Prezes Stowarzyszenia nie ma wątpliwości, że cała sprawa jest polityczną rozgrywką. Doniesienie do prokuratury złożył poseł Platformy Obywatelskiej Tomasz Kulesza. Nie podobał mu się plakat z napisami "Marszałek Komorowski popiera kompromis aborcyjny" i "Kompromis aborcyjny zabija chore dzieci" oraz zestawienie ówczesnego marszałka Sejmu ze zdjęciem zabitego dziecka.
Śledczy uznali, że cała sprawa nie ma znamion przestępstwa i odmówili wszczęcia śledztwa. Wydali zgodę na odebranie przez Kotulę samochodu i przyczepy, ale bez billboardu. Prolifer złożył w związku z tym zażalenie do Sądu Okręgowego w Rzeszowie. Właśnie z powodu zażalenia policja odmawia wydania pojazdu i przyczepy Jackowi Kotuli.
Jak tłumaczy prokurator Łukasz Harpula, zastępca prokuratora rejonowego dla miasta Rzeszowa, laweta wraz z billboardem zostaną zwrócone właścicielowi w chwili, gdy będą zbędne dla potrzeb postępowania. - Czynność zatrzymania została zatwierdzona przez prokuratora. Osoba, u której zatrzymano lawetę wraz z billboardem, złożyła na to zażalenie. Sprawa została przesłana do sądu wraz z zażaleniem na decyzję prokuratora i z tego, co się orientuję, do dzisiaj nie zostało to jeszcze rozstrzygnięte – powiedział.
W ocenie Jacka Kotuli, utrudnianie działań społecznych, jakie są przedmiotem działalności stowarzyszenia, jest kolejnym pogwałceniem konstytucji i karygodnym przykładem łamania wolności słowa.
żar/Naszdziennik.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

