Planned Parenthood Federation of America pokazało na Facebooku, jak bardzo boli tą organizację rosnąca siła kandydatów pro-life do Senatu i Kongresu USA. Całą swoją frustrację przelali na ruch Tea Party. – Łatwo jest się śmiać z kilku oświadczeń kandydatki do Senatu Christine O’Donnell (która wygrała prawybory z republikańskim kandydatem i jest głęboko wierzącą katoliczką - przyp. red.) i innych ekstremistów antyaborcyjnych. Czy jednak wiesz, że już po zwycięstwie O'Donnell w Delaware zebrała ona milion dolarów w sieci? – oburzają się zwolennicy zabijania dzieci na Facebooku.
Amerykańcy komentatorzy podkreślają, że ruch Tea Party ma coraz większy wpływ na dyskusję w USA na temat zabijania dzieci nienarodzonych. W znaczących stanach kandydaci Tea Party pokonali już zwolenników aborcji. Oprócz sukcesu O’Donnell, w Nowym Jorku wspierany przez republikański mainstream Rick Lazio przegrał ze wspieranym przez Tea Party Carlem Paladino. Wcześniej senator Lisa Murkowski przegrała prawybory na Alasce z politycznym nowicjuszem Joe Millerem. Kandydatowi Tea Party uległ także długoletni senator z Utah, Robert F. Bennett. Z pewnością na ten stan rzeczy ma wpływ poparcie dla ruchu Sary Palin, która nie zabiła swojego dziecka, gdy stwierdzono u niego zespół Downa.
Planned Parenthood narzeka, że coraz więcej Amerykanów popiera ruch, który reklamował się, że będzie walczył z aborcjonistami, będzie ich powstrzymywał i w końcu ich pokona. – Kandydaci przeciwko prawu do aborcji są wszędzie. Zbierają pieniądze i poparcie - przyznali propagatorzy zabijania dzieci nienarodzonych w jednym z oświadczeń. Timothy P. Carney, publicysta "Washington Examiner", napisał, że wszyscy pokonani przez Tea Party w prawyborach kandydaci Partii Republikańskiej byli „pro-choice”.
Ł.A/LifeSiteNews
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

