Marta Brzezińska: PiS zapowiada kolejną wielką manifestację w obronie Telewizji Trwam na 21 kwietnia. W pańskim mieście, Bielsku - Białej także była demonstracja w obronie telewizji ojca Rydzyka. Dlaczego PiS tak aktywnie upomina się o to medium?
Stanisław Pięta: Telewizji Trwam trzeba bronić co najmniej z kilku powodów. Po pierwsze, musimy bronić konstytucyjnej wolności słowa, prawa do wypowiedzi i walczyć z wszelkimi przejawami zakamuflowanej cenzury. Zatrzymywanie dziennikarza za podpalenie kukły Putina, wydarzenia na krakowskim przedmieściu, echo raportu WSI, a teraz postępowanie wobec telewizji ojca Rydzyka to pewne symptomy tego, że sytuacja w Polsce bardzo się pogarsza. Symptomy wskazujące na budowę pewnego systemu opresyjnego, systemu zastraszania. To, co kiedyś fałszywie zarzucano PiS, dziś jest faktycznie realizowane. Uderzenie w Telewizję Trwam z jednej strony pokazuje strach lewicowych pseudoelit, które wbrew głoszonym przez siebie liberalnym zasadom o wolności słowa, próbują administracyjnymi działaniami usunąć z przestrzeni publicznej spokojną, umiarkowaną, katolicką telewizję.
Marsz, który zapowiada PiS to któraś z rzędu manifestacja w obronie Telewizji Trwam. Czy nie lepiej zamiast maszerowania byłoby – na przykład jak posłanka Beata Kempa, która spotkała się z premierem Tuskiem – próbować rozwiązać problem na drodze dyplomatycznej?
Uważam, że to błędna droga, która stwarza tylko pozory jakiejś dyskusji, wrażenie, że pan premier łaskawie nachylił ucha i wysłuchał skarg ważnej posłanki. To tylko pozwala lepiej prezentować „ściemę”, którą uprawia premier Tusk. Uważam nawet, że takich marszów jest za mało! Powinny być w każdej miejscowości! Dopiero wtedy, gdy ludzie będą stali na ulicach, nie tylko dużych, ale średnich i małych miast, z pięścią uniesioną w górę, rząd zrozumie, że to nie są żarty. Nie możemy pozwolić na zakneblowanie ust Telewizji Trwam, bo jeśli do tego dopuścimy, to prędzej czy później nastąpią kolejne posunięcia, które będą ograniczały wolność słowa w Polsce, uderzając w pierwszej kolejności w niezależne media. Takie przedsięwzięcia już mają miejsce. Musimy się maksymalnie zmobilizować, niezależnie od przekonań politycznych, światopoglądu musimy – niestety na ulicach – bronić wolności, która rzekomo jest gwarantowana w konstytucji.
Media głównego nurtu robią wrażenie, jakoby Trwam bronili tylko „katole” albo „pisiory”, ale tu przecież chodzi o wolność słowa a nie poglądy.
Tak, ale szczególna odpowiedzialność spoczywa właśnie na katolikach. Jako katolik nie godzę się na zaganianie nas do kąta. Nie zamierzam się czuć obywatelem drugiej czy trzeciej kategorii. Nikomu nie narzucam swoich poglądów, przekonań czy swojej wiary siłą, ale kiedy chcę zapoznać się z ofertą katolickiej telewizji, to po prostu muszę mieć do tego prawo. Bronię prawa Telewizji Trwam jako katolik, człowiek, który wyrósł w pewnej kulturze, stara się być wierny pewnym wartościom i zasadom i uważam, że jako katolicy powinniśmy skończyć z bezczynnością. Powinniśmy masowo wyrażać swoje przekonanie, protestować, gdy naruszane są nasze prawa...
Przepraszam, że przerwę, ale, mówi Pan, że powinniśmy protestować, wychodzić na ulice ale ja się pytam, co z tego? Ile osób manifestowało przeciw podpisaniu ACTA? I co? Umowa została podpisana, a sprawa ucichła. Który to już będzie marsz w obronie Trwam? Tłumy przeszły już ulicami Krakowa, Warszawy i wielu innych miast, a rząd? W tamtym tygodniu tłumy manifestowały przeciw podwyższeniu wieku emerytalnego. A rząd? Zdaje się być niewzruszony i całkiem obojętny na te manifestacje. To jest sens ich robienia? O PiS mówi się już, jako o maszerującej partii, która – jeśli chce coś ugrać – zwołuje ludzi na marsz...
Rząd tylko udaje, że pozostaje na te marsze głuchy. Oni biorą nas na przeczekanie. Uważam, że obok wielkich demonstracji powinniśmy też zorganizować mniejsze. Co więcej, trzeba zorganizować akcje masowego odwiedzania biur poselskich parlamentarzystów PO i pikietowania pod nimi. Między 6 a 22 nie powinniśmy im dać nawet godziny wytchnienia. Oni muszą czuć na plecach oddech normalnych Polaków. Manifestacje na ulicach, akcje pod biurami poselskimi, także działalność internetowa, mediów niezależnych – to wszystko prowadzi jednak do zwycięstwa. Nie jest tak, że nie przynosi to żadnego skutku. Niech mi Pani uwierzy – wiem, co się dzieje wśród parlamentarzystów PO, jak drżą o wyniki w sondażach, jak komentowane jest odejście pana Gibały do Ruchu Palikota. Dla mnie to nie robi większej różnicy, bo cały ten obóz Platformy Obywatelskiej, SLD, Ruchu Palikota to jest to tak naprawdę jeden worek, czy oni się nazywają tak, czy inaczej, to nie ma większego znaczenia. Liczą się ci, którzy wydają im dyspozycje. A to są ci sami, którzy wydają dyspozycje mainstremowym mediom, ci sami, którzy kontrolują struktury nieujawnionej struktury esbeckiej. Jednym słowem – partia Moskwy.
Jak się to wszystko skończy?
Prędzej czy później, pan Dworak będzie musiał się liczyć z tym, że pod siedzibą KRRiT będzie musiał wąchać swąd płonących opon. Jeżeli te masowe protesty nie przyniosą oczekiwanych rezultatów, tak to właśnie to się skończy. Być może potrzeba zradykalizowania tych manifestacji, może trzeba rozbić miasteczko namiotowe pod siedzibą KRRiT. Jedno jest pewne – nie będzie tracenia na darmo czasu, atramentu i zelówek. Pan Dworak musi w końcu ustąpić, bo my nie ustąpimy.
Rozmawiała Marta Brzezińska

