Platforma Obywatelska złożyła w Sejmie projekt ustawy, w myśl której 8 maja stałby się Narodowym Dniem Zwycięstwa. Zarazem miałoby zostać zniesione Narodowe Święto Zwycięstwa i Wolności, które zostało ustanowione w przeszłości na 9 maja.


Tego dnia w czasach faktycznej okupacji rosyjskiej czczono zwycięstwo nad III Rzeszą, składając kwiaty, paląc znicze, organizując w szkołach apele i podkreślając sojusz Polski z Moskwą.

Platforma Obywatelska, oczywiście, chce po prostu naśladować Zachód. Tam święto zakończenia II wojny światowej obchodzone jest bowiem właśnie 8 maja. Szkoda jednak, że Platforma nie potrafi pomyśleć o polskiej specyfice. Bo inaczej niż na przykład dla Francji, dla nas zakończenie wojny nie było wyzwoleniem, ale zmianą okupanta. Na mniej krwawego - to fakt, nie mniej jednak nadal okupanta.

Po co więc obecny rząd chce w ogóle utrzymać to święto, w tej czy innej postaci? Rzecz jest niezrozumiała - zwłaszcza, nazywając go "Narodowym Dniem Zwycięstwa". To przecież kompletne pomylenie pojęć.

kad