Z Warszawy właśnie wyruszają kolejne grupy pątników wędrujących na Jasną Górę. Przed kościołem św. Ducha na Długiej od rana trwa składanie bagażów do podstawionych samochodów, które będą je transportować na całej trasie pielgrzymki. 

 

Plecaki, jedne wypchane mniej lub bardziej, ukrywają w sobie prócz ubrania na zmianę, karimat i śpioworów także suchy prowiant. - Brać ze sobą jedzenie czy nie brać? - zastanawiają się pątnicy. Ci bardziej optymistyczni liczą na gościnność mijanych po drodze gospodarstw. Ale są też przezorni, którzy z Warszawy zabierają cały zapas zupek w proszku, smarowideł i baterię konserw. A do tego sporą rezerwę w portfelu, bo przecież jeść coś trzeba. 

 

- Kiedy szłam na moją pierwszą pielgrzymkę, zabrałam ze sobą porządny plecak jedzenia. Znajomi radzili, żeby przygotować sobie jaki zapas na każdy dzień pielgrzymowania, bo nie wiadomo, czy coś dostaniemy "po trasie" - wspomina Joanna, kiedyś pątniczka błękitnej grupy WAPM. - W rzeczywistości, do Warszawy wróciłam z połową mojego prowiantu! Ludzie, do któych trafialiśmy byli naprawdę bardzo hojni - dodaje. 

 

Podobne doświadczenia ma Małgosia. - Doświadczeni pątnicy radzili zostawić sobie nieco zapasów na odcinki trasy bezpośrednio poprzedzające Jasną Górę. Tam, ludzie od lat umęczeni "pielgrzymkową szarańczą", mieli domagać się płacenia nawet za wodę - opowiada. - Jakież było zdziwienie, kiedy pod samą Częstochowsą spotkałyśmy rodzinę, która nie dość, że gotowała nam ciepłą wodę do mycia, to jeszcze naładowała wszystkie telefone komórkowe i porządnie nakarmiła! - relacjonuje Gośka. 

 

Z pewnością, nie brak też takich miejsc na pielgrzymim szlaku, gdzie gospodarze hojnością nie grzeszą. Z drugiej strony, nie można od nich zbyt wiele wymagać. Pielgrzymki od lat chodzą tymi samymi, ustalonymi trasami, więc gdyby zawsze chcieć każdego po staropolsku ugościć, trzeba by dysponować potężnymi zasobami. Częściej jednak gospodarze dzielą się z pątnikami tym wszystkim, co mają. Często sami nie mogą wyruszyć w drogę na Jasną Górę, więc w ten skromny sposób chcą wesprzeć pielgrzymowanie. 

 

Z tą polską gościonnością na pielgrzymce związanych jest sporo anegdot. Tadeusz Popończyk, człowiek-legenda jeśli chodzi o pielgrzymowanie, wspomina, jak jednego roku na każdym postoju pielgrzymów częstowano pomidorówką. - Nie wiem, z czego to wynikało, ale gdzie byśmy nie mieli postoju, dostawaliśmy pomidorową z ryżem. Pomidorówka stała się sztandarową potrawą tamtej pielgrzymki - opowiada twórca pielgrzymkowych tras. - Innym razem trafiło nam się pielgrzymowanie pod znakiem żurku - wspomina ze śmiechem Popończyk. 

 

Ile kosztuje pielgrzymowanie do Częstochowy? Prócz standardowej opłaty w zależności od wybranej przez pątnika grupy, z pewnością trzeba pamiętać o dodatkowych wydatkach. Na przykład żeby pójść z Warszawską Akademicką Pielgrzymką Metropolitalną trzeba zapłacić 65 zł, dodatkowo opłata bagażowa w wysokości 55 zł. Obowiązkowa opłata pątnika Warszawskiej Pielgrzymki Pieszej (paulińskiej) to już 85 zł, ale cena maleje wraz z każdym kolejnym idącym członkiem rodziny. Do tego jeszcze jakiś zapas na jedzenie (a niekiedy nawet na wodę, bo za to także czasem każą płacić gospodarze). Na pomysł obarczenia pielgrzymów kolejnym wydatkiem wpadł Marek Belt z częstochowskiej Rady Miasta, a jednocześnie "jedynka na liście SLD do Sejmu". Belt chce pobierać od pielgrzymów tzw. opłaty miejscowe, w wysokości 1,99 zł od dorosłych i 0,99 od dzieci. 

 

Jak widać, na pielgrzymce można zrobić niezły interes. 

 

maja