Piękna historia. Płacz dziecka wybudził matkę ze śpiączki  - zdjęcie
15.09.15, 12:29fot. Facebook

Piękna historia. Płacz dziecka wybudził matkę ze śpiączki

4

Pod koniec cesarskiego cięcia doszło nagle do komplikacji. Pojawił się skrzep, w wyniku którego Shelly Cawley zapadła w śpiączkę. Walczyła o życie przez trzy dni. Jej stan był oceniany jako ciężki. Niewiele brakowało, a młoda mama by umarła.

Lekarze postanowili spróbować innej, niekonwencjonalnej metody. Położyli dziewczynkę na piersi kobiety i sprawdzili, jak zareaguje na bliskość dziecka. Gdy córeczka zaczęła płakać, aparatura wykazała u Shelly Cawley powrót czynności życiowych. Kobieta wybudziła się ze śpiączki.

Stan młodej mamy z dnia na dzień poprawiał się. Obecnie, w rok po tragicznych wydarzeniach, wróciła do pełni zdrowia. Z tej okazji zorganizowano imprezę dla rodziny, przyjaciół i personelu medycznego.

– Gdy patrzę na nią teraz, myślę o niesamowitej więzi, jaka wytworzyła się między nami. Kiedy dorośnie, opowiem jej, że uratowała mi życie. – opowiada Shelly Cawley.

 

MT/efakt.pl 

Komentarze (4):

anonim2015.09.15 13:23
Arbiter.....zacytuje kawalek z Lao Che (nie zebym byl fanem ale tutaj pasuje idealnie) Ty glupi....Ty wez to, Ty wez to ... i idz stad!!!
anonim2015.09.15 13:44
arbitrowi intelektu nie dostaję ale za to jadu nienawiści niczym niesioł ma w nadmiarze
anonim2015.09.15 14:51
Jak była w śpiączce to była raczej żywa i miała zachowane wszystkie funkcje życiowe.Gdyby było inaczej to byłaby martwa. Położenia noworodka na piersi nie przywraca funkcji życiowych ani do życia. Nie powoduje też wyleczenia z zatorowości jako takiej mogącej pojawić się w ciąży ,zatoru wodami płodowymi czy zatoru płucnego jakiemu to powikłaniu czasami ulegają kobiety po cięciu cesarskim. Zaiste to nowatorska niekonwencjonalna terapia - kładzenia noworodka na klatce piersiowej...
anonim2015.09.15 15:29
Chwała Panu ; ) Ale co pragne powiedziec, lekarze powinni czesciej uzywac takich metod. Mowie o tym, ze powinni dawac z siebie 100% aby ratowac zycie. By nastawili sie w 100% na uratowanie, uzyli wszytskich sil fizycznych, umyslowych, jesli sa wierzacy modlitwy. Ogladałam w telewizji program, pisze to juz raz któryś z koleji, ale to co napisze wartre jest powtarzania. Mezczyzna mial byc odlaczony od aparatury, nie bylo szans na wybudzenie go. Ale rodzina, bliscy (albo praktykanci juz nie pamietam, ale raczej rodzina) zauazyla u niego jakies male odruchy. Sa to zawsze bardzo subtelne znaki, jakies drgniecia powieki, palcow. Wymaga to jak napisałam zaangażowania, wiary, sil, aby walczyc o zdrowie takiego czlowieka. Rozpeczeła sie wiec rechabilitacja, prowadzona przez praktykantow czy tam wolontariuszy, co z wlasnej woli pragneli walczyc o tego człowieka. Czlowiek po rechabilitacji nie odzyskal dawnej sprawnosci, poruszac musial sie na wózku (choc nie wiem jak jest dzis). Ale mogl wrocic do zycia, wybrac na koncert, byc z rodzina - poprostu zyc ; ) Nie wiem jak jest z nim dzis. Ale ta sytuacja, co ogladałam w telewizji, pokazuje ze warto walczyc o człowieka. Jest tez cała masa cudow, jak dziecko co stwierdzono zgon polozone na oltarzu w kapliczce w szpitalu - cudem wskrzeszone ; ) Potrzeba wiary, modlitwy, zaangażowania. Jesli cos chcemy osiagnac dajemy z siebie 100%. Lekarz, i caly personel musi dawac z siebie 100% by walczyc o czlowieka. Jesli truno komus na calym etatcie dawac z siebie 100% bo ludzi robotow nie ma... Niech wezmie pól etatu. Praca w medycynie, to powazna sprawa. Potrzeba nie tylko wiedzy i sil, ale pełnego zaangażowania. Kto wie, czy to nie Bog natchnal personel by dali dziecko mamie... Bog czesto działa, nie tylko w wielkich cudach, ale w naszej codziennosci. I z pewnoscia widzac nasza wole walki o dobro innych, nie zostawi nas samych, ale umocni i da nam madrosc jak postepowac. Z Bogiem : )