Jak wyglądają „antyfaszystowskie” kontrdemonstracje, wiadomo nie od dziś. Powołujący się na prawo do swobody wypowiedzi przedstawiciele ekstremistycznych lewicowych ideologii łamią prawo i blokują legalne przemarsze narodowców. Ma to miejsce częstokroć w Niemczech, Francji, z rzadka miewa także w Polsce. Niestety, z powodu niezrozumiałego działania Młodzieży Wszechpolskiej, wielu będzie mogło powiedzieć, że w Warszawie trafi swój na swego.

Choć najsłynniejsza polska organizacja młodych narodowców jest od dawna na cenzurowanym zarówno w mediach Salonu, jak i skrajnej lewicy, to jednak nikt, kto nie jest zaczadzony ich ignoranckim spojrzeniem na działalność Młodzieży Wszechpolskiej, nie nazwie jej grupą neofaszystowską. O wiele trudniej jest jednak bronić ugrupowania, które już w swej nazwie odwołuje się do spuścizny przedwojennego Obozu Narodowo-Radykalnego.

Czym jest ONR w XXI wieku? To grupa, którą, gdyby nie głoszone przez nią poglądy, można by określić jako rekonstrukcyjna. Podczas swych pochodów używa przedwojennych emblematów oraz krzyży celtyckich w formie jednoznacznie kojarzącej się z subkulturą skinheadów. Działacze brygad ONR maszerują w zwartych, choć niezbyt licznych szeregach, ubrani w piaskowe koszule, dzierżąc w dłoniach szturmówki z nasadzonymi na nich zielonymi flagami z symbolem falangi. I, choć na swojej stronie internetowej odcinają się od faszyzmu i hitleryzmu słowami swojego przedwojennego ideologa, Jana Mosdorfa, to jednak niektóre stwierdzenia mogą budzić spore obawy. Bo jak rozumieć mam zapewnienie, iż „nasze działania są radykalne i każdy decydujący się na członkostwo musi być przygotowany na konsekwencje z tym związane”?

Z tego powodu, a także dlatego, iż wiem, czym był przedwojenny ONR, nie przekonują mnie słowa Artura Zawiszy, który stwierdza, iż „każdy ma czas na dojrzewanie i uważam, że lepiej ich przygarniać, niż odpychać”. Okres dojrzewania nie chroni człowieka przed popełnianiem częstokroć brzemiennych w tragiczne skutki błędów. I jeśli ktoś nie potrafi odciąć się od niedopuszczalnych poglądów i działań przedwojennego ONR, a wręcz odwołuje się do nich swą nazwą, to jako potencjalny partner jest dla mnie zdyskwalifikowany. Gdyby chcieli oni czerpać jedynie z części spuścizny narodowych radykałów, nazwaliby się, dajmy na to, Wspólnotą Polsko-Konsekwentną.

Oczywiście lewackim ekstremistom jest wszystko jedno, czy protestują przeciwko Młodzieży Wszechpolskiej z, czy bez Obozu Narodowo-Radykalnego. Świadczy o tym fakt, iż na materiałach propagandowych nie umieszczają oni nazw organizacji owych „faszystów”, przeciwko którym manifestują. Jednak występując wspólnie z ONR Wszechpolacy wybijają z ręki jeden z istotnych argumentów swoich obrońców – mianowicie ten, że Marsz nie jest organizowany przez działaczy skrajnych organizacji. Cierpi na tym słuszna idea Marszu Niepodległości.

Stefan Sękowski

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »