- Sejm zgodnie z konstytucją sprawuje kontrolę nad rządem. Chcemy wiedzieć, podobnie jak opinia publiczna, w jakim trybie organy państwa podejmowały decyzje, czy stosowały przepisy adekwatne do sytuacji - mówi Elżbieta Jakubiak. Według polityków z PJN Sejm powinien zbadać wszystko, co działo się przed katastrofą, w jej czasie i po niej.

Z kolei Joanna Kluzik-Rostkowska, przewodnicząca PJN, zaznaczyła, że przez ostatnich osiem miesięcy na większość znaków zapytania w sprawie wydarzeń z 10 kwietnia nie znaleźliśmy odpowiedzi. Posłanka dodała, że komisja nadzwyczajna jest jedynym forum, które może zagwarantować właściwe wyjaśnienie tej sprawy. - Nadzwyczajna komisja ma odpowiednie instrumenty, by domagać się od instytucji państwa odpowiedzi na jej wnioski - mówi przewodnicząca PJN.

Inicjatywa spotkała się z krytyką nie tylko ze strony koalicji i SLD, ale także PiS. Politycy partii Jarosława Kaczyńskiego są podzieleni w ocenie propozycji powołania nadzwyczajnej komisji - część z nich nie chce współpracować z "rozłamowcami", z kolei inni gotowi są poprzeć inicjatywę.

Także posłowowie PO, PSL i SLD są przeciwni powołaniu nadzwyczajnej komisji. Eugeniusz Kłopotek, poseł PSL, uważa, że inicjatywa PJN to próba walki z PiS o pamięć po Lechu Kaczyńskim. - To droga donikąd. W klubie ten pomysł oceniamy negatywnie - mówi Kłopotek. - PJN okazuje się być tak jak PiS partią smoleńską. Zajmują się tym samym, co Jarosław Kaczyński i obrazuje to słabość polityczną partii Joanny Kluzik-Rostkowskiej - dodaje Antoni Mężydło, poseł Platformy.

eMBe/PolskaTheTimes

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »