Zapłodnione zarodki, które nie zostały wszczepione kobiecie, byłyby mrożone. Biologiczni rodzice musieliby podpisać deklarację, że wykorzystają je w ciągu najdłużej 5 lat. Po tym czasie zarodki trafiałyby do tzw. banku zygot i mogłyby być adoptowane przez inne pary. W ustawie znalazłby się też zapis zakazujący niszczenia zarodków.

Przepis znalazł już swoich zwolenników, ale przeciwników też nie brakuje. - Dzięki takim zapisom byłaby szansa na kompromis - argumentują autorzy zapisu. Pierwszy projekt ustawy bioetycznej zezwalał na adopcję zarodków w wyjątkowych okolicznościach. Adoptowane miały być zarodki, które są już dziś zamrożone w klinikach in vitro i te, które np. ze względu na pogorszenie się stanu zdrowia kobiety nie mogły zostać implantowane. Lekarze jednak nie mogliby celowo mrozić zapasowych zarodków, a właśnie tego chcą liberałowie.

Gowin się nie zgadza. Uważa, że adopcja zarodków to instrumentalne traktowanie istoty ludzkiej. - Nie możemy do tego dopuścić, tym bardziej że podczas rozmrażania zarodki często giną - twierdzi.

- Czym innym jest poszukiwanie rozwiązań dla zamrożonych już zarodków, a czym innym tworzenie zarodków po to, żeby je zamrażać – komentuje ks. prof. Franciszek Longchamps de Berier.

Zwolennicy projektu zwracają uwagę, że jest to rozwiązanie dużo tańsze niż pełna kuracja in vitro, na czym szczególnie zyskały by pary, które z powodów zdrowotnych nie mogą wykorzystać własnych komórek. Rozwiązałoby ono też problem niszczenia istniejących zarodków. Adopcja takiego zarodka będzie oznaczać przyznanie mu ochrony prawnej, takiej jaką mają dzieci poczęte.

Ale żeby taka adopcja była w ogóle możliwa, trzeba zmienić jeszcze prawo rodzinne.

AJ/Polska

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »