Pielgrzymowanie to niezwykły czas. I to nawet czysto po ludzku. W czasie tych kilku dni (ja byłem tylko pięć) następuje moment całkowitego duchowego i psychicznego resetu. Nie myśli się o wydarzeniach, o newsach, o tym, co się dzieje, ale człowiek pogrąża się w sobie (czas ciszy – a w naszej grupie Klasztor w drodze Warmińskiej Pielgrzymki Pieszej mieliśmy całe takie etapy) jest tu szczególnie ważny) i otwiera na Boga.

Niezwykłe jest też doświadczenie prostoty ludzkiego życia. Tracą znaczenie funkcje, zadania, misje, miejsca w hierarchii, a liczy się to, by dojść do następnego etapu, by pomóc drugiemu (dziękuję za każdy taki gest solidarności i pomocy), by porozmawiać, gdy jest szczególnie ciężko, czy czasem tylko uśmiechnąć się, gdy widać, że drugi (Levinas powiedziałby Drugi) ma już kompletnie dość, i że zagadywanie mogłoby nie skończyć się dobrze. To takie proste gesty, które znaczą człowieczeństwo. Ale pielgrzymowanie to także doświadczenie Kościoła... Sam bym nie doszedł, nie chciałoby mi się, nie miałbym siły, nie byłoby całego zaplecza (dzięki drodzy kwatermistrze)... To wspólnota pomaga, prowadzi, daje siłę i modli się. Wspólnota różnych ludzi – młodych i nieco starszych, pogodnych i naznaczonych cierpieniem. Takich jacy są w Kościele.

Droga pątnika z pielgrzymką warmińską jest także znaczona gestami solidarności. Do niemal samej Jasnej Góry śpi się w domach u ludzi, którzy otwierają serca i pokoje, by ugościć pątników. I rozmawiają, opowiadają o swoich bólach, o cierpieniu, prosząc, by zanieść ich problemy do Matki. A nie są to często problemy błache. Choroby dzieci, alkoholizm, więzienie bliskich, pragnienie dziecka – to wszystko bierze się później na różańce i niesie do Matki... W podziękowaniu za niezwykłą otwartość i piękną polską gościnność.

I wreszcie ten moment ostatni, gdy już widzi się wieże – to takie przypomnienie, dokąd zmierzamy, dokąd idziemy, i co nas czeka. Nie wiem, jak dla innych, ale dla mnie ostatni dzień to taka zapowiedź, jak będzie wyglądać nasze wejście do Domu Ojca... Będzie zmęczenie, może cierpienie, ale też niezwykła radość, gdy jak przez Klasztorem pada się krzyżem, tak i my padniemy przed Obliczem Pana i zostaniemy przygarnięci przez Matkę.

Aby tego doświadczyć trzeba wyruszyć na szlak. I dlatego wierzę, wiem, że wciąż będą ludzie, którzy idą do Matki... I nie zmieni tego laicyzacja. Zawsze bowiem będą Boży szaleńcy, którzy idą do Pana.

Tomasz P. Terlikowski

PS. Bardzo dziękuję siostrom i braciom z grupy Klasztor w drodze Warmińskiej Pielgrzymki Pieszej na Jasną Górę. Za rozmowy, modlitwę, wspólną drogę. Obu Marcinom (Marcinowi Radomskiemu OFMCap i Marcinowi Sitkowi MS) za katechezy i towarzyszenie. Bratu Jarkowi Rajskiemu OFMCap za wszystko. Marysi za to, że dotarła. A Bogu i Jasnogórskiej Pani za to, że po wielu latach przerwy otrzymałem mi ten niezwykły dar pielgrzymowania i duchowego i psychicznego resetu. Dziękuję!