W styczniu 2011 roku dwoje dziennikarzy LiveAction.org poszło do ośrodka Planned Parenthood w New Jersey w USA. Udawali alfonsa i prostytutkę i próbowali dowiedzieć się, czy ich „podopieczne” - 14-15-letnie prostytutki z Azji i krajów latynoskich – mogą skorzystać z usług organizacji.
Zarządzająca kliniką Amy Woodruff chętnie udzielała informacji na temat środków antykoncepcyjnych. Nakazała swoim przyszłym „pacjentkom” kłamać na temat wieku ich partnerów seksualnych. Dziennikarze zadawali także bardziej radykalne pytania – o aborcję.
Okazało się, że i z nią nie ma problemu. Na pytanie, kiedy będą mogły wrócić do pracy jako prostytutki, „bo przecież, wie pani, one muszą dalej zarabiać pieniądze”, Woodruff odpowiedziała, że po dwóch tygodniach.
Gdy sprawa wyszła na jaw, zainteresował się nią prokurator. Kobieta została zwolniona z pracy, ale problem Planned Parenthood, które ma na sumieniu wiele ludzkich istnień, pozostał. Ci aborcjoniści dostają od amerykańskich podatników 360 mln dolarów rocznie.
sks
[video:http://www.youtube.com/watch?v=L9Zj9yx2j0Y'/>
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

