Radośnie, choć nie bez obaw, przeżywać będą Boże Narodzenie wierni w Południowym Sudanie. Obawy wynikają z wciąż niepewnej sytuacji politycznej i humanitarnej. Na południowym zachodzie kraju, na pograniczu z Demokratyczną Republiką Konga i Republiką Środkowoafrykańską, nadal działa sekciarska Armia Oporu Pana oraz lokalne ugrupowania rebelianckie. Nadzieją na spokojne święta jest jednak seria sukcesów południowosudańskiej armii w działaniach przeciwpartyzanckich, wspieranych przez instruktorów wojskowych z USA.
Gorzej jest na północy kraju, dokąd ściągają uchodźcy z Północnego Sudanu. Chodzi konkretnie o mieszkańców rejonu Nilu Błękitnego, gdzie rząd w Chartumie prowadzi krwawą pacyfikację. Źródła kościelne mówią o 20 tys. osób, które schroniły się w południowosudańskiej wiosce Doro. Wśród uchodźców, którym brakuje dosłownie wszystkiego, szerzy się głód i choroby.
Z kolei agencja AFP donosi, że na południe uciekają czarnoskórzy młodzi z Chartumu, gdzie władze urządzają swoiste polowania na nich. Wcielają do obozów wojskowych i po kilku tygodniach treningu wysyłają w tereny przygraniczne i zmuszają do walki ze współplemieńcami.
Jednak w samej Dżubie, stolicy powstałego 9 lipca tego roku kraju panuje atmosfera nadziei. Kościoły pękaja w szwach, ludzie modlą się i śpiewają od wielu dni. Coraz więcej jest chrztów, a kościoły chrześcijańskie ostro rywalizują w nawracaniu wiernych - ciągle trzeba pamiętać, że większość mieszkańców to animiści! Radość z odzyskanej wolności na razie cementuje społeczeństwo złożone z ponad setki grup etnicznych.
Módlmy się w te święta za szczęście Sudanu Południowego.
PSaw/RV

