W kwietniu 2008 Trybunał Konstytucyjny Chile uznał, iż dystrybucja pigułki dzień-po w ramach państwowej polityki zdrowotnej jest niezgodna z konstytucją państwa, narusza bowiem prawo do życia. W związku z tym administracja pani prezydent Michelle Bachelet zdecydowała się na Plan B: pigułki mają rozdawać samorządy. Główny Urząd Kontroli, patrzący na palce administracji państwowej uznał, iż także to jest niezgodne z prawem. Podobnie też, rozdawać tabletek nie mogą instytucje prywatne. Tabletkę można nabyć jedynie w prywatnych aptekach, przepisaną przez lekarza. Decyzja zapadła w związku z zapytaniem w tej sprawie, jakie do Urzędu wystosowało w październiku 2008 Centrum na rzecz Rodziny przy Papieskim Katolickim Uniwersytecie Chile.

Jednocześnie nie jest wykluczone, że politycy rychło zmienią prawo. Sprawa stała się bowiem tematem kampanii prezydenckiej (wybory odbędą się 13 grudnia 2009). - Ta decyzja jest absurdalna – powiedział kandydat w prawyborach na kandydata koalicji centroprawicowej, 59-letni Sebastián Piñera, gazecie "Santiago Times". - Do tej pory nie wykazano, że tabletka dzień-po prowadzi do aborcji – dodał. Podobnego zdania jest były prezydent Chile, kandydat centrolewicy, a zarazem chadek, 67-letni Eduardo Frei. Jego zdaniem o dostępie do tabletki nie powinien decydować status materialny kobiet ubiegających się o nią. - To bezwzględne także wobec kobiet, które zostały zgwałcone i nie mają dostępu do tabletki – dodaje.

Wypowiedź Freia ripostuje Przewodniczący Konferencji Episkopatu Chile, bp Alejandro Goic. - Musimy ratować życie, gdyż dziecko poczęte w wyniku gwałtu nie jest agresorem. Kandydaci powinni skupić się na przyczynach, a nie tylko na skutkach – mówi hierarcha.

 

sks/CNI/Santiago Times

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »