Sprawy kompetencji archeologów od dawna podlegają rozmaitym dyskusjom i coraz bardziej zaostrzanemu rygorowi. O tym, że coraz mniej archeologom wolno, przekonali się Dominique Goerlitz i Stefan Erdmann współpracujący z uniwersytetem w Dreźnie. Tenże uniwersytet obecnie w obliczu niżej opisywanego skandalu zerwał z nimi współpracę. Nie chce się też do nich przyznawać niemieckie laboratorium, w którym analizowano nielegalnie zdobyte przedmioty.
Wielka Piramida Cheopsa w Gizie jest największą ze starożytnych piramid w Egipcie. Jest jedynym z zachowanych siedmiu cudów starożytnego świata. Wbrew pozorom nie jest ona obiektem jednorodnym, to co w niej zostało uzupełniane było jeszcze w czasach starożytnych, a co w XIX wieku i później, jest obiektem dyskusji. Aby niektóre rzeczy ostatecznie ustalić, potrzeba badań, dotyczy to też innych mniejszych obiektów w jej okolicy. Kto je jednak ma zarządzić i w czyim interesie jest podważanie dotychczasowych ustaleń, a w czyim ich zachowywanie i zakopywanie pod dywan wszelkich wątpliwości?
Sprawa wyszła na jaw na początku tego tygodnia, kiedy „nielegalni” z punktu widzenia egipskich urzędników archeolodzy pochwalili się na YouTube swoją utajnioną wycieczką do wnętrza piramidy. Według komunikatu prasowego Egipskiego Ministerstwa do spraw Starożytności (MSA) na filmie widać jak odłamali i ukradli spore próbki z jednego z pomieszczeń grobowych wewnątrz Wielkiej Piramidy. Pobrali materiał bez zgody nadzorujących piramidę i przemycili go do Niemiec bez zgody władz Egiptu, naruszając w ten sposób prawo międzynarodowe m.inn dotyczące Światowego Dziedzictwa UNESCO. Minister ds. Starożytności Mohamed Ibrahim nazwał wydarzenie "głupią sztuczką" i ostrzegł innych archeologów, że Wielka Piramida "to nie kamieniołom", z którego badacze amatorzy mogą tak sobie po prostu odłamywać po fragmencie. Tych którzy im w tym pomagali nazwano „zdrajcami”.Sprawę przekazano do prokuratory, a samych badaczy zgłoszono do Interpolu, umieszczono ich na liście osób szczególnie obserwowanych na lotniskach. Niemiecka ambasada w Kairze odpowiedziała komunikatem potępiającym to, zrobili co niemieccy naukowcy. Ogłoszono, że nie byli związani z niemiecką ambasadą w Kairze, ani z żadną z niemieckich misji archeologicznych w Egipcie.
Autentyczność tego fragmentu, którego fragmenty pobrali, niekiedy budziła wątpliwości. Dyskusyjna jest też forma pisowni imienia faraona umieszczona na kartuszu, z którego pobrano próbki. Odłamanie fragmentów, według naukowców, miało na celu ujawnić tajemnice budowy piramidy. Materiał z wyprawy jest teraz w rękach znanego instytutu analiz laboratoryjnych w Niemczech.
Choć okoliczności pobrania próbki zostały negatywnie ocenione moralnie, niemniej sprawy fałszowania wielu niektórych obiektów archeologicznych, dla wzmocnienia ich turystycznej atrakcyjności, niestety wychodzi do opinii publicznej dosyć często. Ciekawe jakie będą wyniki badań, jeżeli rzeczywiście ktoś się tego podejmie. Podważenie opinii uznanych egiptologów byłoby odważnym czynem i podważeniem środowiskowego dogmatu.
MP/weekly.ahram.org.eg
