Księże Dariuszu, po co dziś wizyta duszpasterska, co ona daje, czy ma sens?

Rozumiem, ze chodzi o tzw. kolędę. Nie mam tu zbyt wielkiego doświadczenia. Ale z tego, jakie mam, mogę powiedzieć,  że to rzeczywiście dobra okazja do poznania parafii. Chodząc po domach można odkryć wiele sytuacji, np. ukrytej biedy, co pozwala potem skierować pomoc charytatywną. Mnie zdarzyło się, że samotna osoba poprosiła mnie o spowiedź po 40 latach. Podczas kolędy zadawałem pytanie, co państwo by ulepszyli, zmienili w parafii. Niektórzy mieli coś ciekawego do powiedzenia. Ponadto można wiernym podczas kolędy przekazać jakieś informacje, zaproszenia itp. które zwyczajną drogą słabo docierają. I last but not least kolęda wiże się ze zbieraniem pięniedzy na jakiś cel. Przy różnych budowach, renowacjach, których nie brakuje, to źrodło pozyskiwania funduszy. O wiekszych sumach mozna jednak mówic jedynie w przypadku większych, majętnych parafii.

Ale mówi się, że kolęda nic nie znaczy - jest krótka i powierzchowna...

Nie przeczę, że bywają kolędy powierzchowne, które nic nie wnoszą. Ale są też inne. Co do krótkości, to już bym dyskutował. Bo to jest tak, że jednego wieczoru nie można u wszystkich być długo, ale zdarza się jakieś jedno mieszkanie, w którym zatrzymujemy się na dłuzej, i coć z tego wynika. Bardzo trudno uogólnić kolędę robioną w całej Polsce. To są bardzo różne sytuacje.

Rozumiem że pomysły rezygnacji z tego zwyczaju uznałby Ksiądz za niemądre - pojawiające się u osób słabo identyfikujących się z Kościołem?

Całkowita rezygnacja z kolędy byłaby oczywiście niemądra. Takie wylewanie dziecka z kąpielą. Kolęde można oczywiście reformować, zmieniać, Ale i tak sprawą kluczową dla kolędy jest gorliwość kapłana. Ale tego, gorliwości, nie da się zadekretować.

Rozmawiał Tomasz Rowiński