Skandal w PO, zdaniem „GW” miało wywołać jasne przypomnienie, że homoseksualizm jest grzechem, i powołanie się na Facebooku na stosowne fragmenty z Pisma Świętego. Oburzyło to posłankę Iwonę Śledzińską-Katarasińską. - Poseł Godson może czytać Biblię rano i wieczorem, może uważać, że homoseksualizm jest grzechem, ale nie ma prawa decydować o wszystkich - mówiła posłanka. I choć trudno zrozumieć, co miała na myśli polityk, bo oczywiście uznanie lub nie autorytetu Pisma Świętego jest wolnym wyborem każdego, to trudno nie uznać, że chrześcijanin wielkiego manewru nie ma. Musi uznać, że akt homoseksualny nie tylko jest grzechem, ale nawet „obrzydliwością w oczach Pana”. Tu wyboru nie ma. Trzeba wybierać albo się jest chrześcijaninem, albo nie.

 

Oburzony jest także Tomasz Kacprzak, szef rady miejskiej, który podczas czytania wpisów Facebookowych posła Godsona miał powtarzać. - O Jezu! Szok! - mówił do siebie, czytając. I już oficjalnie: - Jestem zdziwiony, bo uważałem go za osobę otwartą, a tu wychodzi konserwatyzm i zaścianek. Przykro mi to czytać. Myślę, że poseł Godson powinien skupić się na innych sprawach, a nie na wartościowaniu ludzi – mówił. I znowu, chyba nie zauważył, że wypowiedzi te były cytatami. Z Pisma Świętego. I że nie wartościowały one ludzi, ale oceniały zachowania i jasno wskazywały, co jest, a co nie jest grzechem.

 

Z wypowiedzi tych jednak jasno wynika, że Platforma Obywatelska odcina się już niemal całkowicie od Pisma Świętego i chrześcijaństwa. Ma do tego oczywiście prawo, tylko niech nie opowiada już, że jest chadecka, i że jest w niej miejsca dla ludzi o różnych wrażliwościach. Bo z tych wypowiedzi wynika, że mogą to być różne właściwości, pod warunkiem, że odrzucają one chrześcijaństwo, a Pisma Święte jest dla nich mniej warte niż pochwały „Gazety Wyborczej”.

 

TPT/Wyborcza.pl