Portal Fronda.pl: Jaki wymiar miały wczorajsze, wyjątkowe chyba, obchody rocznicy tragedii smoleńskiej?

Piotr Semka: Sprawa ta ma trzy plany. Pierwszy plan to wreszcie możliwość godnego uczczenia tej rocznicy na szczeblu państwowym. To było widać już przy pierwszej miesięcznicy, kiedy została przywrócona warta honorowa w hołdzie Zwierzchnikowi Sił Zbrojnych, jakim był Lech Kaczyński, a także w hołdzie generałom. Powrotem do jakiejś elementarnej normalności są też tablice w Ministerstwie Obrony Narodowej czy przed Urzędem Wojewódzkim. Lech Kaczyński, były prezydent Warszawy i prezydent Polski, był też rodzonym Warszawiakiem, miał w swojej rodzinie tradycję Powstania Warszawskiego.

Drugim planem jest plan polityczny. Tu Jarosław Kaczyński przeciwstawiany jest prezydentowi Andrzejowi Dudzie. Rzeczywiście, były w ich przemówieniach pewne różnice. Prezydent wypowiadał się bardziej koncyliacyjnie, a Kaczyński mówił więcej o odpowiedzialności polityków. W komentarzach nie bierze się jednak pod uwagę, że w Polsce wybaczanie takich spraw miewa bardzo złe konsekwencje, tworząc wrażenie bezkarności, która może doprowadzić do bardzo dużego kryzysu politycznego. Co do odpowiedzialności, to przecież gdy nawet najbardziej spokojnie spojrzeć na tę sprawę, widać, że rozdzielenie obu wizyt miało swoje konsekwencje. Wizyta Donalda Tuska, która odbywała się razem z prezydentem Rosji Władimirem Putinem, miała wsparcie najlepszych fachowców. Tymczasem samolot prezydencki naprowadzali ludzie z nieporównywalnie mniejszym doświadczeniem, bo do tej wizyty przywiązano mniejszą wagę.

Wreszcie trzeci plan to masowość tych demonstracji. Moim zdaniem było w Warszawie między 70 a 100 tysięcy osób. To bez wątpienia była największa ze wszystkich demonstracji. Trudno nie widzieć w tym także gestu poparcia dla PiS, co jest rządowi bardzo potrzebne, wobec tak wielu ataków ze strony opozycji i państw zachodnich.

O czym świadczą różnice w retoryce prezydenta i prezesa PiS? Media liberalne chciałby dostrzec tu echo sporów w obozie rządzącym.

Inne rozłożenie akcentów zawsze coś mówi. Odmienne są zarazem role tych dwóch osób. Urząd prezydenta zakłada podkreślanie tego, co łączy. Prezes partii politycznej musi z kolei siłą rzeczy bardziej odnosić się do bieżącego sporu politycznego. Mogę zadać tylko pytanie, czy Jarosław Kaczyński powinien był używać takiego języka w stosunku do PO, jeżeli chce kompromisu w sprawie Trybunału Konstytucyjnego.

Prezes Kaczyński mówił wprost o karze…

W ten sposób nawiązał do toczących się obecnie postępowań, na przykład wobec Tomasza Arabskiego. Powtarzam: język wypowiedzi Kaczyńskiego był bardzo ostry i jeżeli prezesowi PiS naprawdę zależy na kompromisie w sprawie TK, to powinien był go nieco stonować.

Kaczyński zapowiedział też konieczność budowy pomnika na Krakowskim Przedmieściu.

Budowa pomnika to kwestia oczywista. Towarzyszy jej jednak bardzo wyraźne przeciwdziałanie ze strony prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz. Moim zdaniem jej upór jest nieuzasadniony.