"Czy misją Kościoła jest deptanie godności człowieka?" - pyta dramatycznie Piotr Pacewicz w swoim komentarzu do sprawy Tysiąc vs. "Gość Niedzielny" w "Gazecie Wyborczej". Oczywiście pytanie jest retoryczne, ale skąd tak mocne słowa? Bo Kościół – pisze Pacewicz - "potępia in vitro, antykoncepcję, nie widzi dramatu kobiet decydujących się na aborcję. Wszystko przesłania los zarodków - życie nienarodzone. Jakby nie było innych tematów społecznych, etycznych, duchowych" - poucza dziennikarz.
Żeby tego było mało "Episkopat przemówił językiem oblężonej twierdzy jak z Naszego Dziennika", stając murem za księdzem Markiem Gancarczykiem, po skandalicznym orzeczeniu katowickiego sądu okręgowego. Sądu, który zdaniem publicysty "Wyborczej" uznał, że "wolność słowa powinna w tym przypadku ustąpić przed ochroną godności kobiety, matki i jej dziewięcioletniej córki".
Trudno powiedzieć, skąd nagła troska Pacewicza o małą Julię Tysiąc? Gdzie był 9 lat temu, gdy dzięki przytomności lekarzy z warszawskiej kliniki ginekologicznej, cudem uszła z życiem? I dlaczego tak łatwo przełknął fakt – co sam przyznaje – naruszenia przez sędzinę Ewę Solecką zasady wolności słowa? Uwaga na Pacewicza, pochyli się z troską nad każdym, jeśli mu się to opłaca. I poprze kneblowanie ust każdego, z kim się nie zgadza.
Eliza Hartman
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »
