Dzisiejsze referendum zdelegalizowanego Krymskiego Parlamentu, który nie jest już uznawany przez nowe władze w Kijowie, pokazało, że większość mieszkańców Krymu chce przyłączenia ich półwyspu do Rosji. Jak donosi Ria Nowosti aż 93 proc. mieszkańców powiedziało tak za przyłączeniem Krymu do Rosji. Oczywiście to pierwsza informacja, jeszcze w ogóle nie potwierdzone. Ale procent za TAK jest zdecydowany.

Ukraina nie akceptuje źadnego wyniku referendum o przyłączeniu Krymu do Rosji, tak samo USA stanowczo odrzuca wszelkie głosowania na Krymie.

Dziś "Sunday Times" przypomina, że to co dzieje się obecnie na Krymie, na Ukrainie demaskuje złudzenia, jakimi karmiła się Europa odnośnie totalnego zakończenia zimnej wojny. Okazuje się, że "Od upadku muru berlińskiego w 1989 r. i rozpadu ZSRR w 1991 r. Zachód, w szczególności Europa żyły w nierealnym świecie. Ochoczo zaakceptowano dywidendę pokoju, zmniejszając w latach 90. wydatki na obronę, a nawet posunięto się dalej, cedując rolę globalnego policjanta na Amerykę i zakładając, że zawsze będzie chętna ją odgrywać (...) Moskwie było na rękę to wojskowe samozadowolenie Europy, napędzane przez pogląd o +końcu historii+ i przekonanie o nieuchronnym, długofalowym schyłku Rosji. Tymczasem w polityce liczy się siła lub groźba jej użycia. Można być pewnym, że Władimir Putin w to wierzy (...) Zachód fałszywie zakładał, że Rosja pogodzi się po cichu z jej zmniejszoną rangą, ale nigdy się na to nie zanosiło. Skutkiem (…) jest to, że jesteśmy teraz u progu nowej zimnej wojny. Główną winę za to ponosi bojowo nastawiony Putin, ale Zachód także jest winny strategicznych zaniedbań"  –podaje "Sunday Times".

philo/TVN24.pl