

- Godne pożałowania jest (...) to, że kampania ta podcinała nogi prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu i jego proukraińskiej polityce. A właśnie to jego zwolennicy w prasie i telewizji byli prowodyrami tej akcji godzącej w najważniejszy polski interes narodowy - stwierdził wieloletni współpracownik Jerzego Giedroycia.

Na pytanie Piotra Zychowicza, czy mamy poświęcić ofiary UPA na ołtarzu pojednania z Ukrainą, Pomianowski odpowiedział, że zabrakło w debatach i sporach na ten temat głosu Kościoła.

- A co z ofiarami Niemców? - pytał dalej retorycznie - Przecież ich były miliony! Ukraińcy na Polskę nie napadali. Przeprowadzili na Polakach czystkę etniczną, krwawa i ohydną, ale skala tego w stosunku do zbrodni niemieckich była niewielka. Mimo to dziś kampania antyukraińska w Polsce jest znacznie silniejsza niż kampania antyniemiecka. To jest właśnie szkodzenie Polsce.

Co z argumentem, że Niemcy różnią się od Ukrainy, bo w Niemczech nie ma kultu nazistów, a na Ukrainie prezydent Juszczenko nadał tytuł bohatera Stefanowi Banderze? Zdaniem Pomianowskiego, w Niemczech wbrew pozorom prężne są siły tęskniące do Adolfa Hitlera.

Co jest najważniejszym polskim interesem narodowym? - Jest nim niepodległa Ukraina. To warunek niezbędny i wystarczający dla naszego bezpieczeństwa - przekonuje Pomianowski. I przypomina, że niecałe 20 lat po traktacie ryskim i utracie przez Ukrainę szans na niepodległość przestała istnieć także Polska.

kk/ Rzeczpospolita

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »