Zdradzanie bulwarówkom szczegółów szykowanego niby na jesień „przewrotu pałacowego” to kontynuacja dość absurdalnej taktyki, która jest samobójcza, a którą swego czasu stosowali spin doktorzy PiS. Sławetny duet Bielan – Kamiński zamiast siedzieć cicho i swoimi sukcesami chwalić się dopiero w pamiętnikach na emeryturze, albo kiedy po dwudziestu latach najmuje ich jakaś inna partia, rozprawiali o wszystkim w mediach. Zamiast - zgodnie z regułami sztuki - roli ekspertów, którzy „spinują” w cieniu, wybrali rolę aktywnych politycznych graczy, którzy w dodatku w świetle kamer chwalą się tym, co robią.

Puszczanie przecieków do mediów jest samobójcze dla każdej strategii w której ważny jest element zaskoczenia i nowości. To niestety weszło w krew wielu politykom PiS. Pamiętam, jak średnio co pół roku pojawiały się takie informacje o nowej ofensywie medialnej, o nowych twarzach wysyłanych do mediów, żeby zastąpić „zgranych”, nielubianych przez salon polityków. Miały też powstawać gabinety cieni, zespoły cichej pracy, etc. Kończyło się podobnie - dużo mówienia, mało konkretów.

 

Ostatnią rzeczą, którą należy robić, jeśli się szykuje jakąś sekretną akcję polityczną jest opowiadanie o tym tabloidom. Wydaje mi się jednak, że dyskusja nad domniemanym przewrotem jest o tyle bezsensowna, że chyba sam pan Brudziński nie za bardzo wierzy w to, co mówi. A jeżeli rzeczywiście myśli o czymś takim, jak próba obalenia Tuska w sojuszu z Grzegorzem Schetyną, to jest to myślenie samobójcze. Jeśli ktoś uważa, że recepta na naprawę Polski to zastąpienie układu trójmiejskiego układem dolnośląskim, to się grubo myli.

 

not. Marta Brzezińska