Marcin Nikrant to pierwszy, otwarcie przyznający się do swojej homoseksualnej orientacji, sołtys w Polsce. - Sąsiedzi z Kaszub wołali na małego Marcina: ciota, pedał, baba. Gdy podrósł, dali mu przytłaczającą większość głosów i oczekują, że zmieni wieś na lepsze – zachwala piórem Magdaleny Grzebałkowskiej „Gazeta Wyborcza”.

 

W wywiadzie opublikowanym na łamach wydawanego przez KPH pisma „Replika” Nikrant wyznał: „(...) wszystko idzie zgodnie z moim planem. Mieć faceta, który daje mi szczęście, robić to, co przynosi mi satysfakcję i mieć swój mały udział w tym, by było nam bliżej do Holandii czy Szwecji”.

 

Nikrant zapewnia, że ludzie w Leśniewie wiedzą o jego orientacji. - Może nie wszyscy, bo nie mówiłem każdemu z osobna, ani nie ogłaszałem wszem i wobec, ale gdy ktoś mnie pyta, czy mam dziewczynę, albo jak ona ma na imię, to odpowiadam: „Mam faceta. On ma na imię Przemek”. Na moim profilu na facebooku można przeczytać, że jestem w związku z mężczyzną – mówi w rozmowie z „Repliką”.

 

Sołtys Leśniewa zdaje się przywiązywać wielką wagę do homoseksualizmu. Sam przyznaje, że najchętniej poświęciłby się sprawom społecznym. Na swoim koncie ma już bycie tzw. „żywą książką”. Siebie zatytułował „Gej”. Na czym to polega? - Siedzisz sobie w bibliotece razem z innymi żywymi książkami – z lesbijką, z osobą czarnoskórą, z ateistą, osobą pochodzenia żydowskiego itd. Gdy ktoś przychodzi i chce cię wypożyczyć, idziesz z tym kimś do czytelni – i tam „dajesz się czytać” czyli odpowiadasz na pytania tej osoby – wyjaśnia Nikrant. I dzieli się swoimi wspomnieniami z tego doświadczenia: „Zdarzają się też pytania intymne, czyli z cyklu „jak wy to robicie?”. No i tłumaczę, że jeden facet jest aktywny, drugi pasywny, albo odwrotnie, albo obaj są i aktywni, i pasywni itd. Przyszła dziewczyna, która nie potrafiła wyobrazić sobie seksu męsko-męskiego, więc przed spotkaniem ze mną weszła sobie na redtube i obejrzała. I stwierdziła „Ojej, jakie to piękne!”.

 

Jednak funkcja sołtysa to, prócz bycia „żywą książką” szereg obowiązków, które sołtys dzieli wraz ze swoją małżonką. - Żona sołtysa to tak jak szyja w małżeństwie – mówi portalowi Fronda.pl Józef Wilczek, Sołtys Roku 2010 z Żyrowej (woj. opolskie). - Tak jak na całym świecie, kobieta w małżeństwie wspiera inicjatywy podejmowane przez męża, tak i małżonka sołtysa ma pewne określone funkcje do spełnienia we wsi.

 

Na czym te zadania polegają? Józef Wilczek mówi o takich nieformalnych obowiązkach, które skupiają się przede wszystkim na dbaniu o piękno wsi. - Z drugiej strony, żona sołtysa angażuje też pozostałe kobiety w miejscowości do upiększania swoich domostw – tłumaczy sołtys Żyrowej.

 

Józef Wilczek zgadza się, że żonę sołtysa można w przenośni nazwać taką „pierwszą damą we wsi”. Dodaje, że najważniejsza jest chęć spełniania wspólnych obowiązków, zarówno tych formalnych, jak i nieformalnych. - Bez tej wspólnej zgody nie będzie można iść do przodu, a stać w miejscu, to się cofać – konstatuje Wilczek.

 

Sołtys Żyrowej zapytany o to, jak wyobraża sobie pełnienie roli sołtysowej przez homoseksualistę odpowiada krótko: „Mąż i żona to jedno ciało. Muszą umieć ze sobą współpracować, bo inaczej nic nie będzie z tego sołtysowania”. 

 

Ciekawe, jak w tej roli odnajdzie się partner pana Marcina. Zapytany o niego przez „Replikę” Nikrant wyznał: „Mieszka 70 km ode mnie. To związek na odległość, niestety. Nie widujemy się tak często, jak byśmy chcieli, nie licząc Skype’a”.

 

maja